• Wpisów: 36
  • Średnio co: 65 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 00:01
  • Licznik odwiedzin: 8 785 / 2440 dni
 
rozdom
 
Little miss perfect: 19.
-Zamorduje Cię jeśli nie będziesz.
-Hihi to chyba już po mnie.
-To nie jest śmieszne.
-wiem wiem. Chodź wracajmy, zaczynam być głodny.
-Hehe to raczej nic nowego.
Bruno złapał mnie za rękę i zaczęliśmy wracać ta samą drogą którą tu przyszliśmy. Musze powiedzieć ze ja też jestem już głodna, zważając na to ze ktoś nie dał mi zjeść śniadania. Utwierdził mnie o tym tylko głośny burk który wydobył się z mojego brzucha. Domagał się jedzenia i dopiero teraz zdaje sobie sprawę jak głodna jestem, wcześniej nawet o tym nie pomyślałam.
-Chyba nie tylko ja jestem głodny.
-To przez ciebie jak byś dał mi czas na śniadanie nie doszło by do takich odgłosów.
-Było się pośpieszyć, guzdrałaś się jak nie wiem co.
-Spadaj dobra. A swoją drogą co ty jadłeś na śniadanie przecież moja lodówka jest pusta.
-Tak naprawdę to ja też nie jadłem.
-Co? Czemu?
-No bo wiesz….. To znaczy… to było…
-Nie mów ze Az tak się obawiałeś ze cie zostawię?
-Nie bałem się raczej ze już więcej po rozwodzie cie nie zobaczę.
-No wiesz, nie tak łatwo się mnie pozbyć.
Śmiałam się do siebie przez ten cały czas. Nie wiem czy naprawdę chciał by mnie widywać ale kurde było to naprawdę miłe. Fajnie mieć go obok, człowiek od razu czuje się ważniejszy i potrzebny, wie ze jest ktoś go doceni. Zatopiona we własnych myślach nawet nie zauważyłam ze Bruno się zatrzymał a z nim ja, wpatrywał się we mnie tymi swoimi oczętami a ja kompletnie nie wiedziałam o co chodzi a do tego czułam się strasznie dziwnie. Jak by między nami, między naszymi ciałami dochodziło do, nawet nie wiem jak to nazwać. Czułam całym ciałem jego obecność, jak by moje ciało odbierało jakieś wiadomości od jego ciała i reagowało na nie w sposób szczególny. Czułam to nawet w koniuszkach palców. To było takie niezwykłe.
-Naprawdę?
-yyy.. Co?
-Naprawdę łatwo się ciebie nie pozbędę?
-Co? A no tak, oczywiście.
-To dobrze.
Co? O co mu chodzi. Co ja takiego powiedziałam? Czemu nie mogę się skupić?
-Kim?
-No?
-Opowiedz mi o swoim dzieciństwie.
-Przecież ci już mówiłam.
-Nie, mówiłaś o tym skąd jesteś ale nie o tym co robiłaś jako dziecko.
-Nie byłam jakimś szczególnym dzieckiem, byłam całkiem zwyczajna.
-Opowiedz o tej twojej zwyczajności.
-Jeju. Więc byłam trzecim dzieckiem w domu. Nie potrafiłam usiedzieć w miejscu, dosłownie. Ale i tak byłam spokojniejsza od mojej najstarszej siostry. Naprzeciwko nas mieszkała moja ciocia z rodzina, ma syna starszego o jakieś 3 lata ode mnie. Wszędzie chodziliśmy razem, nigdy oddzielnie. To przez niego zawsze miałam pełno siniaków, podarte spodnie i dziurawe buty. To on nauczył mnie jak łapie się żaby, beka alfabet i bije chłopców. Uwielbiałam te dni kiedy wychodziłam rano z domu i po dniu pełnym wrażeń przy odkrywaniu świata wracałam do domu a tam czekałam na mnie mama z kolacją, zawsze wysłuchiwała moich opowieści jakie kol wiek by one nie były. Później była szkoła, byłam całkiem dobra z matmy, rodzice zawsze byli dumnie ze chociaż jedna. Wygrałam nawet kilka konkursów. A potem… potem..
-Potem co?
-Potem się zakochałam i już nic nie było takie jak do tej pory.
-Czemu?
-Jak to czemu. Nie mogłam się na niczym skupić, skończyły się złote lata mojej nauki. Rodzice nigdy mi tego nie powiedzieli ale było im szkoda ze nie przykładam się już do tego. W tym czasie rozpraszało mnie zresztą wiele rzeczy. Byłam straszna jako nastolatka. Uparta, dumna, a moją muzykę słychać było w całym domu i nie daj komuś żeby ściszył czy wyłączył bo biada mu.
-A on?
-Kto?
-No twoja miłość.
-A on. Och byliśmy cudowną parą. On był typowym rozbójnikiem ale miał takie miękkie serce pod tą całą przykrywką. Zmienił się dla mnie, był szefem gangu ale rzucił to bo za bardzo się martwiłam. Byliśmy przykładem dla innych, ja kujonka on rozbójnik.
-To musiało być całkiem niezwykłe.
-O tak. To było wspaniałe. Moja wyobraźnia wtedy nie miała żadnych granic. Nawet mieliśmy już gromadkę pięknych dzieciaczków.
-Co?
-No tak. A co myślałeś ze naprawdę odważyłam się do niego zagadać, powiedzieć mu co czuje. Chyba oszalałeś. Był dla mnie tylko marzenie.
-ok. a co było dalej.
-Dalej jakoś leciało raz pod górę raz z górki. Kiedy byłam w szkole średniej moi rodzice się rozwiedli.
-Och. To musiał być cios dla ciebie.
-Nie no co ty. Jasne na początku było trudno ale nigdy nie miałam do nich żalu, widać ich uczucie się wypaliło, nie byli już szczęśliwi razem wiec po co się męczyć. Najlepsze jest to ze oni nigdy się nie kłócili, zawsze potrafili na spokojnie rozwiązać swoje problemy, dlatego ze tak się szanowali i dlatego nie mogli dopuścić do tego żeby to się zmieniło. I tak mama została w Polsce, tato realizuje swoje marzenia i mieszka teraz w LA. Moje rodzeństwo rozdzieliło się trochę tu trochę tam a ja nie mogłam się zdecydować, dlatego wybrałam Zycie po środku. I tyle.
-Wiesz to nie było typowe dzieciństwo. Miałaś dużo szczęścia.
-wiem i do tej pory dziękuję za to Bogu. A ty i twoje dzieciństwo?
-Ja. Ja byłem od zawsze wspaniały i przystojny.
-No jasne a tak naprawdę.
-Hehe naprawdę to całe dzieciństwo upłynęło mi na występach ale kochałem to jak nic innego. To było wspaniałe uczucie, występować przed ludźmi, byłem jeszcze nieduży ale zawsze wiedziałem jakoś tak podskórnie ze musze coś zrobić musze zwrócić ich uwagę i ją zatrzymać. Muszę sprawić żeby to co robi sprawiało im taką samą przyjemność jaką sprawia mnie. I tak jest do dziś.
-Hmm chyba musze się kiedyś wybrać na ten twój show.
-Co? Jak to? Nigdy nie byłaś na koncercie cudownego, przebojowego, szalenie przystojnego i niezwykle utalentowanego Bruno Marsa?
-Hihi no jakoś tak nie było okazji.
-Trzeba to zmienić.
Na rozmowie zeszła nam cała droga, wiec zleciała niezwykle szybko. A dla mnie mogłaby trwać jeszcze i trwać. Niestety nie ma tak dobrze. Ale to nic i tak było cudownie a dzień się jeszcze przecież nie skończył.
-Jedziemy jeść?
-No ba.
-To co gotujesz?
-Co?
-No jak to co? Gotujesz.
-Zapomnij.
-Nie ugotujesz swojemu mężowi obiadu?
-Niee.
-No dobra. Kupimy coś.
-No. A teraz kaczuszko szybciutko bo jestem straszliwie głodna.
-Wiedziałem ze ciebie lepiej ubrać niż wykarmić.
-Hej, mój tato też zawsze tak mówił.
-Wiec to musi być prawdą.
-Tee.. Kaczucha.
-Wiem wiem też cie lubię.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego