• Wpisów: 36
  • Średnio co: 70 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 00:01
  • Licznik odwiedzin: 9 038 / 2614 dni
 
rozdom
 
Little miss perfect: 9. Jej moje serce oszalało, bije niemiłosiernie szybko ciekawe czy to usłyszy, oby nie.
-Hej, musimy porozmawiać.
Musiałam to powiedzieć  inaczej później bym się nie odważyła. Ale chyba to zrozumiał, zobaczyłam to w jego oczach, w tych cudnych brązowych oczach.
-Wiem, ale nie tutaj porozmawiamy  w domu.
Wiedziałam ze mnie zrozumie, ale zaraz po tym podszedł do mnie i mnie przytulił. Oniemiałam. Nie wiedziałam kompletnie co zrobić, czułam się taka spokojna w jego objęciach, miał takie silne ramiona, nawet zapomniałam gdzie jesteśmy. Widziałam i czułam tylko jego jednego, przysłonił mi cały świat. Lecz nagle rozbłysły się flesze aparatów i znów pytania i krzyki. Bruno odsuną się ode mnie i wziął za rękę.
-chodź skarbie bo ucieknie nam samolot.
Kompletnie nie wiem co się dzieje wokoło mnie, widzę mase ludzi którzy się  tu kręcą ale nie wiem kim są. Cały czas gdzieś idziemy, mój wzrok zatrzymał się na ręku która trzymała moją dłoń i nie mogłam oderwać od niej oczu, była silna, stabilna, nie wiem czemu ale kiedy ta na nią patrzyłam czułam ze oznacza ona w jakimś stopniu bezpieczeństwo i było mi dobrze kiedy mogłam czuć ja na swojej dłoni, oderwałam się od niej dopiero w samolocie i tylko dlatego ze musiałam usiąść na przydzielonym mi siedzeniu. Bruno odwrócił się..
Jest bardzo przystojny nie tylko ma silne dłonie ale też szerokie męskie barki, dobrze zarysowaną szczękę i rząd bielutkich zębów, uśmiecha się też nieziemsko. Kurcze chyba o coś zapytał bo tak się mi przygląda i przygląda…
-Słucham?
-Pytałem czy wolisz usiąść z brzegu czy koło okna..
Mówiąc to uśmiechał się jeszcze bardziej i o ile nie byłam tego pewna przed chwila wyglądał jeszcze przystojniej…
-Hej jesteś tu?..
Teraz to chichotał już na całego kurcze czemu nie mogę się w żaden sposób skupić..
-Od okna jeśli można.
Nie przestawał się uśmiechać co rozpraszało mnie jeszcze bardziej, zrobił ‘ukłon’ w stylu kamerdynera i puścił mnie koło okna.
-Dla Ciebie wsz…
-O nie znowu ty.
W wejściu pojawiła się męszczyzna, to był ten który zaprowadził mnie do pokoju w którym znajdował się Bruno na ostatniej imprezie.
- To ty..
-Znacie się?
-Można tak powiedzieć.
-To ja ją wczoraj do ciebie przyprowadziłem tak nawiasem jestem Philip i jestem jeśli mogę tak nieskromnie rzec najlepszym przyjacielem nowego męża, wiec co złego to nie ja.
-Dobra, dobra nie wmawiaj sobie za dużo, a poza tym czas na ciebie…
-Czas na mnie?
-Tak czas żebyś sobie poszedł, ty jak że domyślny człowieku.
Mówiąc to Bruno popychał Phila w stronę jego miejsca. Kiedy już skończyli się przepychać i wygłupiać i Philip poszedł na swoje miejsce Bruno usiadł w fotelu i zwrócił się do mnie z poważną miną.
-Korzystając z tego zamieszania i krzątaniny proszę cie nie rozmawiajmy o naszym ślubie, nie chciałbym żeby ktoś coś usłyszał a później opowiadał jakieś bzdury, porozmawiamy o tym jak dojedziemy do domu, dobrze?
-Dobrze.
Jestem pewna ze kiwnęłam głową ale nie do końca to pamiętam ponieważ w tej chwili interesowały mnie tylko jego piękne brązowe oczy z których można było odczytać  ‘on tez boi się tej rozmowy’. po tym jak że zaskakującym stwierdzeniu, zaskakującym dlatego że on wydawał się do tej pory taki wyluzowany taki spokojny, jednak teraz wiem ze to tylko taki pozór, ze tak na prawdę stresuje się tym tak samo jak ja. Poczułam się zdecydowanie lepiej kiedy się o tym przekonałam, poczułam się swobodniej czego bym się nigdy nie spodziewała. Ale cieszę się z tego może dzięki temu będzie nam łatwiej jakoś to wszystko ogarnąć.
-Więc, powiedz mi coś o sobie, gdyż wcale nie cieszy mnie fakt ze tak mało wiem o swojej żonie.
Żonie, jego żonie kurcze jak to przedziwnie brzmi, jakie to przedziwne uczucie być czyjąś żoną, być z kimś związanym tak naprawdę, tak na poważnie.
-Dużo chcesz wiedzieć?
Spojrzałam na niego troszkę, no dobra zrobiłam cos w stylu ‘kocich oczu’ byle tylko nie prosił o to bym opowiedziała o całym swym życiu, gdyż jest to mało ciekawe, strasznie długie i nie lubię o sobie mówić strasznie a teraz byłabym do tego zmuszona i to nie wiadomo ile czasu.
-Haha, tak po proszę wszystko od czasu kiedy twoja mama przywiozła cie ze szpitala, do czasu kiedy spotkaliśmy się na tamtej imprezie, i podkreślam, i poproszę z najdrobniejszymi szczegółami.
Teraz to on zrobił te nieszczęsne ‘kocie oczy’ i wyszły mu zdecydowanie lepiej. Nie mogłam się im oprzeć wiec musiałam się na to zgodzić.
-No dobrze, to zacznijmy od tego ze….
Czuje ze samolot zaczyna ruszać, podróż tym środkiem transportu to zawsze dla mnie wielki stres szczególnie na początku, jestem pewna ze mam to po mamie, która w ogóle odmawia latania, ja zresztą też, do Stanów nie przyleciałam ale załatwiłam sobie wstęp na statek nie był on może pełen luksusów a podróż trwała dłużej ale był i chociaż głębiny morskie przerażają mnie to na pewno nie tyle co lot samolotem który w każdej chwili może wybuchnąć albo spaść. Wiec kiedy samolot zaczyna się unosić, zamykam oczy i jedną ręką łapie oparcie siedzenia, a drugą - nogę Bruna. Nie żebym specjalnie ją namierzyła po prostu była pod ręką, jak kol wiek to brzmi. Kiedy czuje ze samolot już się ustabilizował i nie będzie więcej żadnych manewrów, otwieram oczy.
-Wszystko ok.?
-Tak można powiedzieć ze tak jednak będzie naprawdę ok. dopiero kiedy wysiądę z tej piekielnej maszyny.
-Hihi wiec boisz się latać samolotami, przecież to najmniej niebezpieczna forma transportu na całym świecie.
Popatrzyłam na niego a on chicholił pod nosem, nabijał się ze mnie pacan.
-To wcale nie jest śmieszne, latać boje się od zawsze i już nic tego nie zmieni dlatego jak tylko mogę unikam tego. A teraz przestań się ze mnie nabijać bo kopne cie w kostkę.
-Dobrze już dobrze ty mój waleczny człowieczku, dla mnie po prostu jest to codziennością i nie mogę zrozumieć jak można bać się latać.
-Nigdy się tego nie bałeś?
-Nie chyba nie to znaczy może jak byłem małym knypkiem ale tego nie dane jest mi pamiętać, a ty czego bałaś się jeszcze jako dziecko?
-Oj dużo rzeczy było takich które budziły we mnie odrazę i strach ale zacznijmy od początku. Nazywam się Karolina Magdalena Rybak, i jestem z Polski chociaż nie byłam tam od kilku dobrych lat, wszyscy mówią na mnie Kim dlatego że to łatwiej i zapamiętać i wymówić tutaj w Stanach a poza tym ciocia zawsze tak na mnie mówiła, mam wielką rodzinę, część z nich założyła już swoje a część po prostu korzysta ze swoich zalet co doprowadza rodziców do białej gorączki ale jeszcze jakoś znoszą fakt ze niektórym z ich dzieci po prostu nie śpieszy się do szybkiego założenia rodziny.
-A jaki stosunek mieli do ciebie w tej sprawie?
-Moja mama uważa ze zostanę starą panną a druga opcja jest taka ze znajdę jakiegoś motocyklistę, albo metalowca na przekór niej i zamieszkam obok niej żeby co dziennie przekonywać ja o tym ze nie powinna mi pozwalać na tyle w dzieciństwie i puszczać samą do Stanów.
-widzisz żadna z jej wizji się  nie sprawdziła.
-Tak, padnie jak się dowie ze wszy szłam za mąż, ja i do tego nie zaprosiłam jej na ślub.
-Jakoś temu zaradzimy…
Uśmiechną się tak słodko ze nie miałam żadnych wątpliwości co do tego ze jakoś temu zaradzimy, w ogóle wydawało mi się ze on zaradzi wszystkiemu co stanie na drodze, na naszej drodze.
-Teraz ty, chce wiedzieć coś o Tobie nie o Bruno, tylko o Tobie takim jakim jesteś i jakim byłeś kiedyś.
-Dużo by mówić ale ze uwielbiam mówić a jeszcze bardziej mówić o sobie wiec jak bym zaczął cie zanudzać po prostu śpij pewnie i tak nie zauważę gdyż będę tak zainteresowany swoim monologiem, nie patrz tak na mnie ja tylko żartuje, taki joke miał być ale chyba mało mi wyszedł no ale nic, zaczynając jak już wiesz naprawdę nazywam się Peter i jestem z…..
Rozmawialiśmy przez całą drogę, sama nie wiem kiedy zleciał ten cały czas drogi ale rozmawiało się nam świetnie, jak to się mówi o wszystkim i o niczym. Peter był tak znakomitym rozmówcą ze nie dało by się przy nim przysnąć jak sam wcześniej żartował, opowiadał mi o swoim życiu jeszcze zanim został Bruno Marsem, opowiadał o swojej rodzinie, a ja odwzajemniałam opowiadaniami o swojej rodzinie, o swoim życiu chociaż uważam ze jego było dużo ciekawsze to postawił mi ultimatum ze będzie opowiadał tylko wtedy kiedy i ja będę opowiadać wiec chcą się dowiedzieć o nim jak najwięcej musiałam mówić też i o sobie.
Kiedy podchodzić do lądowania znów zamknęłam oczy i złapałam za fotel, drugą ręka złapałam za rękę Petera, którą mi dał i powiedział że mogę ściskać jak najmocniej on postara się nie krzyczeć co było strasznie urocze. Przy lądowaniu uświadomiłam sobie ze już się nie boje tego co czeka tam na nas ponieważ wiem ze będzie on przy mnie i nie da mi nic zrobić, ze mogę się czuć bezpieczna, a najważniejsze ze będzie wtedy kiedy będę go potrzebować, a tego wszystkiego dowiedziałam się z rozmowy którą przeprowadziliśmy w drodze do naszej wspólnej czy też nie ale w drodze do przyszłości.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego