• Wpisów: 36
  • Średnio co: 65 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 00:01
  • Licznik odwiedzin: 8 785 / 2440 dni
 
rozdom
 
Little miss perfect: 10.
Jeśli myślała łam ze to z czym spotkałam się na tamtym lotnisku było szalone i głupie, to tutaj już brak mi słów, ludzie tutaj po prostu się na nas rzucali, szarpali popychali gdyby nie Jim i Dre chyba by nas zdeptali, kiedy w końcu dopchaliśmy się do samochodu, Peter popatrzył na mnie wzrokiem proszącym o litość, wiedziałam ze to nie była jego wina i bardzo nie chciałam żeby prze to co się tu dzieje czuł się w jakiś sposób winny, dlatego roześmiałam się tylko i mam nadzieje ze to wystarczy żeby odciążyć go z winny. W samochodzie cały czas się śmiałam z ich wygłupów niby tacy duzi a głupiutcy, jednak kiedy wysiadaliśmy pod domem Bruna moje serce waliło, a ręce trzęsły.
Boje się jak cholera tej całej rozmowy, w summie wiem ze Bruno nie pozwoli żebym zrobiła coś przeciwko sobie ale to już nie tylko chodzi o mnie i o niego tu chodzi teraz tez o jego kariere, o to jak postrzegają go ludzie i jak będą to robić, o to czy zostana z nim po tym jak rozdmuchane zostanie nasze kilku godzinne małżeństwo, wiem najwierniejsi zostaną ale co jeśli jest ich niewielu, co jeśli jego kariera przez to upadnie nawet jej tak na prawde jeszcze nie posmakował.
-No chodź, nie będziemy tutaj stali All the time.
Bruno wziął cały bagaż, w sumie to tylko dwie walizki ale wziął, mi została tylko mała torba podróżna, o ile mogę się domyślać pewnie było w niej mase jedzenia przecież to takie wielkie głodomory. Tak jak myślałam wczoraj dom jest piękny i nigdy bym się nie spodziewała ze mieszka tu gwiazda jest taki rodzinny ale przecież Peter tez taki jest. Wszystko z wczorajszej imprezy zostało już posprzątane widac to na pierwszy rzut oka, ktoś się musiał tu napracować i to nie lekko.
Peter zatrzymał się na samym środku domu, można zauważyć to dokładnie gdyś była to jedna otwarta przestrzeń, połączony salon, kuchnia, jadalnia i wszystko tu było takie na miejscu wszystko pasowało do wszystkiego. Piękny stary fortepian stojący w salonie pasował do ślicznego drewnianego stołu w jadalni, który pomieścił by z łatwością sześć osób jak nie więcej. Meble kuchenne stanowiły idealny kontrast do obicia kanap w Saloni, oczywiście widac było ze mieszka tu muzyk wszędzie były instrumenty, zeszyty do nut i oczywiście na środku w salonie stała nagroda, widocznie jest dla niego ważna. Postawiłam torbę na stole w jadalni i spojrzałam na Bruna, czułam ze obserwował mnie od dłuższego czasu ale nie bardzo wiedziałam dla czego.
-Co jest?
-Nic, jestem tylko ciekawy jak ci się podoba, może chcesz obejrzeć resztę.
-Tak na prawde to jest tu zdumiewająco ładnie, ale myśle ze najpierw powinniśmy porozmawiać.
-Chodźmy…
Pomaszerowaliśmy do kuchni, siadłam przy kuchennym blacie, a Bruno zaczął otwierać lodówkę jak zwykle głodny.
-Chcesz coś do picia? Wino, likier, wisky, może jakiś drink?
-Chcesz mnie upić na stracie?
-Nie, no co ty, przynajmniej nie do końca, po prostu po alkoholu jesteś bardziej zdecydowana i zgadzasz się nie na jedna głupotę.
-Ha ha ha bardzo śmieszne, ale masz może piwo?
-Piwo, jest, proszę bardzo.
-Dziekuje.
No i doszliśmy do tego momentu gdzie powinniśmy sobie wszystko wyjaśnić ale nikt się nie odzywa, dlaczego, nigdy nie wiedziałam ze cisza mogła by komus ciążyć i przeszkadzać ale właśnie to odczułam i chciałam żeby to się skończyło i to natychmiast.
-Peter słuchaj ta cała sytuacja jest..
-Nie poczekaj ja powinienem zacząć  w końcu to ja zabrałem ci do Vegas, ale
-Nie to nie twoja wina, przecież jak bym nie chciała to bym nie pojechała.
-To chyba nie takie proste, co. Ale poczekaj daj mi skończyć, po pierwsze nie chciałbym abyś czuła się do czego kol wiek zmuszana to nie tak jak tylko coś ci się nie spodoba coś będzie nie tak jak byś sobie tego życzyła możesz od razu to skończyć i rozwiedziemy się, pamiętaj o tym ale, to właśnie po drugie chciałbym cie prosić, wrecz błagać żebyś ze mną została, chociaż na jakiś czas, aby to wszystko przycichło, uspokoiło się sama widzisz co się dzije. Oczywiście będzie to wszystko na twoich warunkach, będziesz robiła co tylko zechcesz, oczywiście w granicach rozsądku, nie będzie to dla ciebie darmowe nic na tym nie stracisz dam ci oczywiście moje konto w banku będziesz mogła kupować co tylko chcesz, wydawać na co chcesz nie będę cie ograniczał, tylko zostań ze mną bo inaczej te sempy mnie zjedzą, całego zjedzą, nie zostawią na mnie zadnej suchej nitki a przecież każdy ma coś co chciałby zachować dla siebie, proszę cie zostań inaczej mój świat się skończy, nie będę już robił muzyki a nawet nie wiesz ile frajdy mi to sprawia. Proszę cie Kim, zostań ze mną.
-Bierzesz mnie na litość co? Wiesz Peter ja nie chce twoich pieniędzy mam swoje, widze co się dzieje teraz, i mogę się tylko domyślać co było by jak byśmy się rozstali ale wiesz ze to nie będzie takie łatwe jeśli tu zostanę?
-Wiem nam obojgu nie będzie łatwo, chociaż wydaje mi się ze u ciebie będzie gorzej, oni teraz będą z tobą zawsze i wszędzie, musisz być na to gotowa jeśli postanowisz zostać, ale obieuje ze jak tylko postanowisz odejść nie będę cie powstrzymywał, mało tego zrobie wszystko alby ci pomóc się od tego uwolnić bo wiem jakie to może być męczące.
-To bardzo poważna decyzja, moja mama chyba mnie zamorduje jak się dowie o tym wszystkim.
-Nie martw się wszystko jej przejdzie jak pozna mnie, przynajmniej tak będzie u mojej.
-Twojej mamie przejdzie złość o to że nie była na twoim ślubie jak cie spotka?
-Nie mnie tylko ciebie, matołku.
-Tak na pewno, pewnie nakrzyczy, popłacze i wyrzuci moja tak zrobi przynajmniej te dwa pierwsze.
-To nic kupimy jej piekne kwiaty na przeproszenie a jeśli to nie pomoże to obiecamy ze na chrzest wnuka na pewno zaprosimy.
-Peter mama nadzieje ze wiesz ze to nie jest śmieszna ani zabawne.
-Wiem ale tak bardzo chce żebyś została ze już więcej nie wiem co powiedzieć.
-Nic nie musisz mówić, nie wiem może to szalone, może naprawdę po alkoholu zgadzam się na wielkie głupoty ale zostanę zobaczymy co będzie.
-Naprawdę, omg serio, kurcze jak się cieszę.
Bruno zaczął skakać, latać w kółko tańczyć, śpiewać, krzyczeć jednym słowem zwariował chłopak.
-Ale pod jednym warunkiem.
-Jakim, dobrze wiesz ze zrobie wszystko.
-Napisz dla mnie piosenkę.
-Piosenkę mówisz, nie ma problemu, załatwione.
Nagle poleciał po coś na górę, nie było go tylko chwileczkę, za to wrócił z gitarą , od razu jak staną przede mną zaczął śpiewać we wszystkich tonacjach jedno słowo „dziękuję”, zanosiłam się Akim śmiechem ze w końcu on zmęczony też zaczął się śmiać. Po jakiś pięciu minutach jednak przestał i spojrzał poważnie na mnie.
-co?
-Ale wiesz oni wszyscy nic nie wiedzą.
-ale kto? O czym ty mówisz?
-Moi ludzie, mój zespół, nikt, oni nie wiedzą ze to taki ślub, oni myślą ze my na prawde się kochamy.
-CO??!?!
-Nie ty chyba sobie żartujesz.
-Nie chciałbym uwierz mi ale wczoraj jak już przylecieliśmy to zmyli się do swoich pokoi  no a my zostaliśmy sami i widzisz co się stało.
-Widzę właśnie widzę, to znak ze nie powinniśmy zo..
W tym momencie rozległ się jakiś dźwięk, powiedzmy sobie szczerze okropny dźwięk na początku nie wiedziałam co się dzieje jednak o chwili Bruno wyciągną swój telefon, no tak gwiazda musi mieć oryginalny dzwonek.
-Halo.
-….
-Tak.
-………
-Nie, ale to..
-…
-Ale..
-…………
-Dobra zaraz będę.
Bruno nie wyglądał na szczególnie zadowolonego z tego telefonu był wręcz wzburzony chyba komuś się dziś oberwie jeśli mogę to tak ująć.
-Co mama się dowiedziała?
-Oby tylko to mój menager , chce się pilnie spotkać bardzo cie przepraszam ale musze do niego pojechać.
-Nic się nie dzieje, jedz.
-Dziękuję, i teraz możesz już zobaczyć resztę domu teraz jest on już i twój. Pa.
Nie spodziewałam się, dlatego tyle później dalej nie mogę tego pojąć ale Peter pocałował mnie w czoło, to było takie męskie takie opiekuńcze takie miłe, z nawet teraz kilkanaście minut po tym jak już pojechał, zwiedzając dom dalej się uśmiecham.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego