• Wpisów: 36
  • Średnio co: 72 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 00:01
  • Licznik odwiedzin: 9 128 / 2674 dni
 
rozdom
 
Little miss perfect: 13. Trzasnełam drzwiami jak najmocniej, myślałam ze to mi pomoże ze da upust całej mojej złości, ale niestety tak się nie stało, było tylko gorzej. Jak on mógł podejrzewać mnie o coś takiego, jak mógł myśleć ze zrobiłabym coś takiego żeby zaszkodzić jemu i jego karierze. Jak mógł chodź by przez chwilę, pomyśleć ze mam romans, ba jaki romans przecież ja nie jestem teraz nawet w związku, tylko przez wybryk podczas pijanej nocy musze teraz mieszkać i żyć z kimś, kto mnie nawet nie zna. Jej, to wszystko jest moja wina, gdyby nie ja nigdy byśmy się nie pobrali i teraz każdy robił by to co chciałby robić.
-Kim, proszę porozmawiaj ze mną.
To Peter płukał do mojej sypialni, nie mogłabym mu teraz spojrzeć w oczy, wiem zachowuje się jak typowa nastolatka, ale nic na to nie poradzę, wiem tez ze to moja wina i pewnie dlatego Nie mam odwagi do niego wyjść i z nim porozmawiać, chociaż bardzo bym chciała mu wszystko wytłumaczyć, za wszystko przeprosić, ustalić jeszcze raz co naprawdę było by najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji, bo jak widać to się całkiem nie sprawdza, dwoje ludzi w naszej sytuacji powinno sobie ufać, powinno mieć tę pewność ze jedno nie zrobi nic złego dla drugiego, ale widać nie opanowaliśmy jeszcze tego.
-Peter, zostaw mnie.
-Porozmawiajmy, proszę.
-Nie, już dziś nie mam ochoty więcej rozmawiać, idź spać Peter na pewno jesteś zmęczony.
-ale Kim..
-Idź Bruno.
Nie ma to jak rozmowa przez drzwi, jestem głupia ze nie potrafi z nim teraz rozmawiać, wiem, i wiem też ze tracę teraz okazje na naprawdę szczerą rozmowę, ale nic na to nie poradzę, nie potrafię schować swojej dumy tak po prostu do kieszeni. Od zawsze taka była i nigdy nikomu nie udało się tego zmienić i pewnie już zostanę taką dumną głupią osobą, która nie potrafi przyznać ze się pomyliła. Zgasiłam światło, nawet nie zarejestrowałam tego ze je zapaliłam, ale coż bywa.
Chwyciłam koc i zwinęłam się na parapecie pod oknem, pamiętam jak byłam mała uwielbiałam siadać na parapecie i oglądać księżyc, dziś była pełnia może dlatego jestem taka nerwowa, zawsze mój tata tak to wszystkim tłumaczył, ze podczas gdzy zbliża się pełnia, Kim zamienia się w zrzędzącą bestie, kurcze jak ja za nimi tęsknie, tęsknię za wszystkim co musiałam zostawić, no prawie, nie tęsknie za powodem dlaczego musiałam to zrobić. Mogłabym  w sumie do nich zadzwonić, nie, nie mogłabym, od razu by mnie wyczuli i kazali jak najprędzej wracać, a poza tym to inna strefa  czasowa i nie przywykli do moich telefonów  o takiej porze, w ogóle do nich nie przywykli, co tu dużo mówić.
Nie wiem kiedy to się stało, ale nagle zobaczyłam wstające się słońce, od razu chwyciłam za telefon, było chwilę przed 6, cóż o tej już chyba można zacząć opuszczać domy. Szybko się przebrałam, łapałam tylko to co mi podleciało pod rękę, wiec prezentuję się strasznie ale jakoś mi dziś to nie przeszkadza i tak nie mam zamiaru iść dziś do pracy, po tym wszystkim należy mi się wolny dzień, złapałam za telefon i wystukałam sms do Kate, mam nadzieję ze nie będzie zła. Kiedy zebrałam wszystko co było mi niezbędne ruszyłam do drzwi, mam nadzieję ze Bruno śpi głębokim snem, ze się tak wyrażę. Kiedy uchyliłam drzwi zamarłam, Bruno siedział zaraz koło moich drzwi, już miałam znów je zamykać kiedy zorientowałam się ze biedak śpi, musiał tu być całą noc, kurcze co ja narobiłam. Jestem straszna, ale jeszcze nie mogę z nim porozmawiać, muszę najpierw sama to sobie poukładać, a na razie wszystko jest nie tak w mojej głowie, wiec wróciłam się tylko po koc i najdelikatniej jak mogłam go okryłam, nawet się nie poruszył spał tak słodko, musiał być strasznie zmęczony. Patrzyłam na niego tak dobre 10 minut, kiedy się w końcu opamiętałam ruszyłam do wyjścia, po drodzę zabierając jeszcze kluczyki i następny przystanek moja wyspa.
Jest całkiem ładny dzień, przyjemny wiaterek wieje leciutko, słońce świeci i wszystko było by w jak najlepszym porządku, gdyby nie to, ze czuje się tak okropnie winna. Peter zostawił mi już chyba miliard wiadomości, a z każdą z nich moje serce coraz bardziej pękało, jego głos był coraz to coraz smutniejszy, powiedział ze zostanie w domu i będzie na mnie czekał, ze strasznie mnie przeprasza i ze prosi żebym wróciła. Wokoło mnie widzę dachy wszystkich budynków, widzę panoramę miasta, jestem na mojej wyspie, na najwyższym budynku w Londynie, jestem w miejscu gdzie zawsze odzyskiwałam spokój, a teraz siedzę tu od kilku godzin i jestem nie bliżej wyjścia niż te kilka godzin temu. Zupełnie nie wiem co zrobić, nie mogę pojechać do niego w takim stanie.
Nagle usłyszałam swój telefon, znowu, oby tylko to nie był on, patrzę na wyświetlacz a tam, nie to nie możliwe.
-Tato, czy coś się stało?
-Też się cieszę ze cie słyszę dziecinko, nie nic się nie stało po prostu dawno nie dzwoniłaś i postanowiłem ze ja to zrobię.
-Wiem, wiem, przykro mi byłam bardzo zajęta, ale tak właściwie to chciałam zadzwonić wczoraj, ale pewnie i tak nikt by nie odebrał, pora nie była właściwa.
-Kim co się dzieje?
-Nic ,tato nic ,naprawdę.
-Kochanie, znam ciebie nie od dziś i wiem kiedy coś się dzieje, powiedz co cie trapi staremu ojcu.
-Staremu ojcu, to już nie jesteś w kwiecie wieku.
-Oj, nie czepiaj się każdy kwiat musi w końcu przekwitnąć.
-Haha ,dobre zapamiętam to sobie.
-Kim ,ja nie odpuszczę. Powiedz co się dzieje?
-jak to co, życie tato, widać nie urodziłam się pod jakąś szczęśliwą gwiazdą, czy co, bo nie układa mi się tato to co powinno być takie proste. Nigdy mi się to nie układało i tak już pewnie zostanie.
-Kim, przecież wież ze miłość nigdy nie jest prosta.
-Skąd wiesz ze akurat o to chodzi.
-Kim skarbie, znam ci nazbyt dobrze i wiem ze nic nie załamuje cię bardziej niż kryzys w miłości, od zawsze miałaś z tym problem, a my staraliśmy ci się w tym pomóc i nadal staramy, Kim nie możesz brać każdego niepowodzenia do siebie, nie jesteś winna wszystkiemu co złe.
-Ale w tym przypadku to wszystko moja wina, to ja wszystko spaprałam.
-Niemożliwe, jeżeli jesteś w związku z drugą osobą to ta osoba ponosi tyle samo odpowiedzialności co ty, ona czuje to samo i dąży do tego samego co ty w waszym związku, tylko musisz to dostrzec kochanie, musisz dostrzec tą drugą osobę tak naprawdę Kim, musisz się przed nim otworzyć jeśli naprawdę chcesz z nim być.
-Ale ja nie mogę nie po tym co wczoraj zrobił.
-Co się stało?
-Tato on mi zarzucił ze go zdradzam, rozumiesz, ze ja go zdradzam, ze ja mam kochanka i planuje zniszczyć mu życie, jak bym nie wiedziała co to znaczy i co takie coś może uczynić człowiekowi.
-Kochanie nie masz się co złościć, może on o tym nie wie, może mu tego nie powiedziałaś, może nie dałaś po sobie poznać jak naprawdę ci na nim zależy może, może nie opowiedziałaś mu wszystkiego.
-Ale ja nie mogę mu powiedzieć TEGO tato, to by oznaczało ze sama muszę do tego wrócić, a to tak strasznie boli, to wciąż boli.
-Wiem kochanie i na pewno będzie boleć jeszcze długi czas, ale nie możesz przez to stracić kogoś na kim ci zależy, nie warto tego zrobić, wiesz dobrze ze on poukładał sobie Zycie, teraz pora na to żeby pokazać mu ze ty też możesz to zrobić.
-Tato nie mów tak, wiesz ze nie mogłabym zrobić Czagos ze swoim życiem tylko po to żeby zrobić mu na złość to nie ja i dobrze o tym wiesz a poza tym mówiąc, ze poukładał sobie życie, nie pomagasz, tato nie pomagasz.
- Hihi Wiem, ale jestem z ciebie dumny ze jesteś taką rozsądną dużą dziewczynką. Ale jeśli cie to pocieszy to mogę ci zdradzić, ze porozbijała mu cała kolekcję samochodów, teraz nie ma się już czym chwalić.
-Dzięki tato, naprawdę dzięki od razu mi lepiej.
-Widzisz zawsze wiedziałem jak cie podnieść na duchu.
-To akurat prawda.
-Dobrze Kim, musze kończyć, wiesz obowiązki wzywają.
-Tak wiem, idź pracuj, zarób trochę grosza dla rodziny.
-Haha, bardzo zabawne dziecinko, bardzo, ale widać nie zapomniałaś jak żartować w tym twoim świecie.
-Tego nigdy się nie zapomina, a poza tym ja mam to we krwi i musieli by mi ją całą zabrać żebym pozbyła się rodzinnego dowcipu.
-Właśnie rodzinny dowcip i nigdy się tego nie wyzbywaj to odróżnia nas od ludzi normalnych, pamiętaj o tym jak przybędą nasi, po tym nas poznają.
-Haha och tato ty świrusku jeden ale nic zmykaj bo grosze już uciekają.
-Hihi trzymaj się Kim i pamiętaj, tu zawszę jest twój dom i zawszę możesz tu wrócić. A i Kim nie bój się miłości, nie ma czego. Kocham i tęsknie.
No i rozłączył się, jak zawsze na koniec pozostawiając mnie w stanie kompletnego szoku. Jak to ze niby ja boje się miłości, co on to plecie, przecież to nie możliwe, przecież zawsze byłam otwarta, zawsze chciałam kochać tak jak to opisują w tych wszelakich książkach, zawsze robiłam wszystko żeby się zakochać. Ale czy na pewno. Wszystko zmieniło się w to głupie lato, ale czy mogło by mnie to zmienić Az w takim stopniu, ja nie chce się bać miłości ,chcę wyjść jej naprzeciw, chce żeby do mnie przyszła. A jeżeli w tym wszystkim chodzi o mój strach, jeżeli siedzę tu tylko dlatego ze boje się tego ze on tez może mnie zranić, przecież nie dowiem się tego jeśli będę tu siedzieć ,co jeśli on dostarczy mi tych wspaniałych chwil, które będę wspominać z uśmiechem na ustach, co jeśli on pomoże mi o tym wszystkim zapomnieć, przezwyciężyć moje strachy.
Rozmyślając tak zbiegałam ze schodów, a kiedy wsiadłam do samochodu wystukałam tylko „Przepraszam, zaraz będę.”
Mam nadzieje ze zastanę go w domu, mam nadzieje ze mi wybaczy to ze byłam taka. Jechałam strasznie szybko, jak by mnie teraz złapali spokojnie wydałabym majątek na mandat, ale nie obchodziło mnie to w tej chwili, chciałam go tylko zobaczyć, chciałam tylko… Zajeżdżając na podjazd widziałam ze stoi w drzwiach, czekał na mnie, czym prędzej wysiadłam i podeszłam, niee ja nie podeszłam do niego, ja podbiegłam do niego. Stał przede mną smutny, zmartwiony, był taki nie swój. Widać ze się przebrał, miał świeżo wyprasowaną koszule i pachniał tak łądnie ale jego oczy jego oczy mówiły wszystko ale to mi akurat nie pomagało zacząć.
-Peter ja..
-Nie poczekaj, mamy gości.
Gości co, jakich gości, ale chrzanić gości, ja musze z nim porozmawiać. Wychyliłam się i zobaczyłam ponad jego ramieniem pustą kuchnie i jadalnie, tak wiec pewnie SA w salonie i nas nie widza i nie słyszą.
-Bruno, nie poczekaj.
Złapałam go za rękę gdyż już chciał wchodzić, popatrzył na mnie, chyba był w lekkim szoku, a co mi tam niech sobie ci cali goście myślą co chcą, ja muszę to załatwić.
-Bruno, ja cie strasznie przepraszam za to ze tak zareagowałam, ale kiedy mnie oskarżyłeś, o to ze cie zdradzam, nie wytrzymałam, najgorsze chwile mojego życie znów do mnie wróciły i nie mogłam się z tym pogodzić, jak możesz obwiniać mnie o coś takiego, o coś czego nigdy bym nie zrobiła, wiem ze to mnie nie tłumaczy, ale naprawdę bardzo cie przepraszam i mam nadzieje ze mi to wybaczysz.
Nie mogłam znieść jego świdrujących mnie oczu, dlatego żeby się od nich uwolnić podeszłam do niego i obiełam go. Moje serce bilo jak oszalałe, to nie było przez jego oczy, zrobiłam to dlatego ze chciałam to zrobić i teraz dopiero to zrozumiałam. Bruno stał  przez chwile jak słup soli, mogę się jedynie domyślać ze go zatkało, ale po chwili i on Obią mnie i tak mocno przytulił. Przez chwilę czułam się jak mała dziewczynka, ukryta w swoim świecie której nic nie grozi
-Przepraszam.
Szepnęłam jeszcze raz, żeby mieć pewność ze na pewno mnie usłyszał. On w odpowiedzi mocniej mnie przytulił, na co oboje zaczęliśmy chichotać.
-Tak się cieszę ze jesteś, jeszcze chwila a wywaliłbym tych naszych gości na bruk.
-A właśnie kto to jest?
-Zaraz się dowiesz, najpierw chce cie strasznie przeprosić ,za to co wczoraj mówiłem, ja naprawdę tak nie myślałem, to po prostu tak poszło najpierw jedna głupia myśl a później to już nie dało się wrócić. Naprawdę nie chciałem zarzucać ci tego romansu, nie uwierzyłbym ze zrobiłabyś coś takiego, ty nie jesteś taką osobą, tylko niestety za późno sobie to uświadomiłem. Strasznie cie przepraszam.
-Nic się nie stało, no stało się ale to już nie ważne, najważniejsze ze już sobie wszystko wyjaśniliśmy i już będzie ok. prawda?
-Jak najbardziej, ale wiesz co.
-co?
-Naszą pierwszą małżeńską Kutnie uznaje oficjalnie za zakończoną, mam nadzieje ze nie masz mi tego za złe.
-O nie, jak najbardziej jestem za, no a teraz przydało by się iść do tych gości co?
-No tak ale ja już się więcej nie uśmiecham, bo od tego sztucznego uśmiechu strasznie bolą mnie policzki.
-Och ty biedaku, w takim razie oficjalnie zwalniam cie z tego obowiązku.
-Wybawicielko ty moja, jak mam ci dziękować?
-Tak myślę ze na razie to możesz mnie puścić i idziemy do nich, a na później to coś wymyślę.
-Przyznaję pierwsza część średnio mi się podobała, ale jak usłyszałem druga to jestem w stanie spełnić pierwszą, nawet i więcej niż pierwszą.
-Idziemy?
-Tak.
-Peter?
-Tak?
- Puścisz mnie, czy zamierzasz tak tam wejść?
Bruno w końcu wypuścił mnie ze swojego uścisku, nie chętnie ale zrobił to, sama nie wiem czemu go o to prosiłam, gdyż mogłabym zostać tak forever. No cóż. Cały czas na mojej twarzy znajdował się jeden wielki banan, a gdy spojrzałam na Bruna, zgadza się, on też go miał. Złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę salonu, zobaczyć kogóż to gościmy.

___________________

a teraz czy ktoś może mi powiedzieć gdzie jest ten cholerny śnieg? ja chce ŚNIEG    :(

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego