• Wpisów: 36
  • Średnio co: 68 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 00:01
  • Licznik odwiedzin: 8 921 / 2532 dni
 
rozdom
 
Little miss perfect:
14.
Gości zwykle gości się w salonie prawda? To dlaczego skoro Bruno zapowiedział mi gości ja nikogo nie widze nasz salon jest zupełnie pusty z pytającym wyrazem patrzę na Bruna, on chyba na początku nie zrozumiał o co mi chodzi jednak po chwili roześmiał się.
-Oj ty głuptasku jasne ze nie ma ich w salonie za nic by się tu nie zmieścili a poza tym ja nie przywykłem do goszczenia gości w domu szczególnie gdy na dworze jest taka ładna pogoda. Chodź.
Nie za bardzo wiedziałam o co mu chodzi i zdecydowanie nie byłam przygotowana na to co zobaczę Bruno prowadził mnie do ogrodu. Kiedy przechodziliśmy przez kuchnie usłyszałam śmiechy ludzi, w sumie to dobrze nie potrzeba im było gospodarzy żeby dobrze się bawić. Już prawie przechodziłam przez drzwi kiedy Bruno złapał mnie za ramiona od tyłu, nachylił się i szepną.
-Kim, przedstawiam ci chuliganów.
Nie byłam w stanie nic odpowiedzieć w ogrodzi była masa ludzi, kilka osób siedziało przy ogrodowym stole, dwóch chłopaków smażyło coś na grillu, wszędzie biegały jakieś dzieci za mniejszymi maluchami podążały jak się domyślam ich zatroskane jak i zachwycone pierwszymi krokami swych pociech matki, na huśtawce bujały się te wolne od małych pociech dziewczyny popijając coś w czerwonych kubeczkach. Trzech mężczyzn ustawiało miejsce pod ognisko, mogę się jedynie domyślać ze to na wieczór, gdzieś grało radio dopiero teraz doleciały do mnie dzięki muzyki przebijające się przez ten cały harmider.
-O są wreszcie.
-Gdzie wy byliście tyle czasu.
-Już myślałam ze cie Bruno porwali.
-Ty jesteś Kim prawda.
-Kochanie nie zaczepiaj cioci.
-Przyniosłeś nowe naczynia.
-Bruno, potrzebny nam jakiś węgiel.
Miliony pytań, zdań głosów i to wszystko naraz nie dało się tego opanować. Nie jestem w stanie sobie przypomnieć co działo się po kolei co działo się w ogóle, cały czas tylko oddawałam to brałam jakieś dzieci na ręce, nawet nie jestem sobie w stanie przypomnieć jak miały na imię, cały czas czegoś trzeba było przynieść donieść zaprowadzić ani chwili wytchnienia. Tylko przez krótką chwilę widziałam Bruna kiedy na moment spotkaliśmy się w kuchni kiedy to ja i on zawzięcie czegoś szukaliśmy albo odgrzewaliśmy butelki dla tych najmłodszych. Po wieczór wszystko ucichło dzieciaki padły na kanapie w salonie oczywiście każde dostało własny kocyk i mam nadzieję ze obudzą się dopiero za trzy dni nie to ze nie lubię dzieci ale czuje się totalnie wykończona. Dorośli zebrali się za to przy ognisku przy którym majstrowali teraz już wiem ze ten cały Phil, brat Bruna Erik i Jamero. Wszyscy są już zmęczeni nawet Bruno co wydaje się zupełnie niemożliwe ale widać po nim ze nie gra nie śpiewa już z taką werwą a i klimat piosenek złagodniał. Siedzę obok niego i przyglądam się jak przesuwa swoimi palcami po strunach gitary, kurcze zawsze chciałam się nauczyć grać na tym instrumencie ale nigdy nie było na to czasu. Wszyscy zgodnie z nim śpiewają niektórzy mający jeszcze tyle sił głośniej inni, sami sobie pod nosem. Mój wzrok zatrzymał się na kobiecie, która patrzyła prosto na mnie i nie odwróciła spojrzenia nawet kiedy się na nią popatrzyłam. Wydaje mi się ze to Urbana, albo jak jej tam, była dziewczyną Phila z tego co się dowiedziałam i miała z nim dwójkę dzieci, chyba mnie nie polubiła, a nawet nie chyba na pewno mnie nie polubiła. A wnoszę po tym ze jak spotkałam ją w kuchni, powiedziała wyraźnie i bez ogródek iż ona uważa ze wyszłam za Buna dla jego pieniędzy, ze lece na jego sławę  i ona na pewno nie zostawi tego tak tylko w końcu przemówi mu do rozumu. No nic raczej nie zostaniemy przyjaciółkami, bywa.
-Kim, Bruno czy możemy u was przenocować?
-Jasne Erik wiesz ze mój dom to i twój dom.
-Dzięki stary jest już późno a nie chciałbym prowadzić po nocy a poza tym dzieciaki już za snęły.
-Nie ma problemu.
-Zaraz przygotuje wam sypialnie.
-Dzięki Kim jesteś anioł.
Mówiąc to Erik cmokną mnie w głowę na co ja wybuchłam śmiechem.
-Hej stary masz swoją żonę.
Bruno odepchną Erika,  a ten czym prędzej chciał mu oddać wiec zaczęli się ganiać w około wszystkich, tak ze cała ich publiczność zanosiła się od śmiechu.
-Nie martw się przyzwyczaisz się, może się wydawać ze to dorośli faceci ale tak naprawdę to tylko duże dzieci.
Roześmiałam się tylko na te słowa a co innego mogłabym zrobić przecież  i tak nie będzie mi dane przyzwyczajenie się do tego. Wchodząc do domu poczułam się strasznie zmęczona, w końcu był to dzień pełen wrażeń. Marzy mi się tylko ciepła kąpiel i spać. Przygotowanie pokoju zajęło mi co najmniej 20 minut tylko ze większość tego czasu przeleżałam na nie posłanym łóżku. W ogrodzi zostało już niewiele osób, część już na szczęście się ulotniła zostali tylko najwytrwalsi. Dalej siedzieli przy ognisku i śpiewali, jak widać wojna braci już się skończyła bo chłopaki siedzieli koło siebie i śpiewali jakąś piosenkę której nie było mi dane do tej pory poznać. Ale oni znali ją doskonale i nie przejmowali się tym która jest godzina, wiernie wyśpiewywali każdy wers z coraz większą werwą. Usiadłam po drugiej stronie Bruna, tylko to miejsce było wolne pewnie dlatego ze machał rękami gestykulując piosenkę i jej znaczenia. Kiedy już usiadłam Bruno popatrzył na mnie i uśmiechną się tak bardzo delikatnie, tak nawet nie uroczo nie to było coś innego ale dokładnie nie potrafię tego określić. Ale przez ten jeden głupi uśmiech poczułam ze jestem ważna ze jestem szczególna poczułam, nie kurde tylko nie to ja poczułam ze zaczyna mi zależeć a to nie wróży nic dobrego nie w tym przypadku.
-Kim?
-tak?
-Opowiedz nam coś o sobie, tak naprawdę to my nic o tobie nie wiemy.
-Nic dziwnego dopiero dziś się poznaliście.
-nie ma problemu tylko łatwiej mi będzie opowiadać kiedy będziecie zadawać mi jakieś pytania.
-Dobra to ja idę na pierwszy ogień, no to tak, czy Bruno ma no wiesz tak dużego jak zawsze mówi.
Chyba wyobrażacie sobie moja reakcje na to pytanie, na początku opadła mi szczęka jak można pytać o cos takiego a później uświadomiłam sobie ze to przecież Philip u niego wszystko jest możliwe. Pozostało mi tylko dorównać reszcie i śmiać się tak długo aż byłam w stanie. Kiedy w końcu jakoś się wszyscy uspokoili, zaczełam się zastanawiać co powinnam odpowiedzieć na to pytanie i nic kompletnie nie przychodziło mi do głowy, najgorsze było to ze wszyscy spodziewają się ze na to odpowiem. Popatrzyłam na Bruna on z zainteresowaniem tez oczekiwał mojej odpowiedzi, kurde kurde kurde.
-No wiesz Phil to jest raczej kwestia jak postrzegamy tą miarę ale moim zdaniem jemu niczego nie brakuje.
Jakbym miała okazję kiedykolwiek to sprawdzić.
-No dobra uznaję tą odpowiedź chodź nie satysfakcjonuje mnie ona ale kiedyś mi powiesz. Dobra wiec skąd jesteś?
-We see. Jestem z Polski to znaczy tam się urodziłam  kiedy miałam jakieś 12 lat przeprowadziliśmy się do LA, gdzie teraz  mieszka mój tato i siostry.
-Czemu się wyprowadziliście z Polski.
- Mój tato dostał ofertę pracy dużo lepszą niż ta którą miał tam wiec po prostu wyjechaliśmy.
-A twoja mama?
-Moja mama nie była zainteresowana wyjazdem do stanów, w ogóle była mało zainteresowana co się z nami stanie liczyło się tylko malowanie.
-Artystka?
-O tak przynajmniej ona tak twierdzi ale utrzymuje się z tego wiec to chyba prawda.
-Mówiłaś coś o siostrach.
-Tak mam cztery siostry, jedna lepsza od drugiej jak to bywa kiedy wyprowadzaliśmy się moja najstarsza siostra została z mamą, tak wybrała teraz ma już rodzinę dobrą prace wiec to był chyba dobry wybór. Późnie jest Kate, ona jak się dobrze orientuje jest teraz w krajach trzeciego świata i wraz z mężem niesie tam pomoc. Ostatnio zakładali jakąś fundacje czy coś. Następna jestem ja. Po mnie jest Gabrysia, ona mieszka w NY i studiuje na jakiejś uczelni prawo nigdy nie byłam w stanie jej zapamiętać a najmłodsza z nas mieszka z tatą i kończy liceum.
-Kurde to wesoło mieliście.
-Czasami tak a czasami jak to rodzeństwo jedno dogryzało drugiemu.
-Dogryzało to małe słowo.
-Ależ bracie ja bym ci nic złego nigdy nie zrobił.
-Pokazać blizny.
-Nie proszę daruj ten widok moim biednym oczom.
Bruno z Erikem jeszcze chwile tak ze sobą dyskutowali później zaczeli opowiadać jakąś historię z dzieciństwa gdzie to Malo co nie stracili życia. Przyznaje ze wcale ich nie słuchałam byłam tak strasznie padnięta nawet nie wiem kiedy moja głowa znalazła się na ramieniu Bruna, na szczęcie ten już nie gestykulował. Z odrętwienia wyrwał mnie głos mojej komórki. Kiedy wyciągnęłam ją z kieszeni okazało się z e dzwoni Kate.
-Przepraszam was na chwilę.
Wstałam z siedzenia z wielkim trudem gdyz moje ciało już zdrętwiało i udałam się w stronę domu.
-Hej co tam?
-Hej słuchaj zrobiłaś mi ten no ten cały dokument dotyczący sprawy Konda?
-Nie jestem pewna ale chyba nie, przecież miało to być na za dwa tygodnie.
-Wiem ale wszystko się przesunęło trzeba mi to na jutro.
-Na jurto?! Kate wiesz która jest godzina.
-Wiem ale dla cb to tylko godzinka góra dwie roboty.
-Kate nie dam rady zrobić ci tego na jutro.
-Jestem pewna za dasz, postaraj się przywieść mi to jeszcze przed 9. Dzięki.
-Kate.. Kate.. Szlag by cie trafił.
Nie miałam wyjścia musiałam jej to zrobić i zaczełam szukać swojego komputera gdzieś go tu dziś widziałam. No jasne chowałam go przed jakimś dzieckiem do muzyko-robie pokoju. Weszłam i zamknęłam za sobą drzwi, usadowiłam się wygodnie w fotelu i odpalamy komputerek. Nagle zdałam sobie sprawę ze to nie tu zostawiłam komputer wcześnie ja położyłam go na szafce wysoko a teraz leżał na biurku, ale to mi się tylko zdaje. Już sama Niewinem.
Zajęło mi to ponad godzinę wiec gdy skończyłam było trochę po czwartej, chciałam się już tylko położyć jednak coś mnie przed tym powstrzymywało. A dokładnie to ze śpi dziś u nas brat Bruna, prawda, i on może wstać wcześnie, prawda, i na przykład nie będzie mógł czegoś znaleźć i przyjdzie do sypialnie Bruna, nie, a tam co sam Bruno, coś tu było by ie tak. Niby takie oczywiste ale uświadomienie sobie tego ze muszę dziś spac razem z nim przyszła mi z wielkim trudem. A wyglądało to mniej więcej tak:
„Siedzę sobie i piszę piszę gdy nagle ktoś puka do drzwi, otwierają się i widze Bruna i takie tam.. Ze nie chce mi przeszkadzać ze wszyscy już poszli, ze on tez idzie już spać i właśnie z tym przyszedł. Moja pierwsza myśl to ok. ale przecież tak ci nie poczytam, ale później było takie wtf po co mi to mówisz. Chyba wyczytał cos z mojego wyrazu twarzy bo powiedział ze on idzie spac i ze jego strona jest prawa i lewa jest cała do mojej dyspozycji i żebym się nic nie krępowałam. To ja miałam jeszcze większe wtf jaka prawa i lewa o co chodzi a Bruno na to ze strony łóżka, ze moja będzie lewa i ma nadzieje ze nie będzie mi to przeszkadzać, to ja na to ze ok. ale ja mam obie strony dla siebie ja mam całe łóżko. Myślałam ze robi sobie ze mnie jakieś żarty już nawet miałam się roześmiać kiedy on powiedział ze nocuje u nas przecież jego brat i nie możemy spać osobno. A mnie zatkało. No fakt. Nie pomyślałam o tym wcześniej, siedziałam z otwartą buzią a Bruno tylko mi się przyglądał, zdołałam wyksztusić tylko marne ok. po czym Bruno wyszedł a siedziałam jakieś 20 minut i nie mogłam pojąć jak ja to przegapiłam.”
A teraz zastanawiam się czy wytrzymam do tej dziewiątej, ale nie wydaje mi się to możliwe zważając ze usypiam na siedząco. Wiec postanowiłam wziąć prysznic może on mnie trochę obudzi, ale niestety zdarzyło się zupełnie odwrotnie wcale mnie nie obudził jeszcze bardziej mnie uśpił jeśli była taka możliwość, moje mięśnie poczuły się tak rozluźnione ze nawet nie byłam w stanie stać n nogach.  Nie mam wyjścia musze się  położyć.
Wchodząc starałam się zrobić to jak najciszej co jak zwykle zakończyło się wielkim hukiem przynajmniej dla mnie w tej chwili. Ale na szczęście nawet się nie poruszył. Obeszłam łóżko dookoła i powoli leciutko podnosiłam pościel, nawet na niego nie patrzyłam bałam się ze to go obudzi a nie wiem nawet dlaczego tak bardzo nie chciałam żeby się obudził. Położyłam się, przykryłam ale coś było nie tak nie mogłam zasnąć wiec pomalutku powolutku zaczełam się odwracać na drugi bok. Robiłam to jak najwolniej się dało, żeby tylko go nie zbudzić. Kiedy już się obróciłam otworzyła oczy i mało co nie pisnęłam. Kilka centymetrów od mojej twarzy znajdowała się jego buźka, mogłabym policzyć jego wszystkie piegi gdyby tylko takie miał. Spał spokojnie jak by czuł się tu bardzo bezpieczny wyglądał przy tym jak mały chłopiec który właśnie powiedział swojej dużo starszej koleżance ze strasznie ją kocha, jest taki odważny a przy tym taki nieśmiały, taki uroczy a przy tym taki drański, taki kochany ale jednocześnie wyczuwa się w nim coś takiego co budzi pewny niepokój. Taki mały chłopiec. Widać ze Bruno brał prysznic w jego loczkach ukryte są jeszcze małe kropelki wody które nie spadły jeszcze na poduszkę. Jak zdążyłam zaobserwować nie uznaje on piżam, wiec mogłam podziwiać cały jego tors, umięśnioną klatkę piersiową i cos na kształt mięśni brzucha jeszcze niedopracowanych. I nagle doszło mojej uwadze to ze wcale nie chce mi się już spać, ze mogłabym tak leżeć koło niego, wdychać jego zapach i cieszyć się tym ze jest tu ze mną, ze leże koło niego. Podziwiałam jego równe rysy twarzy, jego śliczne usta, mały nosek. Nie jestem w stanie określić tego ile czasu tak przeleżałam tylko się w niego wpatrując, jednak w pewnym momencie Bruno jakby się przebudził, popatrzył na mnie i lekko się uśmiechną. Po czym znów zamkną oczy. Myślałam ze serce mi wyskoczy, dosłownie. Jednak tego nie było na tyle. Kiedy zrozumiałam co robi było już za późno. Włożył jedną rękę pod moja głowę a drugą złapał mnie za rękę i pociągną. Znalazłam się zaraz obok niego, jedną rękę miałam na jego torsie, Bruno trzymał mnie za nią jak by bał się ze zaraz ucieknę, nie powiem może właśnie to powinnam zrobić, drugą podłożył mi pod głowę tak ze jego palce muskały mój kark a ja musiałam oprzeć swoją głowę na jego ramieniu i moje czoło dotykało jego szyi. Chyba nie wiedział co robi bo pocałował mnie w czubek głowy i westchną. Byłam całą sztywna, kiedy w końcu mójpuls powrócił do normalnego biegu nieco się rozluźniłam ale nie było mowy o tym żebym się od niego odsunęła cały czas mocno mnie trzymał. Musiałam zobaczyć czy śpi, podniosłam lekko głowę i napotkałam jego spojrzenie. Patrzył na mnie tymi swoimi oczętami, jak gdyby zaraz miał mnie przeszyć na wylot. Mój puls znów podskoczył wydawało Mie się ze zaraz oszaleje jeśli to się nie skończy a jednoczenie tak bardzo nie chciałam żeby to się kończyło.
-Nareszcie.
Nie bardzo zrozumiałam co chciał mi powiedzieć przez to ale nie zdążyłam go o to zapytać bo znów dał mi buziaka i zamkną oczy jak gdyby nigdy nic. Po chwili już głęboko spał to było słychać. A ja, ja nie byłam w stanie myśleć ani spokojnie ani racjonalnie  i powoli tez zasypiałam wsłuchana w jego oddech. Ostatnią moją myślą było to ze jak wygodne i bezpieczne SA ramiona chłopaka.

Coś mi chyba chodzi po głowie, dosłownie, ale nie jestem pewna co to takiego może być, nawet nie chce mi się podnieść ręki żeby to zrzucić, oby to nie był tylko żaden pająk. Nie nie wydaje mi się. Kurcze moja poduszka chyba się rusza, jej przecież Az tyle wczoraj nie wypiłam, wczoraj… , wczoraj i nagle wszystko mi się przypomniało Az nie mogłam w to uwierzyć, to nie mogło się zdarzyć.
-Dzień dobry kochanie.
Nie nie możliwe, powoli podnosiłam głowę żeby się się jeszcze upewnić ze to na pewno to co myślę, kontem oka widziałam już uśmiechającego się Bruna kiedy mój wzrok zatrzymał się na zegarku, była 8.38. Fuck już jestem spóźniona. Chciałam czym prędzej wstać ale nie mogłam się ruszyć bo on dalej tak mocno mnie trzymał.
-Bruno puść mnie musze wstać.
-Czemu?
-Bruno jestem spóźniona.
Nie wiem czy moje słowa zy jego ton lub skala przekonały go w końcu do tego żeby mnie puścić. Czym prędzej wyskoczyłam z łóżka i zaczełam się ubierać, całe szczęście naszykowałam sobie wczoraj ubranie żebym mogła trochę dłużej pospać. Podczas całej tej szarpaniny z ubraniami nie zauważyłam ze Bruno cały czas mnie obserwuje nie uśmiechając się przy tym tylko bacznie śledził każdy mój krok. Kiedy już byłam ze się tak wyrażę gotowa usłyszałam śmiech dziecka.
-Wstali?
-Jakieś pół godziny temu.
-Kurde dlaczego mnie nie obudziłeś?
- Nie wiedziałem ze się gdzieś wybierasz a właśnie gdzie się wybierasz?
-Musze zawieść Kate dokumenty do jakiejś sprawy.
-Tak wcześnie?
-Tak, dzień dobry i do zobaczenia.
Mówiąc to cmoknęłam go w czoło, na co Bruno uśmiechną się tak jak by został obdarowany jakimś wielkim skarbem jakbym mogła na pewno rozważyłabym to pod każdym kontem ale teraz pofrunęłam tylko do drzwi.
-Bruno wstawaj nie chce żeby poczuli się jakoś zaniedbani.
-Proszę cie oni SA tu jak w domu.
-Bruno.
Ostatnie spojrzenie i już jestem na schodach, przeskakuje po trzy i wpadam po komputer. Jeszcze tylko buty i mogę iść.
-Wychodzisz?
-Tak musze niestety, szefowa wzywa. Ale Bruno zaraz wstanie wszystko wam pokaże.
-Bruno o tej porze, przecież dla niego to środek nocy.
-Hej przestań, na pewno jakoś wszystko znajdziemy.
-Mam nadzieje ale bierzcie co chcecie.
-Tego darmozjada z góry tez?
-Hehe nie jego raczej zostawicie a poza tym pewnie i tak nie wystarczyło by wam jedzenia żeby go wykarmić.
-A co prawda to prawda. A widzimy się jeszcze dziś?
-Nie wiem sama ale mam nadzieje ze tak.
-A co tu mnie obgadujecie?
-No proszę wstał gdzie to napisać.
-Dzięki, no dobrze to ja spadam , mam nadzieje ze do zobaczenia.
-Pa.
Wypadłam z domu jak z procy, doleciałam do samochodu i zabrałam się za szukanie kluczy w torebce, ale nigdzie ich nie było, zdążyłam już wysypać całą zawartość na chodnik kiedy przypomniało mi Się ze zostawiałam je na stoliku w przedpokoju. Wiec czym prędzej pobiegłam z powrotem. Wszyscy na mój widok wybuchli śmiechem, przy stoliku stał Bruno z kluczami w ręku.
-Zastanawialiśmy się właśnie ile zajmie ci uświadomienie sobie ze je zostawiłaś.
-Dzięki ze je znalazłeś.
Cmoknęłam go w policzek jeszcze raz powiedziałam pa i już byłam przy drzwiach.
-Zawsze do usług.

__________________________________________________


Wesołych Świąt! Szczęśliwego Nowego Roku! Niech tegoroczne Święta przyniosą Wam wiele radości, uśmiechu, miłości najbliższych. Niech spełnią się wszystkie Wasze marzenia a Nowy Rok niech będzie dla Was najszczęśliwszym rokiem pod słońcem!
Wszystkiego najlepszego!

Little miss perfect.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego