• Wpisów: 36
  • Średnio co: 68 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 00:01
  • Licznik odwiedzin: 8 921 / 2532 dni
 
rozdom
 
Little miss perfect: 11. Two week’s leater.
Zamorduje kiedyś tą Kate, zostawić mnie samą na tyle czasu, nie dać nawet znaku życia. Kurde miała być już dwa dni temu a tu dalej nic. A teraz jest najwięcej pracy, nie wiem czy ci ludzie tak nagle powariowali i muszą iść do terapeuty czy tylko mi się wydaje ze kiedyś było mniej roboty. Jeszcze ta głupia maszyna się popsuła, kto to wymyślił, a mówiłam jej żeby kupić zwykłą drukarkę to nie kupiła jakieś monstrum. Zamorduje ja, no zamorduje. Z tego całego zamyślenia, rozkojarzenia wyrywa mnie odgłos kroków na korytarzu, oby to był ten cały mechanik, bo nie wiem co zobię jeśli w końcu nie naprawią tego przekleństwa. Ale osoba która weszła do pokoju jeszcze bardziej mnie zdziwiła niż jak by przyszedł mechanik. Od razu na mojej twarzy zagościł uśmiech, poczułam jak ogromny ciężar spada mi z barek.
-Co ty tu robisz?
-Jak to co pracuje, myślę ze odpoczęłam już wystarczająco i teraz mogę wrócić do pracy.-odpowiedziała roześmiana Kate.
Podeszłam do niej i uścisnęłam ją z całych sił w końcu nie widziałam jej dwa tygonie zaraz po tym jak wróciłam z Vegas ona zadzwoniła i powiedziała ze wyjeżdża na tydzień, tak bardzo mi jej brakowało nie była tylko moją szefową, była moją najlepszą przyjaciółką a przecież tyle się teraz u mnie zdarzyło komu jak nie jej miała bym się zwierzyć z kim miałam o tym porozmawiać.
-Jak mogłaś mnie zostawić na tyle czasu i to w takim momencie, gdzie ty w ogóle byłaś?
-Uspokój się już jestem, chwila zrobimy sobie kawy i pogadamy o mnie i o tym co się dzieje u ciebie bo domyślam się  ze się dzieje.
-Wiesz ze mam ochotę cie zamordować nawet sobie nie wyobrażasz co tu się działo.
-Chodź do mnie zaraz mi wszystko opowiesz tylko proszę cie najpierw zaparzmy kawę, tak dawno piłam tego boskiego naparu.
-Haha co ty pleciesz, chyba na prawdę musisz napić się tej kawy chodźmy.
-No widzisz idziemy a tak poza tym to dobrze cie widzieć.
-Ja też się stęskniłam.
Kate zawsze miała problemy z wyrażaniem uczuć, zabawne jak dorosła osoba krępuje się mówić o uczuciach. Dobrze przynajmniej ze już jest, tak się cieszę z tego powodu teraz będzie już tylko lepiej. Pomaszerowałyśmy do niej do gabinetu, tu przynajmniej jest spokojnie, ba w takich gabinetach musi być miło spokojnie bezpiecznie żeby ludzie mogli się bez problemu otworzyć, jak tylko weszliśmy skierowałam się na kanapę, jest strasznie wygodna, zaczęłam się właśnie układać kiedy Kate spojrzała na mnie
- Hej a kawa? Sama się przecież nie zrobi co ty sobie myślisz?
-Odczep się zawsze przecież narzekasz ze moja kawa jest nie dobra teraz możesz się wykazać, do dzieła Amigo.
Uwielbiam się z nią drażnić, ale nigdy tak na prawdę nie byłabym w stanie Sie na nią obrazić, za bardzo zależy mi na naszej przyjaźni. Obserwując ją męczącą się z ekspresem miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, nawet najmniejsza technologia ją przerastała. Kurcze tak bardzo mi jej brakowało.
-Hej, opaliłaś się.
Dopiero teraz to zauważyłam, jej skóra miała piękny czekoladowy odcień. Ciekawe  gdzież ona była, zawsze wydawało mi się ze nie lubi za bardzo słonecznych krajów.
Kiedy udało jej się w końcu zaparzyć ta kawę rozłożyła się koło mnie na kanapie, obserwując ją doszłam do wniosku ze się zmieniła może nie znacznie jednak cos się tam jej poprzestawiało i byłam strasznie ciekawa co i dlaczego a może inaczej przez kogo.
-Wiec zaczniesz w końcu mówić czy będę musiała czekać do wieczora?
-Pyszna ta kawa Az dziwne ze sama ja parzyłam.
-Dobrze wiesz ze nie o to mi chodzi.
-Wiem, ale pierwsza opowiadaj ty, u ciebie i tak zmieniło się 10 razy wiecej niż u mnie wiec najpierw ty później ja obiecuje odpowiem na wszystkie twoje pytania.
-No dobra co chcesz takiego wiedzieć?
-No proszę cie jak to co, wszystko, jaki on jest, jak cie traktuje, co w końcu postanowiliście, ile zamierzasz u niego mieszkać bo domyślam się ze mieszkacie razem a u ciebie było by to niemożliwe, czy sypiacie ze sobą, jak się wam układa no wszystko.
-hej spokojnie, widać nie tylko ja nie miałam za bardzo z kim pogadać. Tak wiec, tak mieszkamy razem w pieknym domu jednorodzinnym w którym jestem po prostu zakochana nie tylko w tym jak wygląda ale w jego prostocie pojemności i wszystkim czym się prezentuje. Nie, nie sypiamy razem nie wiem czy pamiętasz jak ci mówiłam ale dalej jest tak ze ja mam swoją sypialnie a on swoją, a poza tym jest dobrze, traktuje mnie jak księżniczkę na ziarnku grochu, chodzi koło mnie na paluszkach byle by tylko mnie w jakiś sposób nie zniechęcić i zrazić co bardzo często kończy się godzinami śmiechu. Nawet zgotował raz dla mnie obiad, było to jakoś tak na początku kiedy wyjechałaś, wróciłam bardzo zmęczona i ucieszył mnie pomysł ze o cos zgotuje jednak kiedy usiedliśmy już do tego stołu to okazało się ze każde danie zawiera w sobie marchewki, ulubione warzywo Petera, a wiesz jak u mnie kończy się jedzenie marchewek..
-Tak dokładnie pamiętam marchewkowe pawie , na prawdę nie musisz mi przypominać.
-Haha no właśnie dlatego też grzecznie odmówiłam i skończyło się tym ze niby nie byłam głodna podczas gdzy on opędzlował większą połowę obiadu i nie ukrywał tego ze było mu strasznie przykro ze nie lubię marchewek bo jak to określił dalej jak kawaler będzie musiał sam sobie gotować.
-No tak, a co postanowiliście, ile będziecie to wszystko ciągnąć.
-No i tu jest najgorzej bo myśleliśmy ze to wszystko szybko ucichnie i będziemy mogli jakoś to załatwić ale okazuje się ze to wszystko się dopiero rozkręca nawet nie wiesz ile dostajemy listów aby brać udział w jakiś sesjach czy czymś takim, wariactwo, ale obiecałam mu ze poczekam Az to się wszystko uspokoi wiec musze czekać, ile będzie trzeba. Ale i tak najlepszy był ten jego menager który zadzwonił do niego zaraz jak przyjechaliśmy i kazał sobie obiecać ze to nie jest tylko jakiś wybryk i nie zakończymy tego w ciągu najbliższych godzin bo on by cyba teko nie przeżył. A teraz, własnie wczoraj wrócił z jakiejś trasy tygodniowej, nawet nie pamiętam gdzie był przez to wszystko, zastałam tylko bagaże w korytarzu a jego śpiącego jak suseł na szczęście teraz wszystko się zmieni i będę mogła wracać o wczesnej porze skoro w końcu postanowiłaś wrócić. No to tyle teraz opowiadaj ty.
Kate opowiedziała o wczasach jakie sobie zrobili na wyspach Kanaryjskich ze swoim kolegą Adamem, to nic ze wolał on raczej dobrze zbudowanych Latynosów niż ja ale za to jak zauważyła miał bardzo przystojnych kolegów a w szczególności jednego niejakiego Jamesa. Opowiadała o zwariowanych imprezach jakie urządzali na prywatnej wyspie Adama, o tym jak pływali nago razem z delfinami i jak bardzo zakochała się w nim, o tym jak wracając wstąpili jeszcze do Paryża żeby odwiedzić jego rodzinę i właśnie dlatego tak późno wróciła. Obie straciłyśmy poczucie czasu, miałam przynajmniej nadzieje parkując przed domem, tak parkując, ponieważ okazało się ze Peter ma w garażu drugi samochód który już i tak długo stoi sam jak palec tam wiec mogę a nawet musze nim jeździć dla jego dobra, ale tak naprawdę to jestem pewna ze po prostu się martwił ze będę się tłuc metrem o późnej porze sama, jak by nie samochód sam by pewnie po mnie przyjeżdżał, ale wracając mam nadzieje ze wybaczy mi te kilka nieodebranych połączeń od niego, swoja drogą ciekawe co takiego chciał ze dzwonił tyle razy mam nadzieje ze nic się nie stało.
Wchodząc do domu zdziwiłam się ze jest tak ciemno, myślałam ze Peter tu będzie ale może właśnie to chciał mi powiedzieć. Ruszyłam do kuchni i … po prostu mnie zatkało.
-Czekałem na ciebie.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego