• Wpisów: 36
  • Średnio co: 69 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 00:01
  • Licznik odwiedzin: 9 003 / 2586 dni
 
rozdom
 
Little miss perfect: 18.
Dzwoni, coś dzwoni. Ale to nie moje, nie mam takiego dźwięku. Ktoś obok podnosi się, z łańcuszkiem przekleństw, odbiera telefon. Nie rozumiem nic z tego co mówi, do mojej świadomości dolatują tylko pojedyncze słowa takie jak godzina, podróż, występ. Po chwili wszystko cichnie a mi udaje się znów zasnąć.
Nie wiem dlaczego się obudziłam, jestem jeszcze tak nie wyspana jednak coś nie daje mi znów zasnąć, nie mam pojęcia co to jest. Ale skoro tak trzeba wstać, ale tylko po picie, zaraz wracam łóżko. Niepewnym krokiem kieruje się do kuchni a tam czeka mnie niespodzianka. Przy stole siedzi Bruno, jest tak jak by oderwany od tego świata, pochyla się tylko nad swoim malutkim notesikiem i coś usilnie składa, kurde skąd on się tu wziął, a nie pamiętam… kaczuszzzzzzka. Od razu się uśmiecham to było takie fajne z jego strony, poświęcić swoją koszulkę i jeszcze nie dostać tego czego się chciało a jednocześnie być miłym i dalej uczynnym. Ach ta kaczuszka. Nie mam serca odrywać go od tej jego pisaniny, dlatego rezygnuje z picia i idę dalej spać, może jednak zasnę.
Hmm cos jest nie tak, czemu mam wrażenie ze…
-Hej co ty tu robisz?
-No jak to co czekam Az w końcu łaskawie wstaniesz.
-Ale przecież nie musisz tu siedzieć i wpatrywać się we mnie jak malowane ciele.
-Musze inaczej będziesz spać i spać. Wstawaj taki ładny dzień dzis.
-Brrruno, ja..
-Nie ma żadnego ja, wstawaj w tej chwili, bierz szybki prysznic i idziemy.
-Idziemy?
-Tak zabieram cie na spacer, musimy pogadać, pamiętasz to jeszcze.
-Tak.
Cała radość z tego ze udało mi się znów zasnąć i tego ze nie mam kaca takiego jak myślałam ze będę mieć nagle uciekła. Jak on może wytykać mi to ze się wczoraj troszke uszczęśliwiłam miałam ku temu powody i dzis zrobiłabym dokładnie to samo. Wstaje z łóżka i idę pod prysznic może on mi pomoże. Po 30 minutach można powiedzieć ze jest lepiej. Bruno przesiedział cały ten czas na kanapie czekając wiec jak tylko wyszłam nie obyło się bez komentarza, czym znów rozwalił mój stan ducha. Jestem zła i nawet nie wiem dlaczego, no całkiem ciekawie się zapowiada.
Zabrałam klucze i wyszłam, Bruno wyszedł za mną i nie raczył nawet poczekać Az zamknę drzwi, dlatego dalej czekał na mnie tyle tylko ze w samochodzie. Silnik był już zapalony, jeszcze dobrze nie zamknęłam drzwi a on już ruszył. No co za tym. W końcu to w jego interesie jest bym z nim pogadała ja wcale nie musze nigdzie iść ani jechać. Właśnie miał być spacer a nie jazda.
Moje myśli zdołałam wypowiedzieć dopiero po 32 minutach jazdy ale i tak nie otrzymałam odpowiedzi. Cały czas zastanawiałam się gdzie tez możemy jechać. Peter był strasznie milczący co jest do niego zupełnie nie podobne, nawet nie włączył radia, a przecież u niego zawsze gra radio. Nawet się dziś nie uśmiechną, nie zażartował, a kiedy jego telefon zadzwonił po raz trzeci najnormalniej go wyłączył a przecież musi być w stałym kontakcie z innymi gdyby coś się stało. Nie powiem ale zaczynam się już troszkę niepokoić, próbuje odczytać coś z jego twarzy ale nie jestem w stanie. Nigdy nie byłam w tym dobra a jednak wiem ze jest smutny, nie zły, rozgniewany, tylko smutny, czuje to, utwierdzają mnie w tym jego oczy, te piękne brązowe tęczówki zawsze roześmiane, dziś zgubiły swój blask.
-Peter, czy coś się stało?
Nie mogłam już wytrzymać, nie mogłam znieść tego ze jest tak prze strasznie smutny i ciekawiło mnie co się też takiego stało. Nie odpowiedział mi od razu, spojrzał na mnie tylko, takim wzrokiem ze od razu miałam ochotę go przytulić powiedzieć ze wszystko będzie ok., ze nie ma czym się martwić. Chciałam to zrobić, już miałam to zrobić kiedy on odwrócił się i powiedział tylko:
-Zaraz będziemy.
I tyle. Kolejne 15 minut upłynęło w okropnej ciszy.
Kiedy w końcu się zatrzymał z radościom wyskoczyłam z samochodu nie miałam jednak żadnego pojęcia gdzie jesteśmy. Bruno skierował się w stronę lasu. Mam nadzieje ze nie będziemy musieli tam wchodzić, jednym słowem nie przepadam za lasami, zdecydowanie za dużo horrorów za młodu. Bruno nie czekał na mnie wiec zanim wygrałam wewnętrzną walkę on był już na skraju lasu, musiałam się nie źle zmęczyć żeby go dogonić. Jak na takiego człowieczka rusza się całkiem sprawnie i szybko.
Mam dość tego spaceru, jestem zła, niewyspana, mam kaca i do tego zadrapałam się, z czego zostanie piękny strup. Nawet nie mogę podziwiać widoków, jedynie gdzie jestem w stanie patrzyć to pod nogi aby znów nie zrobić sobie krzywdy. Zaraz zacznę krzyczeć jeśli się nie zat….
-Ała !!
-Uważaj i patrz gdzie idziesz.
-Przecież patrzę, to nie moja wina ze zatrzymujesz się bez uprze…. Co do diaska!
Kiedy Bruno odsuną się troszczę moim oczom ukazał się wspaniały widok. Gdzie tylko nie spojrzałam, rozciągała się piękna linia morza. Niebo było wyjątkowo błękitne, słońce mocno świeciło co dawało wspaniały efekt. A woda woda była idealna, jej ciemnoniebieski kolor powodował u mnie dreszcze, zawsze. Przerażało mnie to ile naprawdę mieszka tam zwierząt i to jakich, takich które są w stanie zrobić najmniejszy ruch a ciebie już nie ma na tym świecie. To straszne. Dopiero po kilku minutach uświadomiłam sobie ze stoimy na klifie, miał on jakieś 300 metrów wysokości, nie jestem w stanie sprawdzić dokładnie bo jak tylko się nachyliła od razu zaczęło mnie mdlić a co by było jak bym zleciała. Dopiero kiedy się cofnęłam zauważyłam ze Bruno obserwuje każdy mój ruch.
-No co?
-Chodź, usiądziemy tam.
Złapał mnie za rękę i poprowadził na skraj klifu. Usiadł a ja stałam i patrzyłam na niego jak na wariata, czy on oszalał, znów złapał mnie za rękę i pociągną.
-Zapomnij.
-No chodź, zaufaj mi.
Zamknęłam oczy i z walącym sercem zaczełam powoli siadać. Złapałam za jego ramie tak dla równowagi i w końcu usiadłam, nie byłam jednak w stanie otworzyć oczu za bardzo się bałam a co jeśli zlecę.
-No, już, otwieraj oczęta.
-Ale ja…
-No bez żadnego ale, nie bój się jestem przy tobie, ochronie cie.
Czułam się przez chwilę jak bym już spadała, ale kiedy powiedział ze jest, ze mnie ochroni od razu poczułam się bezpiecznie, poczułam ze na pewno nic mi się nie stanie, ze będzie dobrze.
Otworzyłam oczy i znów zaparło mi dech w piersi. Ale to już nie przez widoki.
Zobaczyłam wpatrzone we mnie brązowe oczy i nic więcej się nie liczyło, liczyły się tylko one.
Moje serducho znów zaczęło bić w niezdrowym tempie. Jak by nie to ze musze się trzymać by nie spaść, oderwałabym swoją rękę i położyła mu na policzku, byłam w szoku kiedy on to zrobił. Miał taką ciepłą i dużą dłoń. Nagle ogarnęło mnie poczucie ze jestem tam gdzie od zawsze powinnam być, nie bardzo wiem co to oznacza ale nie ma to teraz znaczenia. Liczy się tylko on. Chciałam żeby mnie pocałował, chciałam żeby zrobił to tu i teraz, nie mogłam się tego doczekać, moje ciało wręcz się do tego wyrywało. Lecz nagle usłyszałam dźwięk statku i …. wszystko się skończyło. Nie powinniśmy tego robić, odsunęłam się jednak poczułam tylko żal tak bardzo tego chciałam.
-Przepraszam, nie powinienem.
-Nie, ja powinnam przerwać to szybciej.-ale nie chciałam, chciałam żeby to trwało żeby doszło do tego. Chciałam, tak bardzo chciałam żebyś mnie pocałował.
-Wiec o czym chciałeś porozmawiać?
-Chciałem,.. Musze … to znaczy ze chciałem powiedzieć ze musiałem jej powiedzieć. Jessica, nie znasz jej, ona jest bardzo uparta i mściwa, gdybym jej nie powiedział, sama by to odkryła i powiedziała wszystkim, a tak udało mi się z nią ugadać.
-Ona była u mnie w pracy.
-Co?! Po co ona do ciebie przyszłą. Po jaką cholerę.
-Powiedziała ze nie odda ciebie, nie pozwoli na to żebyś ją zostawił.
-Już dawno od niej odszedłem, jednak ona nie mogła tego zrozumieć i gdy kiedy kol wiek jeszcze będzie cie nachodzić wyślij ją na drzewo.
-Na pewno tak zrobię.
-Kim, słuchaj ja nie będę cie do niczego zmuszał, nie będę, dziś sobie to obiecałem, jeśli tylko zechcesz rozwodu ja ci go dam tylko proszę jeszcze nie teraz. Poczekaj jeszcze troszeczkę, obiecuje ze jak tylko się rozwiedziemy nigdy więcej mnie nie zobaczysz ale jeszcze wytrzymaj te kilka tygodni.
-Bruno, ja..
-Musze wyjechać, za tydzień rozpoczyna się trasa koncertowa. Nie będzie mnie kilka tygodni a chciałbym móc osobiście być na rozprawie dla ciebie. Proszę poczekaj..
-Trasa? Ty wyjeżdżasz?
-Jadę do Stanów, nie będzie mnie dwa miesiące.
-Co?! Jedziesz tam na dwa miesiące?
-nie martw się, nie będziemy się widywać, to szybko zleci, nawet nie poczujesz ze dalej jesteś mężatką, a jeśli zechcesz spędzić z kimś noc ja nie będę miał ci tego za złe.
-Bruno, tu nie o to chodzi, kiedy wyjeżdżasz?
-W czwartek, za pięć dni.
-Omg, dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej?
-No ja myślałem ze nie będzie cie to interesować, ze pewnie się ucieszysz gdy wrócisz a dom będzie pusty, tak jak było ostatnio. Było ci lepiej kiedy mnie nie było a jak wróciłem wszystko pogorszyłem. Widziałem to, czułem to.
-Nie ja byłam po prostu zagubiona, cieszyłam się z tego ze wrociłeś ale nie umiałam tego okazać. Bruno musisz mówić mi takie rzeczy.
-Dlaczego?
-Dlaczego? No wiesz może dlatego ze jestem twoją żoną, a poza tym musze się przygotować na to ze cie tyle nie będzie.
-Co? Po co?
-Bo będę za tobą tęsknić tumanie.
-Haha a no tak wybacz.
-Już, czy teraz możemy wstać już?
-Jasne ze tak.
Czym prędzej odsunęłam się od zbocza i wstałam. Byłam cała w piasku a nogi miałam jak z waty. Bruno tez wstał, otrzepał się i podszedł do mnie. Tylko patrzył, patrzył. Następnie złapał mnie za rękę i przyciągną do siebie. Przytulił mnie tak mocno, ze wszystko inne straciło sens liczyło się tylko to ze mogę tulić się do niego bez żadnych ale. Tak zatopiłam się w tym ścisku ze mało co nie przegapiłam jego słów. Na początku nie byłam w stanie zrozumieć ich jednak kiedy to się stało mało nie zwaliło mnie z nóg. Powiedział:
-Ja też będę strasznie tęsknił, ale będę dzwonił i to codziennie, możesz być tego pewna.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego