• Wpisów: 36
  • Średnio co: 68 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 00:01
  • Licznik odwiedzin: 8 921 / 2532 dni
 
rozdom
 
Little miss perfect:           3,
Kucze rozmawia, albo przeczuwa ze chce przyjść
i specjalnie nie odłożyła słuchawki,  
no nic poczekam. Trzeba naszykować jej kartę następnego pacjęta,
zabawne kiedyś słowo pacjent budziło mój ogromny sprzeciw teraz już się do tego przyzwyczaiłam. Wychodzi Kate, nie to żebym na nią czekała, więc dla niepoznaki nie podnoszę głowy, zobaczymy co zrobi.
-Hej ‘brain’, wiem ze na mnie czekałaś wiec, ten bukiet był od nich, no wiesz od muzyków
wiedziałam, nie musiała mówić
–Napisali w liściku ze chcą się spotkać i bardzo przeprosić, osobiście, za to co powiedzieli. Oczywiście ze się z nimi spotkam, w sumie to bardzo fajni ludzie tylko ze musza zrobić coś jeszcze, nie dam się przekonać tylko jednym bukietem kwiatów.
-Chcesz się godzić, czekaj jak to było, z bandą niewyrośniętych chłopców, których interesuje tylko własne ja?
Specjalnie ja podpuszczam, w gruncie rzeczy rzadko mogę to robić.
-Hej, spadaj dobra, ale serio tak powiedziałam nawet dobry tekst, heh w sumie wiadomo mój.
I jak zwykle w takiej chwili ten jej uśmiech jest nie do zniesienia.
-Wiec co się tak właściwie tam wczoraj stało?
Nie powiem jestem bardzo ciekawa a i tak już wytrzymuje długo.
-Wiedziałam ze o to zapytasz dziwie się tylko dlaczego tak długo czekałaś. No wiec, zaczęło się od tego..
-Ze spotkała dwóch niezrównoważonych typów, którzy nie potrafili się zachować.
Dokończył jeden z dwóch facetów stojących w przejściu do naszego biura. Obaj trzymali jeszcze większe bukiety wiec nie mogłam zobaczyć kim są. Ale się domyślam. Słynna ‘banda niewyrośniętych chłopców, których intersuje własne ja’ przyszła przeprosić osobiście. Kurcze, wychylam się już tak bardzo ze zaraz spadne z siedzenia a i tak nie mogę ich zobaczyć, coś mi się zdaje ze to było zamierzone, ale przecierz nie napadłabym na nich jak spragniona fanka, te lata już mineły.
-No proszę, proszę, któż to się pojaił i to osobiście, czym zawdzieczamy ten zaszczyt?
Kate wypowiedziała to zdani takim tonem, ze normalnie pękła bym ze śmiechu, ale nie, widze gramy na poważniaka.
-Och Kate, nie bądź zła, my po prostu zwykle otaczamy się dziewczynami, no nie powiem ale z niższej półki. Ty jesteś wyjątkiem i nie chcemy stracić takiej okazji aby poznać, zaprzyjaźnić się z tak uroczą, mądra, wspaniałą osoba jaką jesteś. Nie możesz odebrać nam tej szansy, wiesz ze poznawanie nowych osób w życiu człowieka stanowi bardzo wazny element i wzbogaca go, wiec nie możesz pozwolić abyśmy byli o to uboźsi. –Mówił to ten chyba większy, choć obaj wzrostem nie grzeszą ale wydaje mi się ze jest wyższy, dalej nic nie widze przez te bukiety. Choć musze przyznać ze kolega to ma gadane, Kate chyba też się o tym dopiero dowiedziała bo wydaje mi się być w szoku.
-heh.. nieżle się podszkoliłes widze… a te kwiaty to dla mnie… och jaka szkoda jestem uczulona na te kwiaty.
Szkoda ze nie widziałam min tych kloegów ale chyba były prze śmieszne, bo Kate zaczeła chichotać jak głupia, no i oczywiście żartowała z tymi kwiatami.
–Macie genialne miny chłopaki, szkoda że nie mogę ich uwiecznić. Oczywiście ze żartuje kocham te kwiaty. No dobra, chodzcie do mnie, tam pogadamy. Kim przynieś nam kawy.
No jasne mnie to już nie zaprosi na pogaduchy. Kurde a tak chciałam zobaczyć kto to jest, najwyżej przyczaje jak zaniose kawe. Wchodząc do jej gabinetu chlopaki szturchali się jak małe dzieci, a przed wejsciem, zatrzymali się i ten niższy powiedział:
-Kurde stary, pierwszy raz będę siedziała w gabinecie psychologa, ale frajda.
I ruszył żeby wejść pierwszy, no jak dzieci, jak dzieci.
Prząc kawe zastanawiałam się nad brzmieniem tego głosu, chyba go gdzieś słyszałam ale gdzi, tylku jest teraz tych muzyków ze truno się połapać. Może to Tiesto, nie on odpada, jest chyba wyższy. Może Pitbull, nie on chyba tez jest wyższy, poza tym chyba ma wiecej ciała. No cóż zaraz się przekonam.
-Puk puk, przyniosłam kawe.
Widze tylko Kate na kanapie, nie są i muzycy, stoją przy oknie, tyłem do rzwi. No niech to, już teraz wiem ze to spcjalnie. Coż stawiam tace i wychodze, nie będę przecież jak jakaś durna stała i czekała aż się odwrucą.
–Chcecie coś jeszcze?
-Nie dzieki Kim, wystarczy im kawa, jakoś muszą odpokutować swoje win, na razie jak widzisz wciągneła ich magia mojego okna. A w sumie to chyba nie masz już nic do roboty, to możesz iść do domu, zaszleje, puszcze cię wcześniej. –Była wyjątkowo z siebie zadowolona a przecież ja nie tego chciałam. W sumie to cieżko jej przychodzi to całe domyślanie się.
-O dziekuje, nie spodziewałam się. Wreszcie się wyśpie. Dzieki i dowidzenia wszystkim.
No nic trzeba zachowac twarz przecież się nie zaczne awanturowac. Już trzymałam za klamke gdzy nagle jeden z muzyków się odwracia i…
OMG…
to ON.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego