• Wpisów: 36
  • Średnio co: 65 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 00:01
  • Licznik odwiedzin: 8 785 / 2440 dni
 
rozdom
 
Little miss perfect:                       1,
Szybko, szybciej, proszę zielone, zielone… no nich to szlak trafi. Znów będę spóźniona, jeszcze się nie wykupiłam z ostatniego a tu już następne. Nie, nie mogę stracić tej pracy, jest dla mnie zbyt ważna a poza tym dobrze mi tu płacą. Wiedziałam ze tak będzie, wiedziałam ze jeśli pójdę na tą imprezę, to znów zaliczę spóźnienie. Oby tylko Kate utknęła w korku…
Ulice o tej godzinie są wyjątkowo zatłoczone, przecież zawsze to wiedziałam. Taksówkarz chyba zwrócił w końcu uwagę na to ze jednak gdzieś się bardzo spieszę, zerka tylko we wsteczne lusterko i podryguje nerwowo gdy tylko zacznę otwierać buzie a przecież jeszcze nawet nie pokazałam na co tak naprawdę mnie stać.
  Dobra, już widzę nasz biurowiec, już tylko jedne światła, damy rade. Kurde coś gra czyżby mój kierowca puścił sobie radio… nie, o nie to mój telefon… nie, przestań dzwonić..gdzie on jest… gdzie… mam kurde Kate, czyżby chciała powiedzieć ze nie mam już po co przychodzić… nie, nie zrobi mi tego..no dobra raz się żyje.
-Halo. –moje serce wariuje, ‘nie wylewaj mnie, nie wylewaj mnie’.
-Hej ‘brain’, dzwoniłam właśnie do bura, znów się spóźniasz?
Nie ma jej jeszcze, nie widziała pustego biurka swojej ulubionej sekretarki.
-nie, no co ty, ja spóźniona, nigdy więcej –staram się przybrać żartobliwy ton głosu ale chyba mi nie wychodzi… -jestem po prostu w łazience a tu jak wiesz, nie słychać jak dzwoni telefon, ale już wracam na moje miejsce, żeby nie przegapić już więcej tak ważnego telefonu od tak ważnej osobistości –I tu mówię już całą prawdę, bo właśnie weszłam do biura, lekko zdyszana, no cóż nigdy nie miałam dobrej kondycji ale jestem całe szczęście.
-ok., wierze ci, dzwonie żeby ci powiedzieć że dziś chyba nie dam rady dotrzeć do biura, pamiętasz jak ci mówiłam że poznałam fajnych muzyków, tak, wczoraj zaprosili mnie do siebie i mogę swobodnie przyglądać się ich pracy, a muszę powiedzieć ze są znakomici w tym co robią. –Znakomicie, to ja tak się spieszyłam a ona nie przyjdzie, mogła mi powiedzieć wcześniej, nie fakt ja chyba bym wtedy też nie przyszła, jednak nudno będzie tak samej siedzieć tutaj. –Hej ‘brain’, jesteś tam jeszcze?
-Jestem, oczywiście że jestem…
-Wiec tak, zadzwoń do wszystkich moich dzisiejszych pacjentów, niewielu ich jest wiec nie powinnaś mieć problemów i przepisz ich jeszcze na ten tydzień, a i zadzwoń do mojej mamy, dobra, ona cie uwielbia a ja nie mam ochoty tłumaczyć dlaczego zerwałam z Markiem. A i postaram sie przyjechać jeszcze do biura więc nie skracaj sobie dnia pracy, to chyba wszystko jak by co dzwoń. Jakies pytania?
-Nie chyba wszystko załapałam, przynajmniej zapisałam. Nie powinno być problemów z odwołniem wizyt wiec dam rade.
-Wiedziałam ze z ciebie dzielna dziewczynka, dobra ja kończę chłopaki przyjechali, życz mi dobrej zabawy, a i nie zapomnij zadzwonić do mamy, pa.
-Pa.
Świetnie, zadzwonić do mamy, jeszcze  swojej jakoś bym wszystko wytłumaczyła, ale jej mamie będzie trudno, bardzo trudno….
Koniec, teraz tylko czekać aż przyjdzie i puści nie do domu, ciekawe w jakim będzie stanie, jest znakomitym psychologiem ale bawić się bawi i to ostro. Na pewno nie ma tego po mamie, ta to mi dała popalić.
Ciekawe jacy są ci muzycy oby, nie tacy jakich ja spotkałam na wczorajszej imprezie.
Znakomita impreza, fajni ludzie, mój ulubiony klub..wszystko świetnie tylko nagle jeden typ wylewa na mnie coś, nawet nie jestem w stanie powiedzieć co to było, słyszałam tylko śmiechy wokół i widziałam jego pełen zadowolenia uśmiech. Typ był chyba mocno zajarany albo naćpany. Zaczęłam się drzeć, zaraz obok była cała moja ekipa, a on rzucił tylko „Hej mała, nie unoś się tak, zakład to zakład.” I tyle. Wmurowało mnie. Zniszczył mi ulubioną bluzkę i nawet nie zamierza przeprosić, nie tak to nie będzie, zamachnęłam się i tak, dostał z ‘liścia’ do tej pory nie mogę zapomnieć wyrazu szkou jaki zagościł na jego twarzy. Chyba myślał ze wszystko mu wolno, to się chłopak pomylił. Później pamiętam tylko wynoszącą mnie ochronę, ze to niby ja zaczęłam, i taxi do domu. Lusy, moja koleżanka mówiła ze to jakis piosenkarz ale co mnie to obchodzi dostał to dostał i tyle.
Z odrętwienia i wspomnień najgorszej nocy mojego życia, wyrywa mnie odgłos kroków w korytarzu. Wreszcie, idzie Kate i będę mogła spadać do domu.. Chyba jednak nie, z daleka słychać ze idzie szybko, zamaszyście czyli ze jest zdenerwowana, ciekawe czym.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego