• Wpisów: 36
  • Średnio co: 73 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 00:01
  • Licznik odwiedzin: 9 168 / 2703 dni
 
rozdom
 
Little miss perfect: 17.
Ten głupi idiota, jak mógł to zrobić?
-Wszystko ok.?
-Tak jasne.
-To dobrze, bo mamy sporo pracy a sama sobie nie poradzę.
Cały dzień wypełniony zdarzeniami z których byłabym normalnie zachwycona, skakałabym ze szczęścia, ale mogę myśleć tylko o tym czy mam klucze do swojego mieszkania i czy jest tam jakiś alkohol. Dwa najważniejsze pytania dzisiejszego dnia.
Nie wiele pamiętam z drogi do domu, jestem tylko pewna tego ze mało nie potraciłam jakiegoś chłopaka tylko dlatego ze miał taki sam kapelusz jaki widziałam u niego w szafie. Przeżył największe świnie zawsze się wywiną.
Ręce tak mi się trzęsą ze nie jestem w stanie trafić do dziurki. „Hej jeszcze chwila poczekaj z tym”.  Moje kroki  skierowałam od razu tam gdzie miałam nadzieje ujrzeć swoje wybawienie. Jest, wiedziałam ze coś zostało.
Po trzeciej szklance whisky, dochodzę do wniosku ze nie powinno się dla niego skończyć tylko na rozwodzie, powinnam mu dopiec jak najmocniej aby jak najdłużej o mnie pamiętał. Tak to dobra myśl, może zadzwonię do jakiegoś sławnego magazynu i opowiem o naszym życiu prywatnym, tak zdecydowanie to nadawałoby się na pierwszą stronę.
Łapie za butelkę i kieruje się w stronę sypialni, pociągając spory łyk zastanawiam się dlaczego zawsze tak narzekałam na smak i zapach tego trunku w sumie nie jest taka zła. Siadając na łóżku kończę z zawartością butelki, a w mojej głowie powstaje milion przeróżnych wizji w jaki sposób mogłabym się na nim odegrać i jaką minę by miał kiedy bym to zrobiła. Oczywiście wizje były jednym, dobrze wiedziałam ze nigdy nie pozwoliłabym na to ze cierpiałby prze zemnie, tak samo jak nie zrobiłam nic kiedy stało się tamto. Nie czekaj zrobiłam, pozastrzelałam ich w swojej głowie, o tak to był piękny widok. Ha ha głupia jestem i tyle.
Czyżby to kac już, coś strasznie stukocze mi w głowie. Nie czekaj, to nie to, ktoś puka. Dobre,, ktoś do mnie puka. Ciekawe jak to jest pukać, ale ile znaczeń ma to słowo, jedno lepsze od drugiego. Pukać. Coś, w coś, kogoś, w kogoś. Dobre. Heh wypada otworzyć jak ktoś puka, no wiecie drzwi lub co innego.
Hej, hej drzwi to nie w tamtą stronę, oj szafo wiem ze zabrałam ci wszystkie ciuch ale z tych mnie nie obedrzesz wiec mnie tak nie przyciągaj. Chwila,…. skupienie. Dobra, ruszamy. Prawa.. lewa,… prawa…  
-Aaaałłaaaaa no pired*le. Ty głupia, stojąca tu bez żadnej konkretnej przyczyny szafko, jak mogłaś mi to zrobić, już nie jesteś moją ulubioną jak znów będę w stanie myśleć racjonalnie zajmę się tobą.
-Może ci pomóc?
-Co? Nie ja nie potrzebuje pomocy.. Zaraz.. Jak ty… co ty… WYNOCHA.
-Poczekaj ja chce tylko porozmawiać.
-Nie wynoś się natychmiast z mojego mieszczania.
-Nie daj mi wytłumaczyć. Kim ty jesteś pijana.
-Co…, nie,… jak możesz. A po czym to wnosisz?
-Po tym ze odkąd tu z tobą jestem jeszcze patrzysz na swoją szafkę jak byś chciała ją zamordować żywymi rękami a poza tym…
-Mam powody ku temu, chciała mnie pozbawić palca ale nie tak łatwo jej ze mną pójdzie. Ja jej już…
-A poza tym, jedzie od ciebie jak od największego pijaka i butelka stoi na twojej szafce, pusta.
-No brawo za spostrzegawczość, a teraz wynocha.
-Nie najpierw ty się wykąpiesz, później prześpisz a rano porozmawiamy.
-Zapomnij.
-Kochanie, nie jesteś w stanie mnie powstrzymać, jest kilka powodów ku temu ale najważniejszym faktem jest to ze ledwo trzymasz się na nogach. Mała było mi powiedzieć ze chcesz się napić z chęcią zrobił bym to z Tobą nie musiałabyś pić sama.
-Spadaj, nie będę z Tobą pić, nie pije sie z tym, przez kogo się pije. Rusz głową co to przecież jasne.
-Pijesz prze zemnie? Kim, kochanie, przecież ja..
-Zamknij się Bruno. Daj mi już spokój.
-Nie.
-Co?
-Słyszałaś nie dam ci spokoju. Idziemy się natychmiast myć i spać. Jutro wszystko ci wytłumaczę.
-Nie ma czego tłumaczyć, ale czekaj idziemy się myć ale czekaj idziemy się myc razem? Jak dwójka maluchów która została tak urządzona bo mamusia nie chciała moczyć się dwa razy?
-Hihi oczywiście ze tak.
Bruno pomógł mi przejść do łazienki, no dobra on mnie tam zaniósł. Posadził na kibelku i powoli szykował kąpiel.
-Hej a masz kaczuszkę, taką żółtą, i robiąca „pik pik”, no wiesz taką do kąpania?
-Dziś to ja będę twoją kaczuszką.
-Nie uśmiechaj się  tak bo to po pierwsze nie ładnie, a po drugi zęby ci wylecą. No dobra u ciebie to ładnie, nawet ujdzie.
-Ujdzie tylko?
-Tak, i nie, nie będziesz moją kaczuszką.
-Nie będę? Czemu to niby nie mogę być twoją kaczuszką?
-Jak to czemu, to jasne, ty nie jesteś żółty.
-Co? Czekaj, chwila.
Co ja powiedziałam nie tak to jasne ze nie może zostać moją kaczuszką, proste, kaczuszki Są żółte i słodziakowe a on nie spełnia tych opcji, będzie się musiał jakoś z tym pogodzić. Trum trum bum bum tralalalalal….. Piękna melodia ale miałam się myć a nie tworzyć dzieła, tak zdecydowanie to byłby hit roku..
-Hej ty ‘nigdy nie będziesz kaczuszką i pogódź się z tym’ gdzie moja kąpiel?
-Już idę i jak to nie będę kaczuszką a to?
-Hej ale … to …. Nie…… przecież..….. Hahahahahhahahaha…..
-Nie wiem z czego się śmiejesz ale widzisz jestem żółty i jestem kaczuszką.
-Hahahahaha…  stary to ze pomalowałeś się żółtą farbą nie znaczy ze jesteś w pełni kaczuszką. Umiesz kwakać?
-Jasne ze tak do tego jeszcze potrafię się ruszać jak kaczuszka. Chcesz zobaczyć?
-No ba.
Bruno cały wymalowany żółtą farbą zaczął chodzić w kółko po Łazience i kwakać. Jego ruch bardziej przypominały kurczaka ale nie narzekajmy, jest przeuroczy jako kaczuszka. Ale z drugiej strony czego to człowiek nie zrobi żeby się wykąpać z kobietą.
-Hahahha nie , przestań bo zaraz pęknę.
-No widzisz, już udowodniłem swoją kaczuszko watą naturę czy teraz możemy iść się kąpać?
-No, jasne ale musisz wyjść.
-Co? Jak to?
-No ja zawsze bałam się kaczek.
Chyba go zamurowało, no i dobrze mu tak, łatwiej mi było przynajmniej wypchnąć go z łazienki.
Kiedy po jakiejś godzinie wreszcie wyczołgałam się z łazienki humor dalej mi dopisywał. Bruna zastałam na kanapie wpatrywał się w ekran telewizora, jakimś cudem pozbył się swojej żółtej strony kaczuszkowatości.
-A gdzie moja kaczusia?
-Spadaj, swoją drogą dobrze ze nosisz takie duże koszulki, moja już się pewnie nie odpierze.
- Hihi ja ci nie kazałam się malować.
-Powtarzam jeszcze raz spadaj, kto to jest ‘Happysad’?
-Ktoś komu nie dorastasz do pięt.
-Co? Jak to?
-Bruno, wiem ze uważasz swoją twórczość za najlepszą na świecie ale…
-Wcale tak nie myślę ale plasuje się w pierwszej 10.
-10?
-No dobra 5.
-Właśnie, posuń się trochę, ale wracając, to nie jesteś najlepszym artystą w swoim fachu znam lepszych.
-Co? Proszę cie powiedz ze tak nie myślisz, ze to sprawka tej zdradzieckiej bestii alkoholu.
-Hihi jeśli ci to pomoże to jasne ze tak.
- Oni są aż tak dobrzy.
-kiedyś ci może pokaże. Bruno przestań się Wiercic głowa już i tak zaczyna mnie boleć.
-Przepraszam ale oni naprawdę lepiej brzmią niż ja?
-Bruno nie to ty jesteś najlepszy na całym świecie.
-To dlaczego nie masz jeszcze mojej koszulki?
-Bo nie kupiłam jej jeszcze a swoją drogą to jestem twoją żoną powinnam dostać za free.
-Dam ci jak tylko wrócimy do domu.
Moja głowa w końcu ułożyła się wygodnie na ramieniu Bruna, przestał się w końcu wiercić teraz pozostaje  mi tylko zasnąć spokojnie. Już prawie odpływam kiedy Bruno nagle podnosi mnie i patrząc mi w oczy mówi:
-Ale Kim nie mówisz mi tego tylko dlatego ze chcesz żebym dał ci spać i się przymkną?
-Bruno idioto już prawie spałam.
-Och przepraszam ale chodźmy do sypialnia przynajmniej nie będę musiał cie przenosić.
-Bardzo zabawne, nie ważę znów tak dużo.
-Ale któż tu mówi o twojej wadze? Kładź się do łóżka kobieto zanim znów zmienisz zdanie.
Powoli wgramoliłam się do łóżka, posłusznie jak baranek weszłam pod kordełkę. Bruno położył Się obok i swoją ręka przyciągną mnie do siebie tak ze moja głowa jest teraz na jego klatce piersiowej. Mój organizm nawet przyćmiony alkoholem wie co to oznacza, serce zaczyna mi wariować, a myśli gubić w sumie to nic dziwnego w moim stanie ale to nie tylko dlatego. Nie jestem pewna mogło mi się wydawać ale serduszko Bruna też przyśpieszyło, aby po chwili wraz z moim spokojnie wracać do normalnego rytmu.
-Nie na pewno nie są lepsi od tego.
I zaczął śpiewać ‘talking to the moon. Nie wiem czy pamięta ze to moja ulubiona jego piosenka, pewnie nie, wybrał ją tylko dlatego ze jest odpowiedniego nastroju żeby uśpić a nie rozbudzić człowieka. Szkoda, ja bym pamiętała takie szczegóły.
-Kochanie wiem ze to twoja ulubiona piosenka ale mogę zaśpiewaćci coś innego?
O kurde blade pamiętał…. Omg… widzicie teraz mój uśmiech.. Widzicie go…
-Oczywiście.
- Jeszcze nie jest do końca opracowana ale chciałbym żebyś usłyszała nawet te fragmenty jako pierwsza.

I'll never be your mother's favorite
Your daddy can't even look me in the eye
Oooh if I was in their shoes, I'd be doing the same thing
Sayin' there goes my little girl
Walkin' with that troublesome guy

there'll be no sunlight
if I lose you, baby
There'll be no clear skies
if I lose you, baby
Just like the clouds
My eyes will do the same, if you walk away
Everyday, it will rain, rain, rain ...

Długo po tym jak skończył śpiewać, jak usną ja leżałam i myślałam o znaczeniu tej piosenki. Dopiero budzący się świat i nasilający ból głowy uświadomiły mnie ze jednak powinnam się przespać.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego