• Wpisów:36
  • Średnio co: 63 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 00:01
  • Licznik odwiedzin:8 690 / 2342 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Hej, chciałabym was zapytać czy można obejrzeć całe grammy jutro na jakimś konkretnym kanale czy tylko dzis bedzie dostępna ta uroczystośc?
  • awatar Bruno ♥.♥.♥.: Hej jesteś tam jeszcze ??? :D .♥. Napisz czasem co tam u Ciebie :*
  • awatar It's Better If You Don't Understand: Grammy jest dzisiaj do obejrzenia na kanale E! Entertainment (od 23, ale nie jestem pewna czy będą pokazywać całą galę, bo w programie wspominają tylko o czerwonym dywanie), CBS, ma być też na Pro 7 i CT 2 (gala od 2 w nocy) :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

ooo...
wiem ze to nie ma nic wspólnego z B. ale to takie ooo..
ja teżz tak chce słyszysz..!!!
jej az sie popłakałam
  • awatar Gość: oglądałam wcześniej... to jak spada z dachu najlepsze xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

co racja to racja
nasłuchali byśmy się bardzo dobrej muzyki.

http://besty.pl/609114

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
19.
-Zamorduje Cię jeśli nie będziesz.
-Hihi to chyba już po mnie.
-To nie jest śmieszne.
-wiem wiem. Chodź wracajmy, zaczynam być głodny.
-Hehe to raczej nic nowego.
Bruno złapał mnie za rękę i zaczęliśmy wracać ta samą drogą którą tu przyszliśmy. Musze powiedzieć ze ja też jestem już głodna, zważając na to ze ktoś nie dał mi zjeść śniadania. Utwierdził mnie o tym tylko głośny burk który wydobył się z mojego brzucha. Domagał się jedzenia i dopiero teraz zdaje sobie sprawę jak głodna jestem, wcześniej nawet o tym nie pomyślałam.
-Chyba nie tylko ja jestem głodny.
-To przez ciebie jak byś dał mi czas na śniadanie nie doszło by do takich odgłosów.
-Było się pośpieszyć, guzdrałaś się jak nie wiem co.
-Spadaj dobra. A swoją drogą co ty jadłeś na śniadanie przecież moja lodówka jest pusta.
-Tak naprawdę to ja też nie jadłem.
-Co? Czemu?
-No bo wiesz….. To znaczy… to było…
-Nie mów ze Az tak się obawiałeś ze cie zostawię?
-Nie bałem się raczej ze już więcej po rozwodzie cie nie zobaczę.
-No wiesz, nie tak łatwo się mnie pozbyć.
Śmiałam się do siebie przez ten cały czas. Nie wiem czy naprawdę chciał by mnie widywać ale kurde było to naprawdę miłe. Fajnie mieć go obok, człowiek od razu czuje się ważniejszy i potrzebny, wie ze jest ktoś go doceni. Zatopiona we własnych myślach nawet nie zauważyłam ze Bruno się zatrzymał a z nim ja, wpatrywał się we mnie tymi swoimi oczętami a ja kompletnie nie wiedziałam o co chodzi a do tego czułam się strasznie dziwnie. Jak by między nami, między naszymi ciałami dochodziło do, nawet nie wiem jak to nazwać. Czułam całym ciałem jego obecność, jak by moje ciało odbierało jakieś wiadomości od jego ciała i reagowało na nie w sposób szczególny. Czułam to nawet w koniuszkach palców. To było takie niezwykłe.
-Naprawdę?
-yyy.. Co?
-Naprawdę łatwo się ciebie nie pozbędę?
-Co? A no tak, oczywiście.
-To dobrze.
Co? O co mu chodzi. Co ja takiego powiedziałam? Czemu nie mogę się skupić?
-Kim?
-No?
-Opowiedz mi o swoim dzieciństwie.
-Przecież ci już mówiłam.
-Nie, mówiłaś o tym skąd jesteś ale nie o tym co robiłaś jako dziecko.
-Nie byłam jakimś szczególnym dzieckiem, byłam całkiem zwyczajna.
-Opowiedz o tej twojej zwyczajności.
-Jeju. Więc byłam trzecim dzieckiem w domu. Nie potrafiłam usiedzieć w miejscu, dosłownie. Ale i tak byłam spokojniejsza od mojej najstarszej siostry. Naprzeciwko nas mieszkała moja ciocia z rodzina, ma syna starszego o jakieś 3 lata ode mnie. Wszędzie chodziliśmy razem, nigdy oddzielnie. To przez niego zawsze miałam pełno siniaków, podarte spodnie i dziurawe buty. To on nauczył mnie jak łapie się żaby, beka alfabet i bije chłopców. Uwielbiałam te dni kiedy wychodziłam rano z domu i po dniu pełnym wrażeń przy odkrywaniu świata wracałam do domu a tam czekałam na mnie mama z kolacją, zawsze wysłuchiwała moich opowieści jakie kol wiek by one nie były. Później była szkoła, byłam całkiem dobra z matmy, rodzice zawsze byli dumnie ze chociaż jedna. Wygrałam nawet kilka konkursów. A potem… potem..
-Potem co?
-Potem się zakochałam i już nic nie było takie jak do tej pory.
-Czemu?
-Jak to czemu. Nie mogłam się na niczym skupić, skończyły się złote lata mojej nauki. Rodzice nigdy mi tego nie powiedzieli ale było im szkoda ze nie przykładam się już do tego. W tym czasie rozpraszało mnie zresztą wiele rzeczy. Byłam straszna jako nastolatka. Uparta, dumna, a moją muzykę słychać było w całym domu i nie daj komuś żeby ściszył czy wyłączył bo biada mu.
-A on?
-Kto?
-No twoja miłość.
-A on. Och byliśmy cudowną parą. On był typowym rozbójnikiem ale miał takie miękkie serce pod tą całą przykrywką. Zmienił się dla mnie, był szefem gangu ale rzucił to bo za bardzo się martwiłam. Byliśmy przykładem dla innych, ja kujonka on rozbójnik.
-To musiało być całkiem niezwykłe.
-O tak. To było wspaniałe. Moja wyobraźnia wtedy nie miała żadnych granic. Nawet mieliśmy już gromadkę pięknych dzieciaczków.
-Co?
-No tak. A co myślałeś ze naprawdę odważyłam się do niego zagadać, powiedzieć mu co czuje. Chyba oszalałeś. Był dla mnie tylko marzenie.
-ok. a co było dalej.
-Dalej jakoś leciało raz pod górę raz z górki. Kiedy byłam w szkole średniej moi rodzice się rozwiedli.
-Och. To musiał być cios dla ciebie.
-Nie no co ty. Jasne na początku było trudno ale nigdy nie miałam do nich żalu, widać ich uczucie się wypaliło, nie byli już szczęśliwi razem wiec po co się męczyć. Najlepsze jest to ze oni nigdy się nie kłócili, zawsze potrafili na spokojnie rozwiązać swoje problemy, dlatego ze tak się szanowali i dlatego nie mogli dopuścić do tego żeby to się zmieniło. I tak mama została w Polsce, tato realizuje swoje marzenia i mieszka teraz w LA. Moje rodzeństwo rozdzieliło się trochę tu trochę tam a ja nie mogłam się zdecydować, dlatego wybrałam Zycie po środku. I tyle.
-Wiesz to nie było typowe dzieciństwo. Miałaś dużo szczęścia.
-wiem i do tej pory dziękuję za to Bogu. A ty i twoje dzieciństwo?
-Ja. Ja byłem od zawsze wspaniały i przystojny.
-No jasne a tak naprawdę.
-Hehe naprawdę to całe dzieciństwo upłynęło mi na występach ale kochałem to jak nic innego. To było wspaniałe uczucie, występować przed ludźmi, byłem jeszcze nieduży ale zawsze wiedziałem jakoś tak podskórnie ze musze coś zrobić musze zwrócić ich uwagę i ją zatrzymać. Muszę sprawić żeby to co robi sprawiało im taką samą przyjemność jaką sprawia mnie. I tak jest do dziś.
-Hmm chyba musze się kiedyś wybrać na ten twój show.
-Co? Jak to? Nigdy nie byłaś na koncercie cudownego, przebojowego, szalenie przystojnego i niezwykle utalentowanego Bruno Marsa?
-Hihi no jakoś tak nie było okazji.
-Trzeba to zmienić.
Na rozmowie zeszła nam cała droga, wiec zleciała niezwykle szybko. A dla mnie mogłaby trwać jeszcze i trwać. Niestety nie ma tak dobrze. Ale to nic i tak było cudownie a dzień się jeszcze przecież nie skończył.
-Jedziemy jeść?
-No ba.
-To co gotujesz?
-Co?
-No jak to co? Gotujesz.
-Zapomnij.
-Nie ugotujesz swojemu mężowi obiadu?
-Niee.
-No dobra. Kupimy coś.
-No. A teraz kaczuszko szybciutko bo jestem straszliwie głodna.
-Wiedziałem ze ciebie lepiej ubrać niż wykarmić.
-Hej, mój tato też zawsze tak mówił.
-Wiec to musi być prawdą.
-Tee.. Kaczucha.
-Wiem wiem też cie lubię.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
18.
Dzwoni, coś dzwoni. Ale to nie moje, nie mam takiego dźwięku. Ktoś obok podnosi się, z łańcuszkiem przekleństw, odbiera telefon. Nie rozumiem nic z tego co mówi, do mojej świadomości dolatują tylko pojedyncze słowa takie jak godzina, podróż, występ. Po chwili wszystko cichnie a mi udaje się znów zasnąć.
Nie wiem dlaczego się obudziłam, jestem jeszcze tak nie wyspana jednak coś nie daje mi znów zasnąć, nie mam pojęcia co to jest. Ale skoro tak trzeba wstać, ale tylko po picie, zaraz wracam łóżko. Niepewnym krokiem kieruje się do kuchni a tam czeka mnie niespodzianka. Przy stole siedzi Bruno, jest tak jak by oderwany od tego świata, pochyla się tylko nad swoim malutkim notesikiem i coś usilnie składa, kurde skąd on się tu wziął, a nie pamiętam… kaczuszzzzzzka. Od razu się uśmiecham to było takie fajne z jego strony, poświęcić swoją koszulkę i jeszcze nie dostać tego czego się chciało a jednocześnie być miłym i dalej uczynnym. Ach ta kaczuszka. Nie mam serca odrywać go od tej jego pisaniny, dlatego rezygnuje z picia i idę dalej spać, może jednak zasnę.
Hmm cos jest nie tak, czemu mam wrażenie ze…
-Hej co ty tu robisz?
-No jak to co czekam Az w końcu łaskawie wstaniesz.
-Ale przecież nie musisz tu siedzieć i wpatrywać się we mnie jak malowane ciele.
-Musze inaczej będziesz spać i spać. Wstawaj taki ładny dzień dzis.
-Brrruno, ja..
-Nie ma żadnego ja, wstawaj w tej chwili, bierz szybki prysznic i idziemy.
-Idziemy?
-Tak zabieram cie na spacer, musimy pogadać, pamiętasz to jeszcze.
-Tak.
Cała radość z tego ze udało mi się znów zasnąć i tego ze nie mam kaca takiego jak myślałam ze będę mieć nagle uciekła. Jak on może wytykać mi to ze się wczoraj troszke uszczęśliwiłam miałam ku temu powody i dzis zrobiłabym dokładnie to samo. Wstaje z łóżka i idę pod prysznic może on mi pomoże. Po 30 minutach można powiedzieć ze jest lepiej. Bruno przesiedział cały ten czas na kanapie czekając wiec jak tylko wyszłam nie obyło się bez komentarza, czym znów rozwalił mój stan ducha. Jestem zła i nawet nie wiem dlaczego, no całkiem ciekawie się zapowiada.
Zabrałam klucze i wyszłam, Bruno wyszedł za mną i nie raczył nawet poczekać Az zamknę drzwi, dlatego dalej czekał na mnie tyle tylko ze w samochodzie. Silnik był już zapalony, jeszcze dobrze nie zamknęłam drzwi a on już ruszył. No co za tym. W końcu to w jego interesie jest bym z nim pogadała ja wcale nie musze nigdzie iść ani jechać. Właśnie miał być spacer a nie jazda.
Moje myśli zdołałam wypowiedzieć dopiero po 32 minutach jazdy ale i tak nie otrzymałam odpowiedzi. Cały czas zastanawiałam się gdzie tez możemy jechać. Peter był strasznie milczący co jest do niego zupełnie nie podobne, nawet nie włączył radia, a przecież u niego zawsze gra radio. Nawet się dziś nie uśmiechną, nie zażartował, a kiedy jego telefon zadzwonił po raz trzeci najnormalniej go wyłączył a przecież musi być w stałym kontakcie z innymi gdyby coś się stało. Nie powiem ale zaczynam się już troszkę niepokoić, próbuje odczytać coś z jego twarzy ale nie jestem w stanie. Nigdy nie byłam w tym dobra a jednak wiem ze jest smutny, nie zły, rozgniewany, tylko smutny, czuje to, utwierdzają mnie w tym jego oczy, te piękne brązowe tęczówki zawsze roześmiane, dziś zgubiły swój blask.
-Peter, czy coś się stało?
Nie mogłam już wytrzymać, nie mogłam znieść tego ze jest tak prze strasznie smutny i ciekawiło mnie co się też takiego stało. Nie odpowiedział mi od razu, spojrzał na mnie tylko, takim wzrokiem ze od razu miałam ochotę go przytulić powiedzieć ze wszystko będzie ok., ze nie ma czym się martwić. Chciałam to zrobić, już miałam to zrobić kiedy on odwrócił się i powiedział tylko:
-Zaraz będziemy.
I tyle. Kolejne 15 minut upłynęło w okropnej ciszy.
Kiedy w końcu się zatrzymał z radościom wyskoczyłam z samochodu nie miałam jednak żadnego pojęcia gdzie jesteśmy. Bruno skierował się w stronę lasu. Mam nadzieje ze nie będziemy musieli tam wchodzić, jednym słowem nie przepadam za lasami, zdecydowanie za dużo horrorów za młodu. Bruno nie czekał na mnie wiec zanim wygrałam wewnętrzną walkę on był już na skraju lasu, musiałam się nie źle zmęczyć żeby go dogonić. Jak na takiego człowieczka rusza się całkiem sprawnie i szybko.
Mam dość tego spaceru, jestem zła, niewyspana, mam kaca i do tego zadrapałam się, z czego zostanie piękny strup. Nawet nie mogę podziwiać widoków, jedynie gdzie jestem w stanie patrzyć to pod nogi aby znów nie zrobić sobie krzywdy. Zaraz zacznę krzyczeć jeśli się nie zat….
-Ała !!
-Uważaj i patrz gdzie idziesz.
-Przecież patrzę, to nie moja wina ze zatrzymujesz się bez uprze…. Co do diaska!
Kiedy Bruno odsuną się troszczę moim oczom ukazał się wspaniały widok. Gdzie tylko nie spojrzałam, rozciągała się piękna linia morza. Niebo było wyjątkowo błękitne, słońce mocno świeciło co dawało wspaniały efekt. A woda woda była idealna, jej ciemnoniebieski kolor powodował u mnie dreszcze, zawsze. Przerażało mnie to ile naprawdę mieszka tam zwierząt i to jakich, takich które są w stanie zrobić najmniejszy ruch a ciebie już nie ma na tym świecie. To straszne. Dopiero po kilku minutach uświadomiłam sobie ze stoimy na klifie, miał on jakieś 300 metrów wysokości, nie jestem w stanie sprawdzić dokładnie bo jak tylko się nachyliła od razu zaczęło mnie mdlić a co by było jak bym zleciała. Dopiero kiedy się cofnęłam zauważyłam ze Bruno obserwuje każdy mój ruch.
-No co?
-Chodź, usiądziemy tam.
Złapał mnie za rękę i poprowadził na skraj klifu. Usiadł a ja stałam i patrzyłam na niego jak na wariata, czy on oszalał, znów złapał mnie za rękę i pociągną.
-Zapomnij.
-No chodź, zaufaj mi.
Zamknęłam oczy i z walącym sercem zaczełam powoli siadać. Złapałam za jego ramie tak dla równowagi i w końcu usiadłam, nie byłam jednak w stanie otworzyć oczu za bardzo się bałam a co jeśli zlecę.
-No, już, otwieraj oczęta.
-Ale ja…
-No bez żadnego ale, nie bój się jestem przy tobie, ochronie cie.
Czułam się przez chwilę jak bym już spadała, ale kiedy powiedział ze jest, ze mnie ochroni od razu poczułam się bezpiecznie, poczułam ze na pewno nic mi się nie stanie, ze będzie dobrze.
Otworzyłam oczy i znów zaparło mi dech w piersi. Ale to już nie przez widoki.
Zobaczyłam wpatrzone we mnie brązowe oczy i nic więcej się nie liczyło, liczyły się tylko one.
Moje serducho znów zaczęło bić w niezdrowym tempie. Jak by nie to ze musze się trzymać by nie spaść, oderwałabym swoją rękę i położyła mu na policzku, byłam w szoku kiedy on to zrobił. Miał taką ciepłą i dużą dłoń. Nagle ogarnęło mnie poczucie ze jestem tam gdzie od zawsze powinnam być, nie bardzo wiem co to oznacza ale nie ma to teraz znaczenia. Liczy się tylko on. Chciałam żeby mnie pocałował, chciałam żeby zrobił to tu i teraz, nie mogłam się tego doczekać, moje ciało wręcz się do tego wyrywało. Lecz nagle usłyszałam dźwięk statku i …. wszystko się skończyło. Nie powinniśmy tego robić, odsunęłam się jednak poczułam tylko żal tak bardzo tego chciałam.
-Przepraszam, nie powinienem.
-Nie, ja powinnam przerwać to szybciej.-ale nie chciałam, chciałam żeby to trwało żeby doszło do tego. Chciałam, tak bardzo chciałam żebyś mnie pocałował.
-Wiec o czym chciałeś porozmawiać?
-Chciałem,.. Musze … to znaczy ze chciałem powiedzieć ze musiałem jej powiedzieć. Jessica, nie znasz jej, ona jest bardzo uparta i mściwa, gdybym jej nie powiedział, sama by to odkryła i powiedziała wszystkim, a tak udało mi się z nią ugadać.
-Ona była u mnie w pracy.
-Co?! Po co ona do ciebie przyszłą. Po jaką cholerę.
-Powiedziała ze nie odda ciebie, nie pozwoli na to żebyś ją zostawił.
-Już dawno od niej odszedłem, jednak ona nie mogła tego zrozumieć i gdy kiedy kol wiek jeszcze będzie cie nachodzić wyślij ją na drzewo.
-Na pewno tak zrobię.
-Kim, słuchaj ja nie będę cie do niczego zmuszał, nie będę, dziś sobie to obiecałem, jeśli tylko zechcesz rozwodu ja ci go dam tylko proszę jeszcze nie teraz. Poczekaj jeszcze troszeczkę, obiecuje ze jak tylko się rozwiedziemy nigdy więcej mnie nie zobaczysz ale jeszcze wytrzymaj te kilka tygodni.
-Bruno, ja..
-Musze wyjechać, za tydzień rozpoczyna się trasa koncertowa. Nie będzie mnie kilka tygodni a chciałbym móc osobiście być na rozprawie dla ciebie. Proszę poczekaj..
-Trasa? Ty wyjeżdżasz?
-Jadę do Stanów, nie będzie mnie dwa miesiące.
-Co?! Jedziesz tam na dwa miesiące?
-nie martw się, nie będziemy się widywać, to szybko zleci, nawet nie poczujesz ze dalej jesteś mężatką, a jeśli zechcesz spędzić z kimś noc ja nie będę miał ci tego za złe.
-Bruno, tu nie o to chodzi, kiedy wyjeżdżasz?
-W czwartek, za pięć dni.
-Omg, dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej?
-No ja myślałem ze nie będzie cie to interesować, ze pewnie się ucieszysz gdy wrócisz a dom będzie pusty, tak jak było ostatnio. Było ci lepiej kiedy mnie nie było a jak wróciłem wszystko pogorszyłem. Widziałem to, czułem to.
-Nie ja byłam po prostu zagubiona, cieszyłam się z tego ze wrociłeś ale nie umiałam tego okazać. Bruno musisz mówić mi takie rzeczy.
-Dlaczego?
-Dlaczego? No wiesz może dlatego ze jestem twoją żoną, a poza tym musze się przygotować na to ze cie tyle nie będzie.
-Co? Po co?
-Bo będę za tobą tęsknić tumanie.
-Haha a no tak wybacz.
-Już, czy teraz możemy wstać już?
-Jasne ze tak.
Czym prędzej odsunęłam się od zbocza i wstałam. Byłam cała w piasku a nogi miałam jak z waty. Bruno tez wstał, otrzepał się i podszedł do mnie. Tylko patrzył, patrzył. Następnie złapał mnie za rękę i przyciągną do siebie. Przytulił mnie tak mocno, ze wszystko inne straciło sens liczyło się tylko to ze mogę tulić się do niego bez żadnych ale. Tak zatopiłam się w tym ścisku ze mało co nie przegapiłam jego słów. Na początku nie byłam w stanie zrozumieć ich jednak kiedy to się stało mało nie zwaliło mnie z nóg. Powiedział:
-Ja też będę strasznie tęsknił, ale będę dzwonił i to codziennie, możesz być tego pewna.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
17.
Ten głupi idiota, jak mógł to zrobić?
-Wszystko ok.?
-Tak jasne.
-To dobrze, bo mamy sporo pracy a sama sobie nie poradzę.
Cały dzień wypełniony zdarzeniami z których byłabym normalnie zachwycona, skakałabym ze szczęścia, ale mogę myśleć tylko o tym czy mam klucze do swojego mieszkania i czy jest tam jakiś alkohol. Dwa najważniejsze pytania dzisiejszego dnia.
Nie wiele pamiętam z drogi do domu, jestem tylko pewna tego ze mało nie potraciłam jakiegoś chłopaka tylko dlatego ze miał taki sam kapelusz jaki widziałam u niego w szafie. Przeżył największe świnie zawsze się wywiną.
Ręce tak mi się trzęsą ze nie jestem w stanie trafić do dziurki. „Hej jeszcze chwila poczekaj z tym”. Moje kroki skierowałam od razu tam gdzie miałam nadzieje ujrzeć swoje wybawienie. Jest, wiedziałam ze coś zostało.
Po trzeciej szklance whisky, dochodzę do wniosku ze nie powinno się dla niego skończyć tylko na rozwodzie, powinnam mu dopiec jak najmocniej aby jak najdłużej o mnie pamiętał. Tak to dobra myśl, może zadzwonię do jakiegoś sławnego magazynu i opowiem o naszym życiu prywatnym, tak zdecydowanie to nadawałoby się na pierwszą stronę.
Łapie za butelkę i kieruje się w stronę sypialni, pociągając spory łyk zastanawiam się dlaczego zawsze tak narzekałam na smak i zapach tego trunku w sumie nie jest taka zła. Siadając na łóżku kończę z zawartością butelki, a w mojej głowie powstaje milion przeróżnych wizji w jaki sposób mogłabym się na nim odegrać i jaką minę by miał kiedy bym to zrobiła. Oczywiście wizje były jednym, dobrze wiedziałam ze nigdy nie pozwoliłabym na to ze cierpiałby prze zemnie, tak samo jak nie zrobiłam nic kiedy stało się tamto. Nie czekaj zrobiłam, pozastrzelałam ich w swojej głowie, o tak to był piękny widok. Ha ha głupia jestem i tyle.
Czyżby to kac już, coś strasznie stukocze mi w głowie. Nie czekaj, to nie to, ktoś puka. Dobre,, ktoś do mnie puka. Ciekawe jak to jest pukać, ale ile znaczeń ma to słowo, jedno lepsze od drugiego. Pukać. Coś, w coś, kogoś, w kogoś. Dobre. Heh wypada otworzyć jak ktoś puka, no wiecie drzwi lub co innego.
Hej, hej drzwi to nie w tamtą stronę, oj szafo wiem ze zabrałam ci wszystkie ciuch ale z tych mnie nie obedrzesz wiec mnie tak nie przyciągaj. Chwila,…. skupienie. Dobra, ruszamy. Prawa.. lewa,… prawa…
-Aaaałłaaaaa no pired*le. Ty głupia, stojąca tu bez żadnej konkretnej przyczyny szafko, jak mogłaś mi to zrobić, już nie jesteś moją ulubioną jak znów będę w stanie myśleć racjonalnie zajmę się tobą.
-Może ci pomóc?
-Co? Nie ja nie potrzebuje pomocy.. Zaraz.. Jak ty… co ty… WYNOCHA.
-Poczekaj ja chce tylko porozmawiać.
-Nie wynoś się natychmiast z mojego mieszczania.
-Nie daj mi wytłumaczyć. Kim ty jesteś pijana.
-Co…, nie,… jak możesz. A po czym to wnosisz?
-Po tym ze odkąd tu z tobą jestem jeszcze patrzysz na swoją szafkę jak byś chciała ją zamordować żywymi rękami a poza tym…
-Mam powody ku temu, chciała mnie pozbawić palca ale nie tak łatwo jej ze mną pójdzie. Ja jej już…
-A poza tym, jedzie od ciebie jak od największego pijaka i butelka stoi na twojej szafce, pusta.
-No brawo za spostrzegawczość, a teraz wynocha.
-Nie najpierw ty się wykąpiesz, później prześpisz a rano porozmawiamy.
-Zapomnij.
-Kochanie, nie jesteś w stanie mnie powstrzymać, jest kilka powodów ku temu ale najważniejszym faktem jest to ze ledwo trzymasz się na nogach. Mała było mi powiedzieć ze chcesz się napić z chęcią zrobił bym to z Tobą nie musiałabyś pić sama.
-Spadaj, nie będę z Tobą pić, nie pije sie z tym, przez kogo się pije. Rusz głową co to przecież jasne.
-Pijesz prze zemnie? Kim, kochanie, przecież ja..
-Zamknij się Bruno. Daj mi już spokój.
-Nie.
-Co?
-Słyszałaś nie dam ci spokoju. Idziemy się natychmiast myć i spać. Jutro wszystko ci wytłumaczę.
-Nie ma czego tłumaczyć, ale czekaj idziemy się myć ale czekaj idziemy się myc razem? Jak dwójka maluchów która została tak urządzona bo mamusia nie chciała moczyć się dwa razy?
-Hihi oczywiście ze tak.
Bruno pomógł mi przejść do łazienki, no dobra on mnie tam zaniósł. Posadził na kibelku i powoli szykował kąpiel.
-Hej a masz kaczuszkę, taką żółtą, i robiąca „pik pik”, no wiesz taką do kąpania?
-Dziś to ja będę twoją kaczuszką.
-Nie uśmiechaj się tak bo to po pierwsze nie ładnie, a po drugi zęby ci wylecą. No dobra u ciebie to ładnie, nawet ujdzie.
-Ujdzie tylko?
-Tak, i nie, nie będziesz moją kaczuszką.
-Nie będę? Czemu to niby nie mogę być twoją kaczuszką?
-Jak to czemu, to jasne, ty nie jesteś żółty.
-Co? Czekaj, chwila.
Co ja powiedziałam nie tak to jasne ze nie może zostać moją kaczuszką, proste, kaczuszki Są żółte i słodziakowe a on nie spełnia tych opcji, będzie się musiał jakoś z tym pogodzić. Trum trum bum bum tralalalalal….. Piękna melodia ale miałam się myć a nie tworzyć dzieła, tak zdecydowanie to byłby hit roku..
-Hej ty ‘nigdy nie będziesz kaczuszką i pogódź się z tym’ gdzie moja kąpiel?
-Już idę i jak to nie będę kaczuszką a to?
-Hej ale … to …. Nie…… przecież..….. Hahahahahhahahaha…..
-Nie wiem z czego się śmiejesz ale widzisz jestem żółty i jestem kaczuszką.
-Hahahahaha… stary to ze pomalowałeś się żółtą farbą nie znaczy ze jesteś w pełni kaczuszką. Umiesz kwakać?
-Jasne ze tak do tego jeszcze potrafię się ruszać jak kaczuszka. Chcesz zobaczyć?
-No ba.
Bruno cały wymalowany żółtą farbą zaczął chodzić w kółko po Łazience i kwakać. Jego ruch bardziej przypominały kurczaka ale nie narzekajmy, jest przeuroczy jako kaczuszka. Ale z drugiej strony czego to człowiek nie zrobi żeby się wykąpać z kobietą.
-Hahahha nie , przestań bo zaraz pęknę.
-No widzisz, już udowodniłem swoją kaczuszko watą naturę czy teraz możemy iść się kąpać?
-No, jasne ale musisz wyjść.
-Co? Jak to?
-No ja zawsze bałam się kaczek.
Chyba go zamurowało, no i dobrze mu tak, łatwiej mi było przynajmniej wypchnąć go z łazienki.
Kiedy po jakiejś godzinie wreszcie wyczołgałam się z łazienki humor dalej mi dopisywał. Bruna zastałam na kanapie wpatrywał się w ekran telewizora, jakimś cudem pozbył się swojej żółtej strony kaczuszkowatości.
-A gdzie moja kaczusia?
-Spadaj, swoją drogą dobrze ze nosisz takie duże koszulki, moja już się pewnie nie odpierze.
- Hihi ja ci nie kazałam się malować.
-Powtarzam jeszcze raz spadaj, kto to jest ‘Happysad’?
-Ktoś komu nie dorastasz do pięt.
-Co? Jak to?
-Bruno, wiem ze uważasz swoją twórczość za najlepszą na świecie ale…
-Wcale tak nie myślę ale plasuje się w pierwszej 10.
-10?
-No dobra 5.
-Właśnie, posuń się trochę, ale wracając, to nie jesteś najlepszym artystą w swoim fachu znam lepszych.
-Co? Proszę cie powiedz ze tak nie myślisz, ze to sprawka tej zdradzieckiej bestii alkoholu.
-Hihi jeśli ci to pomoże to jasne ze tak.
- Oni są aż tak dobrzy.
-kiedyś ci może pokaże. Bruno przestań się Wiercic głowa już i tak zaczyna mnie boleć.
-Przepraszam ale oni naprawdę lepiej brzmią niż ja?
-Bruno nie to ty jesteś najlepszy na całym świecie.
-To dlaczego nie masz jeszcze mojej koszulki?
-Bo nie kupiłam jej jeszcze a swoją drogą to jestem twoją żoną powinnam dostać za free.
-Dam ci jak tylko wrócimy do domu.
Moja głowa w końcu ułożyła się wygodnie na ramieniu Bruna, przestał się w końcu wiercić teraz pozostaje mi tylko zasnąć spokojnie. Już prawie odpływam kiedy Bruno nagle podnosi mnie i patrząc mi w oczy mówi:
-Ale Kim nie mówisz mi tego tylko dlatego ze chcesz żebym dał ci spać i się przymkną?
-Bruno idioto już prawie spałam.
-Och przepraszam ale chodźmy do sypialnia przynajmniej nie będę musiał cie przenosić.
-Bardzo zabawne, nie ważę znów tak dużo.
-Ale któż tu mówi o twojej wadze? Kładź się do łóżka kobieto zanim znów zmienisz zdanie.
Powoli wgramoliłam się do łóżka, posłusznie jak baranek weszłam pod kordełkę. Bruno położył Się obok i swoją ręka przyciągną mnie do siebie tak ze moja głowa jest teraz na jego klatce piersiowej. Mój organizm nawet przyćmiony alkoholem wie co to oznacza, serce zaczyna mi wariować, a myśli gubić w sumie to nic dziwnego w moim stanie ale to nie tylko dlatego. Nie jestem pewna mogło mi się wydawać ale serduszko Bruna też przyśpieszyło, aby po chwili wraz z moim spokojnie wracać do normalnego rytmu.
-Nie na pewno nie są lepsi od tego.
I zaczął śpiewać ‘talking to the moon. Nie wiem czy pamięta ze to moja ulubiona jego piosenka, pewnie nie, wybrał ją tylko dlatego ze jest odpowiedniego nastroju żeby uśpić a nie rozbudzić człowieka. Szkoda, ja bym pamiętała takie szczegóły.
-Kochanie wiem ze to twoja ulubiona piosenka ale mogę zaśpiewaćci coś innego?
O kurde blade pamiętał…. Omg… widzicie teraz mój uśmiech.. Widzicie go…
-Oczywiście.
- Jeszcze nie jest do końca opracowana ale chciałbym żebyś usłyszała nawet te fragmenty jako pierwsza.

I'll never be your mother's favorite
Your daddy can't even look me in the eye
Oooh if I was in their shoes, I'd be doing the same thing
Sayin' there goes my little girl
Walkin' with that troublesome guy

there'll be no sunlight
if I lose you, baby
There'll be no clear skies
if I lose you, baby
Just like the clouds
My eyes will do the same, if you walk away
Everyday, it will rain, rain, rain ...

Długo po tym jak skończył śpiewać, jak usną ja leżałam i myślałam o znaczeniu tej piosenki. Dopiero budzący się świat i nasilający ból głowy uświadomiły mnie ze jednak powinnam się przespać.
  • awatar Only Bruno: Śmiałam się przez 90% tego odcinka :D A czytając pierwsze osiem linijek myślałam, że wesoły to on nie będzie ;) Naprawdę świetny! ;*
  • awatar it will rain ♥: Mmm <3 Chcę taką kaczuszkę :D
  • awatar Young, wild girl ♥: oh , też bym chciała zeby Bruno był moją kaczuszką <3 :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
helo
jak nie trudno zauważyć po godzinach obecności mojej tutaj i ich częstotliwością, ze nadszedł sesji time, unfortunately, ale dochodzę do wniosku ze dawno czegoś nie napisałam, wiec może tak kolejny odcinek? co wy na to?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

OHH of course i be ciii for you
he is so adorable
 

 

-świat jest taaaaaaaaaaaki piękny!
- a co było na śniadanie?
- marihuana

nie powiem ze nie
ale czasami przydałoby sie takie właśnie śniadanie,
zeby świat był inny, łagodniejszy, lepszy,
choć raz, jeden raz...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
16.
Jest dokładnie trzecia w nocy.
A jego nie ma.
Sytuacja z Jessica wymknęła się z pod kontroli i Bruno wsadził ją do samochodu i odjechali. Do tej pory go nie ma, nie wiem czy jest z nią czy po prostu mu cos wypadło ale czuje się dziwnie oszukana, jak by fakt ze z nią odjechał znaczył ze jestem dla niego mało ważna ze te jego uśmiech, jego, hmmm.. Ta ostatnia noc.. Nie skończ.. To po prostu tylko ty sobie coś ubzdurałaś i tyle, dla niego to nic nie znaczyło, dla niego to było normalne i dla ciebie tez powinno być, dobrze wiesz jak była umowa. Jest trzecia pięć a ja jak głupia gadam sama do siebie. Trzeba to jakoś przerwać, oni się tam zabawiają a ja ja.. Nie skończ .. Po prostu skończ… ciekawe czy ma jeszcze te leki nasenne… Hmm. .pamiętam jak dziś dzień w którym je dostałam… pamiętam też doskonale sytuację po której musiałam je brać bo bez nich nie byłam w stanie normalnie funkcjonować… Hmm .. Zabawne jak to się w życiu układa.. Sytuacje pozornie podobne ale tak różne od siebie… tam była dziewczyna, wesoła radosna dziewczyna która miała najlepszą przyjaciółkę jaką tylko mogła mieć, mogła jej ufać mogła jej wszystko powiedzieć dosłownie wszystko i miała swojego rycerza, przystojny, kochany, uroczy, troskliwy i ….ciekawski. I miała najgorszą chwile swojego życia jaka nigdy nie przyszłaby jej do głowy.. Ciekawski rycerz i chcąca sprawdzić prawdziwość opowieści przyjaciółka trafili razem do łóżka, do jej łóżka…. Niby tak samo jednak kompletnie inaczej… bo tu jest dziewczyna.. Właśnie… jaka.. Tu… jest ….dziewczyna…. Jaki rycerz..
Co tak przeraźliwie brzęczy.. Ja nie mogę moja głowa.. Czy to się nigdy nie skończy… nagłe słychać było tylko jeszcze większy brzdęk i wszystko umilkło.. Matko co to było … w pokoju było zadziwiająco jasno.. Nie.. która to godzina… zaspałam…
-Wszystko w porządku? Jakoś marnie wyglądasz?
-Jest ok., kiepsko spałam i z tąd ból głowy ale zaraz coś wezmę i będzie dobrze.
-Bruno nie wrócił?
-Nie chyba coś go zatrzymało.. Przepraszam ci musze już iść.
-Do później?
-Chyba tak.
Chyba tak, chyba… oby dziś był mało ciężki dzień, żeby Kate w ogóle nie przyszła….
Wchodząc do biura czułam ze ten dzień nie będzie taki jaki chciałabym żeby był… nie wiem czemu ale wiedziałam ze dziś się coś wydarzy nie koniecznie coś dobrego. Szybko rozsiadłam się przy biurku i wzięłam do roboty byle tylko nie myśleć o tym, nie myśleć o nim nie stety jak wiadomo marnie mi szło.. Przeszkodził mi w tym fakt ze koło godziny 10 weszła i stanęła przed moim biurkiem jakaś postać odruchowo zapytałam w czym mogę pomóc.
-Przyszłam tylko żeby ci powiedzieć ze lepiej będzie dla ciebie jeśli do niczego między wami nie dojdzie.
Odruchowo podniosłam głowę, przede mną stała, nie kto inny niż Jessica.
-Nie rozumiem.
-Jasne ze rozumiesz, nie zbliżaj się do niego na tyle ile to będzie konieczne, nie kokietuj bo i tak nic nie zdziałasz.
-Nie wiem o co ci chodzi.
-Mam wyrazić się jasno to tak jeśli przeze ciebie go stracę to moja droga nigdy nie dojdziesz do siebie po tym co cie spotka.
-O czym ty do cholery mówisz.
-Jednak miał racje jesteś tylko blondynką, tobie trzeba wszystko tłumaczyć. Zrozum on jest mój i już na zawszę tak będzie.
-Co powiedziałaś?
-Męczy mnie ta rozmowa, Bruno mi wszystko powiedział o tym waszym niby ślubie i ja nie zamierzam z niego rezygnować tylko to chciałam ci powiedzieć. A i nie zdziw się jeśli nie będzie wracał na noc.
Byłam oniemiała. Nie wiedziałam co to wszystko ma znaczyć. Niczym się otrząsnęłam jej już nie było. Zrozumiałam jedynie fakt ze Bruno jej powiedział. Jak on mógł to zrobić. Jak mógł mi to zrobić.
Czułam jak łzy spływają mi po policzkach a ja nie mogę nic na to poradzić… z tego stanu wyrwał mnie telefon.. Dzwonił Bruno…
-Powiedziałeś jej?
-Co? A gdzie cześć kochanie jak mija ci dzień?
-Powiedziałeś jej tak czy nie?
W słuchawce przez chwilę nie było słychać nic prócz mojego dziwnego oddechu.. Po chwili do moich uszu doleciało ciche..
-Tak.. Musiałem, zrozum…
-Koniec z naszą umową, przyślę ci papiery.
Odłożyłam słuchawkę. Już drugi raz w życiu zostałam tak potraktowana a przecież tamten miał być ostatni.
  • awatar Only Bruno: Bożeeee, Boże!!! Ale się dzieje! Dobra, dobra, nie pośpieszam... Wiem, że jak się pośpiesza to się człowiek denerwuje ;] Ehhh... Kiedy następny??
  • awatar it will rain ♥: No nieźle :D Świetny :)
  • awatar Gość: błagam nastepny.... bo ja się wykończe z tym urywaniem w najlepszym momencie... :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

15.

Ten dzień nie należał do udanych, wszystko się zwaliło w jednym momencie. Moja niechęć do świata i wszystkiego na czym można się wyładować chociaż w jaki kol wiek sposób wzrosła do max. O czym świadczy mów monolog w samochodzie na temat kompetencji niektórych kierowców oczywiście wsparty odpowiednio partykułą wzmacniającą. Moją niechęć potęguje fakt ze ktoś do mnie dzwoni już któryś raz a ja nie mogę znaleźć tego przeklętego urządzenia w tej cholernej torebce w której zawsze się wszystko chowa i ukrywa jak by bało się ze kiedy je wyciągnę już tam nie wróci. No świetnie za późno. Ciekawe któż to się tak dobija.
Kurde jeszcze zakupy, po wczorajszym pewnie w lodówce został tylko karton mleka a i pewnie tego już nie ma. Kurde kurde. No nie czy ten człowiek nie mógł gorzej zaparkować przecież tu zmieściłoby się jeszcze miliom innych samochodów, a niech go szlak.
Znów telefon, kurde kto to w końcu. Jest. Wreszcie go mam.
Jessica. Jessica. Czego ona może chcieć. Kurde czy tylko mi to imię kojarzy się tak jednoznacznie.
-Halo?
-O, hej czyli jednak nie zmieniłaś numeru?
-No jak widać nie.
-No tak ale tak dawno dzwoniłaś, myślałam ze zgubiłaś telefon czy coś.
-Nie, zdarzyło mi się to tylko raz i dobrze wiesz w jakim stanie wtedy byłam.
-No tak pamiętam doskonale, wtedy to były czasy. Byłyśmy nierozłączne.
-Tak zgadza się a później ty niesiona wizją nierozłączne zrobiłaś… właśnie czego chcesz właściwie Jessica?
-Chciałabym porozmawiać z Tobą sama dobrze wiesz ze kiedyś miałyśmy milion tysięcy wspólnych tematów.
-Czy mogłabyś przejść do rzeczy?
-Ja naprawdę chce tylko pogadać. O tym co się teraz dzieje chciałabym ci poopowiadać. Wiesz ostatnio miałam wypadek, rozbiłam auto, jego auto i on jest teraz taki…
Wziąć jedno mleko czy dwa, wezmę dwa znając Bruna na pewno się nie zepsuje.
-Jessica posłuchaj mnie raz a dobrze nie interesuje mnie to jaki on jest to już mnie nie dotyczy i nie chce mieć żadnego udziału w tym wszystkim, nie wiem czy zapomniałaś ale przespałaś się z nim w dzień przed naszym ślubem, a przez to wszystko co się później stało ja straciłam jedyną osobę na której mi w tamtym momencie najbardziej zależało i to tylko przez ciebie i twoją nie pohamowaną żądze wiec bardzo cie proszę nie dzwoń nigdy więcej do mnie a najlepiej zapomnij o tym ze istnieję.
Bezszczelnababa, jak ona śmie dzwonić do mnie po tym, wszystkim, niech się udławi tym wszystkim co ma razem z nim.
Pani przy kasie chyba troszkę się zaniepokoiła bo patrzy na mnie spod oka. Spokojnie wdech i wydech właśnie o to chodzi. Wdech i wydech, wdech i wydech…
Nareszcie moja oaza, spokój, mój dom. Kurde kiedy właściwie zaczełam czuć się tu jak w domu, tak naprawdę nawet w swoim starym mieszkaniu nie czułam się tak jak tu a przecież mieszkam tu od niedawna, tak naprawdę, czułam się tylko tak przy jednej osobie i w jednym miejscy w którym myślałam ze będę już na zawsze. Jaki ten los jest poplątany.
-Hej pomogę ci.
-Dzieki, nie jestem pewna czy doniosłabym to na miejsce.
-Masz szczęście ze ja tu jestem.
-A tu się z tobą zgodzę, a gdzie wszyscy?
-Tak naprawdę sam nie wiem, przed chwilą wstałem.
-Spanie o dziwnych porach to chyba u was rodzinne.
-Haha my już chyba tak mamy tam gdzieś ustawione. Chcesz coś do picia.
-Och jeśli proponujesz i pozwalasz się wykorzystać to poproszę kawe, nawet nie zdążyłam wypić dziś.
-Ciężki dzień?.
-Nawet mniemasz pojęcia jak bardzo.
-No to masz szczęście ze Eryk akurat jest na posterunku idź na kanapę tam ci będzie wygodniej a kawa zaraz dotrze.
-Dzięki, jesteś najlepszy.
-Uważaj lepiej co mówisz bo jeszcze mi się wypsnie przy bracie.
Powlokłam się na kanapę, ledwo ułożyłam się wygodnie a Eryk był już z kawą. Kurde tym wstrząsem jaki wywołał siadając miałam wrażenie ze obudził we mnie jakąś bestie jeszcze troche by się układał a chyba bym go sama ułożyła i nie jestem pewna czy aby było mu wygodnie.
-Dzięki.
-och sory. Wiesz w sumie to dobrze ze tak się akurat ułożyło ze jesteśmy tylko we dwoje możemy spokojnie porozmawiać.
-Serio? A mamy o czym?
- No jasne ze mamy mojego brata jako główny temat, wiesz już dawno nie widziałem go tak szczęśliwego, on naprawdę za tobą szaleje na początku jak się dowiedziałem miałem wrażenie ze to za szybko ze nawet się jeszcze dobrze nie znacie ze pewnie jakiś głupi pomysł przyszedł jednemu z was do głowy i teraz nie możecie się wycofać ale szczerze przyznaje ze się myliłem.
-Właściwie to się nie..
Dryńńńńń. Dryńńń.
-Spodziewasz się kogoś?
-Nie a ty?
-Ja też nie, no dobra ja otworzę, ja krócej się układam.
-Bardzo śmieszne, hahaha.
O matko czy ja mało co się nie przyznałam do tego wszystkiego, dzięki o niebiosa za ten dzwonek, chociaż ten dzwonkowiec chyba bardzo się niepokoi.
Otwieramy drzwi i widzę przed sobą smukłą brunetkę, musi być modelką.
-Dzień dobry, w czy mogę pomóc?
-Jest Bruno?
-Nie obecnie nie.
-A mogę wiedzieć kiedy będzie muszę z nim pilnie porozmawiać.
-Niestety sami nie wiemy ale mogę coś przekazać
-W takim razie proszę mu powiedzieć ze byłą tu Jessica i jeśli tylko wróci niech od razu do mnie przyjedzie i modli się żeby plotki okazały się fałszywe.
-Przepraszam ale jakie plotki.
-Jakie plotki? Tyś chyba oszalała całe miasto świruje ze Bruno rzekomo ożenił się z jakąś psycholożką czy kimś takim to przecież niedorzeczne i do tego jej imię Kim przecież wiadomo ze miał słabość do tego imienia od kie..
Ma słabość do mojego imienia, o jakie to słodkie.
-Przepraszam ze się wtrącę ale kim Pani jest tak właściwie?
-Jak to kim jestem jestem jego dziewczyną i nie życzę sobie takich plotek.
-Hmm właściwie to nie są plotki, to ja jestem Kim i od jakiegoś czasu jestem żoną Bruna.
-Ty chyba żartujesz.
W tym momencie pod dom podjechał samochód Bruna i wysiadł z niego wyżej wymieniony z żoną Eryka i dzieciakami. Uśmiech Bruna ten śnieżnobiały, piękny uśmiech już mnie tak nie cieszył on sam jak tylko zobaczył Jessice przestał się uśmiechać chyba sytuacja zrobiła się poważna jeśli nie bardzo poważna.
-Bruno czy mógłbyś wyjaśnić nam ta sytuację bo chyba jest problem.
  • awatar Little miss perfect: @Only Bruno: nic się nie dzieje :) najważniejsze ze zaglądasz tutaj i czytasz to co namazgrole :)a liczy się tylko to ze ci się podoba :D poprawka ze wam wszystkim się podoba :D
  • awatar it will rain ♥: No, no. Nieźle :D
  • awatar Only Bruno: Kocham Twoje opowiadanie i zaliczam je do tych najlepszych! :d No i sorry, że tak jakoś nic nie komentuję, ale netu nie mam. Korzystam teraz z telefonu, a telefon nie jest dotykowy to męczarnie mam jak nie wiem. ;( i jeszcze tak wolno się ładuje... więc się cieszę, że przynajmniej same opowiadania mogę poczytć ;) i dla Ciebie postaram się kliknąć Lubie to jak mi się nie zatnie ;) x]
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Hej hej
wchodzę sobie właśnie w chwili czasu na pingera po dość dłuższym czasie i patrze a tu ponad 3 000 odwiedzin :O przeżyłam lekki szok ale teraz sądze ze trzeba was jakoś nagrodzić przecież nie na darmo odwiedzacie mojego minibloga.
przyjemnego czytania i dzięki Marsocholiczki za to ze jesteście
love you all.
xo xo

Little miss perfect.
 

 

14.
Gości zwykle gości się w salonie prawda? To dlaczego skoro Bruno zapowiedział mi gości ja nikogo nie widze nasz salon jest zupełnie pusty z pytającym wyrazem patrzę na Bruna, on chyba na początku nie zrozumiał o co mi chodzi jednak po chwili roześmiał się.
-Oj ty głuptasku jasne ze nie ma ich w salonie za nic by się tu nie zmieścili a poza tym ja nie przywykłem do goszczenia gości w domu szczególnie gdy na dworze jest taka ładna pogoda. Chodź.
Nie za bardzo wiedziałam o co mu chodzi i zdecydowanie nie byłam przygotowana na to co zobaczę Bruno prowadził mnie do ogrodu. Kiedy przechodziliśmy przez kuchnie usłyszałam śmiechy ludzi, w sumie to dobrze nie potrzeba im było gospodarzy żeby dobrze się bawić. Już prawie przechodziłam przez drzwi kiedy Bruno złapał mnie za ramiona od tyłu, nachylił się i szepną.
-Kim, przedstawiam ci chuliganów.
Nie byłam w stanie nic odpowiedzieć w ogrodzi była masa ludzi, kilka osób siedziało przy ogrodowym stole, dwóch chłopaków smażyło coś na grillu, wszędzie biegały jakieś dzieci za mniejszymi maluchami podążały jak się domyślam ich zatroskane jak i zachwycone pierwszymi krokami swych pociech matki, na huśtawce bujały się te wolne od małych pociech dziewczyny popijając coś w czerwonych kubeczkach. Trzech mężczyzn ustawiało miejsce pod ognisko, mogę się jedynie domyślać ze to na wieczór, gdzieś grało radio dopiero teraz doleciały do mnie dzięki muzyki przebijające się przez ten cały harmider.
-O są wreszcie.
-Gdzie wy byliście tyle czasu.
-Już myślałam ze cie Bruno porwali.
-Ty jesteś Kim prawda.
-Kochanie nie zaczepiaj cioci.
-Przyniosłeś nowe naczynia.
-Bruno, potrzebny nam jakiś węgiel.
Miliony pytań, zdań głosów i to wszystko naraz nie dało się tego opanować. Nie jestem w stanie sobie przypomnieć co działo się po kolei co działo się w ogóle, cały czas tylko oddawałam to brałam jakieś dzieci na ręce, nawet nie jestem sobie w stanie przypomnieć jak miały na imię, cały czas czegoś trzeba było przynieść donieść zaprowadzić ani chwili wytchnienia. Tylko przez krótką chwilę widziałam Bruna kiedy na moment spotkaliśmy się w kuchni kiedy to ja i on zawzięcie czegoś szukaliśmy albo odgrzewaliśmy butelki dla tych najmłodszych. Po wieczór wszystko ucichło dzieciaki padły na kanapie w salonie oczywiście każde dostało własny kocyk i mam nadzieję ze obudzą się dopiero za trzy dni nie to ze nie lubię dzieci ale czuje się totalnie wykończona. Dorośli zebrali się za to przy ognisku przy którym majstrowali teraz już wiem ze ten cały Phil, brat Bruna Erik i Jamero. Wszyscy są już zmęczeni nawet Bruno co wydaje się zupełnie niemożliwe ale widać po nim ze nie gra nie śpiewa już z taką werwą a i klimat piosenek złagodniał. Siedzę obok niego i przyglądam się jak przesuwa swoimi palcami po strunach gitary, kurcze zawsze chciałam się nauczyć grać na tym instrumencie ale nigdy nie było na to czasu. Wszyscy zgodnie z nim śpiewają niektórzy mający jeszcze tyle sił głośniej inni, sami sobie pod nosem. Mój wzrok zatrzymał się na kobiecie, która patrzyła prosto na mnie i nie odwróciła spojrzenia nawet kiedy się na nią popatrzyłam. Wydaje mi się ze to Urbana, albo jak jej tam, była dziewczyną Phila z tego co się dowiedziałam i miała z nim dwójkę dzieci, chyba mnie nie polubiła, a nawet nie chyba na pewno mnie nie polubiła. A wnoszę po tym ze jak spotkałam ją w kuchni, powiedziała wyraźnie i bez ogródek iż ona uważa ze wyszłam za Buna dla jego pieniędzy, ze lece na jego sławę i ona na pewno nie zostawi tego tak tylko w końcu przemówi mu do rozumu. No nic raczej nie zostaniemy przyjaciółkami, bywa.
-Kim, Bruno czy możemy u was przenocować?
-Jasne Erik wiesz ze mój dom to i twój dom.
-Dzięki stary jest już późno a nie chciałbym prowadzić po nocy a poza tym dzieciaki już za snęły.
-Nie ma problemu.
-Zaraz przygotuje wam sypialnie.
-Dzięki Kim jesteś anioł.
Mówiąc to Erik cmokną mnie w głowę na co ja wybuchłam śmiechem.
-Hej stary masz swoją żonę.
Bruno odepchną Erika, a ten czym prędzej chciał mu oddać wiec zaczęli się ganiać w około wszystkich, tak ze cała ich publiczność zanosiła się od śmiechu.
-Nie martw się przyzwyczaisz się, może się wydawać ze to dorośli faceci ale tak naprawdę to tylko duże dzieci.
Roześmiałam się tylko na te słowa a co innego mogłabym zrobić przecież i tak nie będzie mi dane przyzwyczajenie się do tego. Wchodząc do domu poczułam się strasznie zmęczona, w końcu był to dzień pełen wrażeń. Marzy mi się tylko ciepła kąpiel i spać. Przygotowanie pokoju zajęło mi co najmniej 20 minut tylko ze większość tego czasu przeleżałam na nie posłanym łóżku. W ogrodzi zostało już niewiele osób, część już na szczęście się ulotniła zostali tylko najwytrwalsi. Dalej siedzieli przy ognisku i śpiewali, jak widać wojna braci już się skończyła bo chłopaki siedzieli koło siebie i śpiewali jakąś piosenkę której nie było mi dane do tej pory poznać. Ale oni znali ją doskonale i nie przejmowali się tym która jest godzina, wiernie wyśpiewywali każdy wers z coraz większą werwą. Usiadłam po drugiej stronie Bruna, tylko to miejsce było wolne pewnie dlatego ze machał rękami gestykulując piosenkę i jej znaczenia. Kiedy już usiadłam Bruno popatrzył na mnie i uśmiechną się tak bardzo delikatnie, tak nawet nie uroczo nie to było coś innego ale dokładnie nie potrafię tego określić. Ale przez ten jeden głupi uśmiech poczułam ze jestem ważna ze jestem szczególna poczułam, nie kurde tylko nie to ja poczułam ze zaczyna mi zależeć a to nie wróży nic dobrego nie w tym przypadku.
-Kim?
-tak?
-Opowiedz nam coś o sobie, tak naprawdę to my nic o tobie nie wiemy.
-Nic dziwnego dopiero dziś się poznaliście.
-nie ma problemu tylko łatwiej mi będzie opowiadać kiedy będziecie zadawać mi jakieś pytania.
-Dobra to ja idę na pierwszy ogień, no to tak, czy Bruno ma no wiesz tak dużego jak zawsze mówi.
Chyba wyobrażacie sobie moja reakcje na to pytanie, na początku opadła mi szczęka jak można pytać o cos takiego a później uświadomiłam sobie ze to przecież Philip u niego wszystko jest możliwe. Pozostało mi tylko dorównać reszcie i śmiać się tak długo aż byłam w stanie. Kiedy w końcu jakoś się wszyscy uspokoili, zaczełam się zastanawiać co powinnam odpowiedzieć na to pytanie i nic kompletnie nie przychodziło mi do głowy, najgorsze było to ze wszyscy spodziewają się ze na to odpowiem. Popatrzyłam na Bruna on z zainteresowaniem tez oczekiwał mojej odpowiedzi, kurde kurde kurde.
-No wiesz Phil to jest raczej kwestia jak postrzegamy tą miarę ale moim zdaniem jemu niczego nie brakuje.
Jakbym miała okazję kiedykolwiek to sprawdzić.
-No dobra uznaję tą odpowiedź chodź nie satysfakcjonuje mnie ona ale kiedyś mi powiesz. Dobra wiec skąd jesteś?
-We see. Jestem z Polski to znaczy tam się urodziłam kiedy miałam jakieś 12 lat przeprowadziliśmy się do LA, gdzie teraz mieszka mój tato i siostry.
-Czemu się wyprowadziliście z Polski.
- Mój tato dostał ofertę pracy dużo lepszą niż ta którą miał tam wiec po prostu wyjechaliśmy.
-A twoja mama?
-Moja mama nie była zainteresowana wyjazdem do stanów, w ogóle była mało zainteresowana co się z nami stanie liczyło się tylko malowanie.
-Artystka?
-O tak przynajmniej ona tak twierdzi ale utrzymuje się z tego wiec to chyba prawda.
-Mówiłaś coś o siostrach.
-Tak mam cztery siostry, jedna lepsza od drugiej jak to bywa kiedy wyprowadzaliśmy się moja najstarsza siostra została z mamą, tak wybrała teraz ma już rodzinę dobrą prace wiec to był chyba dobry wybór. Późnie jest Kate, ona jak się dobrze orientuje jest teraz w krajach trzeciego świata i wraz z mężem niesie tam pomoc. Ostatnio zakładali jakąś fundacje czy coś. Następna jestem ja. Po mnie jest Gabrysia, ona mieszka w NY i studiuje na jakiejś uczelni prawo nigdy nie byłam w stanie jej zapamiętać a najmłodsza z nas mieszka z tatą i kończy liceum.
-Kurde to wesoło mieliście.
-Czasami tak a czasami jak to rodzeństwo jedno dogryzało drugiemu.
-Dogryzało to małe słowo.
-Ależ bracie ja bym ci nic złego nigdy nie zrobił.
-Pokazać blizny.
-Nie proszę daruj ten widok moim biednym oczom.
Bruno z Erikem jeszcze chwile tak ze sobą dyskutowali później zaczeli opowiadać jakąś historię z dzieciństwa gdzie to Malo co nie stracili życia. Przyznaje ze wcale ich nie słuchałam byłam tak strasznie padnięta nawet nie wiem kiedy moja głowa znalazła się na ramieniu Bruna, na szczęcie ten już nie gestykulował. Z odrętwienia wyrwał mnie głos mojej komórki. Kiedy wyciągnęłam ją z kieszeni okazało się z e dzwoni Kate.
-Przepraszam was na chwilę.
Wstałam z siedzenia z wielkim trudem gdyz moje ciało już zdrętwiało i udałam się w stronę domu.
-Hej co tam?
-Hej słuchaj zrobiłaś mi ten no ten cały dokument dotyczący sprawy Konda?
-Nie jestem pewna ale chyba nie, przecież miało to być na za dwa tygodnie.
-Wiem ale wszystko się przesunęło trzeba mi to na jutro.
-Na jurto?! Kate wiesz która jest godzina.
-Wiem ale dla cb to tylko godzinka góra dwie roboty.
-Kate nie dam rady zrobić ci tego na jutro.
-Jestem pewna za dasz, postaraj się przywieść mi to jeszcze przed 9. Dzięki.
-Kate.. Kate.. Szlag by cie trafił.
Nie miałam wyjścia musiałam jej to zrobić i zaczełam szukać swojego komputera gdzieś go tu dziś widziałam. No jasne chowałam go przed jakimś dzieckiem do muzyko-robie pokoju. Weszłam i zamknęłam za sobą drzwi, usadowiłam się wygodnie w fotelu i odpalamy komputerek. Nagle zdałam sobie sprawę ze to nie tu zostawiłam komputer wcześnie ja położyłam go na szafce wysoko a teraz leżał na biurku, ale to mi się tylko zdaje. Już sama Niewinem.
Zajęło mi to ponad godzinę wiec gdy skończyłam było trochę po czwartej, chciałam się już tylko położyć jednak coś mnie przed tym powstrzymywało. A dokładnie to ze śpi dziś u nas brat Bruna, prawda, i on może wstać wcześnie, prawda, i na przykład nie będzie mógł czegoś znaleźć i przyjdzie do sypialnie Bruna, nie, a tam co sam Bruno, coś tu było by ie tak. Niby takie oczywiste ale uświadomienie sobie tego ze muszę dziś spac razem z nim przyszła mi z wielkim trudem. A wyglądało to mniej więcej tak:
„Siedzę sobie i piszę piszę gdy nagle ktoś puka do drzwi, otwierają się i widze Bruna i takie tam.. Ze nie chce mi przeszkadzać ze wszyscy już poszli, ze on tez idzie już spać i właśnie z tym przyszedł. Moja pierwsza myśl to ok. ale przecież tak ci nie poczytam, ale później było takie wtf po co mi to mówisz. Chyba wyczytał cos z mojego wyrazu twarzy bo powiedział ze on idzie spac i ze jego strona jest prawa i lewa jest cała do mojej dyspozycji i żebym się nic nie krępowałam. To ja miałam jeszcze większe wtf jaka prawa i lewa o co chodzi a Bruno na to ze strony łóżka, ze moja będzie lewa i ma nadzieje ze nie będzie mi to przeszkadzać, to ja na to ze ok. ale ja mam obie strony dla siebie ja mam całe łóżko. Myślałam ze robi sobie ze mnie jakieś żarty już nawet miałam się roześmiać kiedy on powiedział ze nocuje u nas przecież jego brat i nie możemy spać osobno. A mnie zatkało. No fakt. Nie pomyślałam o tym wcześniej, siedziałam z otwartą buzią a Bruno tylko mi się przyglądał, zdołałam wyksztusić tylko marne ok. po czym Bruno wyszedł a siedziałam jakieś 20 minut i nie mogłam pojąć jak ja to przegapiłam.”
A teraz zastanawiam się czy wytrzymam do tej dziewiątej, ale nie wydaje mi się to możliwe zważając ze usypiam na siedząco. Wiec postanowiłam wziąć prysznic może on mnie trochę obudzi, ale niestety zdarzyło się zupełnie odwrotnie wcale mnie nie obudził jeszcze bardziej mnie uśpił jeśli była taka możliwość, moje mięśnie poczuły się tak rozluźnione ze nawet nie byłam w stanie stać n nogach. Nie mam wyjścia musze się położyć.
Wchodząc starałam się zrobić to jak najciszej co jak zwykle zakończyło się wielkim hukiem przynajmniej dla mnie w tej chwili. Ale na szczęście nawet się nie poruszył. Obeszłam łóżko dookoła i powoli leciutko podnosiłam pościel, nawet na niego nie patrzyłam bałam się ze to go obudzi a nie wiem nawet dlaczego tak bardzo nie chciałam żeby się obudził. Położyłam się, przykryłam ale coś było nie tak nie mogłam zasnąć wiec pomalutku powolutku zaczełam się odwracać na drugi bok. Robiłam to jak najwolniej się dało, żeby tylko go nie zbudzić. Kiedy już się obróciłam otworzyła oczy i mało co nie pisnęłam. Kilka centymetrów od mojej twarzy znajdowała się jego buźka, mogłabym policzyć jego wszystkie piegi gdyby tylko takie miał. Spał spokojnie jak by czuł się tu bardzo bezpieczny wyglądał przy tym jak mały chłopiec który właśnie powiedział swojej dużo starszej koleżance ze strasznie ją kocha, jest taki odważny a przy tym taki nieśmiały, taki uroczy a przy tym taki drański, taki kochany ale jednocześnie wyczuwa się w nim coś takiego co budzi pewny niepokój. Taki mały chłopiec. Widać ze Bruno brał prysznic w jego loczkach ukryte są jeszcze małe kropelki wody które nie spadły jeszcze na poduszkę. Jak zdążyłam zaobserwować nie uznaje on piżam, wiec mogłam podziwiać cały jego tors, umięśnioną klatkę piersiową i cos na kształt mięśni brzucha jeszcze niedopracowanych. I nagle doszło mojej uwadze to ze wcale nie chce mi się już spać, ze mogłabym tak leżeć koło niego, wdychać jego zapach i cieszyć się tym ze jest tu ze mną, ze leże koło niego. Podziwiałam jego równe rysy twarzy, jego śliczne usta, mały nosek. Nie jestem w stanie określić tego ile czasu tak przeleżałam tylko się w niego wpatrując, jednak w pewnym momencie Bruno jakby się przebudził, popatrzył na mnie i lekko się uśmiechną. Po czym znów zamkną oczy. Myślałam ze serce mi wyskoczy, dosłownie. Jednak tego nie było na tyle. Kiedy zrozumiałam co robi było już za późno. Włożył jedną rękę pod moja głowę a drugą złapał mnie za rękę i pociągną. Znalazłam się zaraz obok niego, jedną rękę miałam na jego torsie, Bruno trzymał mnie za nią jak by bał się ze zaraz ucieknę, nie powiem może właśnie to powinnam zrobić, drugą podłożył mi pod głowę tak ze jego palce muskały mój kark a ja musiałam oprzeć swoją głowę na jego ramieniu i moje czoło dotykało jego szyi. Chyba nie wiedział co robi bo pocałował mnie w czubek głowy i westchną. Byłam całą sztywna, kiedy w końcu mójpuls powrócił do normalnego biegu nieco się rozluźniłam ale nie było mowy o tym żebym się od niego odsunęła cały czas mocno mnie trzymał. Musiałam zobaczyć czy śpi, podniosłam lekko głowę i napotkałam jego spojrzenie. Patrzył na mnie tymi swoimi oczętami, jak gdyby zaraz miał mnie przeszyć na wylot. Mój puls znów podskoczył wydawało Mie się ze zaraz oszaleje jeśli to się nie skończy a jednoczenie tak bardzo nie chciałam żeby to się kończyło.
-Nareszcie.
Nie bardzo zrozumiałam co chciał mi powiedzieć przez to ale nie zdążyłam go o to zapytać bo znów dał mi buziaka i zamkną oczy jak gdyby nigdy nic. Po chwili już głęboko spał to było słychać. A ja, ja nie byłam w stanie myśleć ani spokojnie ani racjonalnie i powoli tez zasypiałam wsłuchana w jego oddech. Ostatnią moją myślą było to ze jak wygodne i bezpieczne SA ramiona chłopaka.

Coś mi chyba chodzi po głowie, dosłownie, ale nie jestem pewna co to takiego może być, nawet nie chce mi się podnieść ręki żeby to zrzucić, oby to nie był tylko żaden pająk. Nie nie wydaje mi się. Kurcze moja poduszka chyba się rusza, jej przecież Az tyle wczoraj nie wypiłam, wczoraj… , wczoraj i nagle wszystko mi się przypomniało Az nie mogłam w to uwierzyć, to nie mogło się zdarzyć.
-Dzień dobry kochanie.
Nie nie możliwe, powoli podnosiłam głowę żeby się się jeszcze upewnić ze to na pewno to co myślę, kontem oka widziałam już uśmiechającego się Bruna kiedy mój wzrok zatrzymał się na zegarku, była 8.38. Fuck już jestem spóźniona. Chciałam czym prędzej wstać ale nie mogłam się ruszyć bo on dalej tak mocno mnie trzymał.
-Bruno puść mnie musze wstać.
-Czemu?
-Bruno jestem spóźniona.
Nie wiem czy moje słowa zy jego ton lub skala przekonały go w końcu do tego żeby mnie puścić. Czym prędzej wyskoczyłam z łóżka i zaczełam się ubierać, całe szczęście naszykowałam sobie wczoraj ubranie żebym mogła trochę dłużej pospać. Podczas całej tej szarpaniny z ubraniami nie zauważyłam ze Bruno cały czas mnie obserwuje nie uśmiechając się przy tym tylko bacznie śledził każdy mój krok. Kiedy już byłam ze się tak wyrażę gotowa usłyszałam śmiech dziecka.
-Wstali?
-Jakieś pół godziny temu.
-Kurde dlaczego mnie nie obudziłeś?
- Nie wiedziałem ze się gdzieś wybierasz a właśnie gdzie się wybierasz?
-Musze zawieść Kate dokumenty do jakiejś sprawy.
-Tak wcześnie?
-Tak, dzień dobry i do zobaczenia.
Mówiąc to cmoknęłam go w czoło, na co Bruno uśmiechną się tak jak by został obdarowany jakimś wielkim skarbem jakbym mogła na pewno rozważyłabym to pod każdym kontem ale teraz pofrunęłam tylko do drzwi.
-Bruno wstawaj nie chce żeby poczuli się jakoś zaniedbani.
-Proszę cie oni SA tu jak w domu.
-Bruno.
Ostatnie spojrzenie i już jestem na schodach, przeskakuje po trzy i wpadam po komputer. Jeszcze tylko buty i mogę iść.
-Wychodzisz?
-Tak musze niestety, szefowa wzywa. Ale Bruno zaraz wstanie wszystko wam pokaże.
-Bruno o tej porze, przecież dla niego to środek nocy.
-Hej przestań, na pewno jakoś wszystko znajdziemy.
-Mam nadzieje ale bierzcie co chcecie.
-Tego darmozjada z góry tez?
-Hehe nie jego raczej zostawicie a poza tym pewnie i tak nie wystarczyło by wam jedzenia żeby go wykarmić.
-A co prawda to prawda. A widzimy się jeszcze dziś?
-Nie wiem sama ale mam nadzieje ze tak.
-A co tu mnie obgadujecie?
-No proszę wstał gdzie to napisać.
-Dzięki, no dobrze to ja spadam , mam nadzieje ze do zobaczenia.
-Pa.
Wypadłam z domu jak z procy, doleciałam do samochodu i zabrałam się za szukanie kluczy w torebce, ale nigdzie ich nie było, zdążyłam już wysypać całą zawartość na chodnik kiedy przypomniało mi Się ze zostawiałam je na stoliku w przedpokoju. Wiec czym prędzej pobiegłam z powrotem. Wszyscy na mój widok wybuchli śmiechem, przy stoliku stał Bruno z kluczami w ręku.
-Zastanawialiśmy się właśnie ile zajmie ci uświadomienie sobie ze je zostawiłaś.
-Dzięki ze je znalazłeś.
Cmoknęłam go w policzek jeszcze raz powiedziałam pa i już byłam przy drzwiach.
-Zawsze do usług.

__________________________________________________


Wesołych Świąt! Szczęśliwego Nowego Roku! Niech tegoroczne Święta przyniosą Wam wiele radości, uśmiechu, miłości najbliższych. Niech spełnią się wszystkie Wasze marzenia a Nowy Rok niech będzie dla Was najszczęśliwszym rokiem pod słońcem!
Wszystkiego najlepszego!

Little miss perfect.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Hello my ladies.
Piszę bo bardzo mi przykro ze moja wena mnie opuściła już jakiś czas temu i nie jestem w stanie napisać nic coby jako tako dało się zaakceptować ale postaram się sprawić zeby do mnie wróciła i to jak najszybciej, zaczynając od teraz.
I tu mam malutką prośbę do was Marsoholiczki, a mianowicie jeśli możecie napiszcie mi wasze ulubione piosenki, takie do których zawsze chcecie wracać, takie które potrafią juz od pierwszych dźwięków nastroić i przywołać fantastyczne wspomnienia. Proszę, proszę.
hmm.. A teraz ja udaję się na kurację dźwiękową z moją playlistą, tylko niestety zważając na mój stan ducha wydaje mi się ze nie będzie to wystarczające, stąd też moja prośba do was.

WENO come back right now!!

Little miss perfect.
  • awatar peasant please I'm fabulouis ◡‿◡✿: Ja niestety z piosenkami Ci nie pomogę, bo takie piosenki to większości Bruna są :P I mam nadzieję, że wena wróci jak najszybciej :)
  • awatar it will rain ♥: Ja mam tak z Rihanna - Man down. Piosenka średnia, ale kojarzy mi się z wakacjami :) No i jeszcze Count On Me od naszego Bruna :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
13. Trzasnełam drzwiami jak najmocniej, myślałam ze to mi pomoże ze da upust całej mojej złości, ale niestety tak się nie stało, było tylko gorzej. Jak on mógł podejrzewać mnie o coś takiego, jak mógł myśleć ze zrobiłabym coś takiego żeby zaszkodzić jemu i jego karierze. Jak mógł chodź by przez chwilę, pomyśleć ze mam romans, ba jaki romans przecież ja nie jestem teraz nawet w związku, tylko przez wybryk podczas pijanej nocy musze teraz mieszkać i żyć z kimś, kto mnie nawet nie zna. Jej, to wszystko jest moja wina, gdyby nie ja nigdy byśmy się nie pobrali i teraz każdy robił by to co chciałby robić.
-Kim, proszę porozmawiaj ze mną.
To Peter płukał do mojej sypialni, nie mogłabym mu teraz spojrzeć w oczy, wiem zachowuje się jak typowa nastolatka, ale nic na to nie poradzę, wiem tez ze to moja wina i pewnie dlatego Nie mam odwagi do niego wyjść i z nim porozmawiać, chociaż bardzo bym chciała mu wszystko wytłumaczyć, za wszystko przeprosić, ustalić jeszcze raz co naprawdę było by najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji, bo jak widać to się całkiem nie sprawdza, dwoje ludzi w naszej sytuacji powinno sobie ufać, powinno mieć tę pewność ze jedno nie zrobi nic złego dla drugiego, ale widać nie opanowaliśmy jeszcze tego.
-Peter, zostaw mnie.
-Porozmawiajmy, proszę.
-Nie, już dziś nie mam ochoty więcej rozmawiać, idź spać Peter na pewno jesteś zmęczony.
-ale Kim..
-Idź Bruno.
Nie ma to jak rozmowa przez drzwi, jestem głupia ze nie potrafi z nim teraz rozmawiać, wiem, i wiem też ze tracę teraz okazje na naprawdę szczerą rozmowę, ale nic na to nie poradzę, nie potrafię schować swojej dumy tak po prostu do kieszeni. Od zawsze taka była i nigdy nikomu nie udało się tego zmienić i pewnie już zostanę taką dumną głupią osobą, która nie potrafi przyznać ze się pomyliła. Zgasiłam światło, nawet nie zarejestrowałam tego ze je zapaliłam, ale coż bywa.
Chwyciłam koc i zwinęłam się na parapecie pod oknem, pamiętam jak byłam mała uwielbiałam siadać na parapecie i oglądać księżyc, dziś była pełnia może dlatego jestem taka nerwowa, zawsze mój tata tak to wszystkim tłumaczył, ze podczas gdzy zbliża się pełnia, Kim zamienia się w zrzędzącą bestie, kurcze jak ja za nimi tęsknie, tęsknię za wszystkim co musiałam zostawić, no prawie, nie tęsknie za powodem dlaczego musiałam to zrobić. Mogłabym w sumie do nich zadzwonić, nie, nie mogłabym, od razu by mnie wyczuli i kazali jak najprędzej wracać, a poza tym to inna strefa czasowa i nie przywykli do moich telefonów o takiej porze, w ogóle do nich nie przywykli, co tu dużo mówić.
Nie wiem kiedy to się stało, ale nagle zobaczyłam wstające się słońce, od razu chwyciłam za telefon, było chwilę przed 6, cóż o tej już chyba można zacząć opuszczać domy. Szybko się przebrałam, łapałam tylko to co mi podleciało pod rękę, wiec prezentuję się strasznie ale jakoś mi dziś to nie przeszkadza i tak nie mam zamiaru iść dziś do pracy, po tym wszystkim należy mi się wolny dzień, złapałam za telefon i wystukałam sms do Kate, mam nadzieję ze nie będzie zła. Kiedy zebrałam wszystko co było mi niezbędne ruszyłam do drzwi, mam nadzieję ze Bruno śpi głębokim snem, ze się tak wyrażę. Kiedy uchyliłam drzwi zamarłam, Bruno siedział zaraz koło moich drzwi, już miałam znów je zamykać kiedy zorientowałam się ze biedak śpi, musiał tu być całą noc, kurcze co ja narobiłam. Jestem straszna, ale jeszcze nie mogę z nim porozmawiać, muszę najpierw sama to sobie poukładać, a na razie wszystko jest nie tak w mojej głowie, wiec wróciłam się tylko po koc i najdelikatniej jak mogłam go okryłam, nawet się nie poruszył spał tak słodko, musiał być strasznie zmęczony. Patrzyłam na niego tak dobre 10 minut, kiedy się w końcu opamiętałam ruszyłam do wyjścia, po drodzę zabierając jeszcze kluczyki i następny przystanek moja wyspa.
Jest całkiem ładny dzień, przyjemny wiaterek wieje leciutko, słońce świeci i wszystko było by w jak najlepszym porządku, gdyby nie to, ze czuje się tak okropnie winna. Peter zostawił mi już chyba miliard wiadomości, a z każdą z nich moje serce coraz bardziej pękało, jego głos był coraz to coraz smutniejszy, powiedział ze zostanie w domu i będzie na mnie czekał, ze strasznie mnie przeprasza i ze prosi żebym wróciła. Wokoło mnie widzę dachy wszystkich budynków, widzę panoramę miasta, jestem na mojej wyspie, na najwyższym budynku w Londynie, jestem w miejscu gdzie zawsze odzyskiwałam spokój, a teraz siedzę tu od kilku godzin i jestem nie bliżej wyjścia niż te kilka godzin temu. Zupełnie nie wiem co zrobić, nie mogę pojechać do niego w takim stanie.
Nagle usłyszałam swój telefon, znowu, oby tylko to nie był on, patrzę na wyświetlacz a tam, nie to nie możliwe.
-Tato, czy coś się stało?
-Też się cieszę ze cie słyszę dziecinko, nie nic się nie stało po prostu dawno nie dzwoniłaś i postanowiłem ze ja to zrobię.
-Wiem, wiem, przykro mi byłam bardzo zajęta, ale tak właściwie to chciałam zadzwonić wczoraj, ale pewnie i tak nikt by nie odebrał, pora nie była właściwa.
-Kim co się dzieje?
-Nic ,tato nic ,naprawdę.
-Kochanie, znam ciebie nie od dziś i wiem kiedy coś się dzieje, powiedz co cie trapi staremu ojcu.
-Staremu ojcu, to już nie jesteś w kwiecie wieku.
-Oj, nie czepiaj się każdy kwiat musi w końcu przekwitnąć.
-Haha ,dobre zapamiętam to sobie.
-Kim ,ja nie odpuszczę. Powiedz co się dzieje?
-jak to co, życie tato, widać nie urodziłam się pod jakąś szczęśliwą gwiazdą, czy co, bo nie układa mi się tato to co powinno być takie proste. Nigdy mi się to nie układało i tak już pewnie zostanie.
-Kim, przecież wież ze miłość nigdy nie jest prosta.
-Skąd wiesz ze akurat o to chodzi.
-Kim skarbie, znam ci nazbyt dobrze i wiem ze nic nie załamuje cię bardziej niż kryzys w miłości, od zawsze miałaś z tym problem, a my staraliśmy ci się w tym pomóc i nadal staramy, Kim nie możesz brać każdego niepowodzenia do siebie, nie jesteś winna wszystkiemu co złe.
-Ale w tym przypadku to wszystko moja wina, to ja wszystko spaprałam.
-Niemożliwe, jeżeli jesteś w związku z drugą osobą to ta osoba ponosi tyle samo odpowiedzialności co ty, ona czuje to samo i dąży do tego samego co ty w waszym związku, tylko musisz to dostrzec kochanie, musisz dostrzec tą drugą osobę tak naprawdę Kim, musisz się przed nim otworzyć jeśli naprawdę chcesz z nim być.
-Ale ja nie mogę nie po tym co wczoraj zrobił.
-Co się stało?
-Tato on mi zarzucił ze go zdradzam, rozumiesz, ze ja go zdradzam, ze ja mam kochanka i planuje zniszczyć mu życie, jak bym nie wiedziała co to znaczy i co takie coś może uczynić człowiekowi.
-Kochanie nie masz się co złościć, może on o tym nie wie, może mu tego nie powiedziałaś, może nie dałaś po sobie poznać jak naprawdę ci na nim zależy może, może nie opowiedziałaś mu wszystkiego.
-Ale ja nie mogę mu powiedzieć TEGO tato, to by oznaczało ze sama muszę do tego wrócić, a to tak strasznie boli, to wciąż boli.
-Wiem kochanie i na pewno będzie boleć jeszcze długi czas, ale nie możesz przez to stracić kogoś na kim ci zależy, nie warto tego zrobić, wiesz dobrze ze on poukładał sobie Zycie, teraz pora na to żeby pokazać mu ze ty też możesz to zrobić.
-Tato nie mów tak, wiesz ze nie mogłabym zrobić Czagos ze swoim życiem tylko po to żeby zrobić mu na złość to nie ja i dobrze o tym wiesz a poza tym mówiąc, ze poukładał sobie życie, nie pomagasz, tato nie pomagasz.
- Hihi Wiem, ale jestem z ciebie dumny ze jesteś taką rozsądną dużą dziewczynką. Ale jeśli cie to pocieszy to mogę ci zdradzić, ze porozbijała mu cała kolekcję samochodów, teraz nie ma się już czym chwalić.
-Dzięki tato, naprawdę dzięki od razu mi lepiej.
-Widzisz zawsze wiedziałem jak cie podnieść na duchu.
-To akurat prawda.
-Dobrze Kim, musze kończyć, wiesz obowiązki wzywają.
-Tak wiem, idź pracuj, zarób trochę grosza dla rodziny.
-Haha, bardzo zabawne dziecinko, bardzo, ale widać nie zapomniałaś jak żartować w tym twoim świecie.
-Tego nigdy się nie zapomina, a poza tym ja mam to we krwi i musieli by mi ją całą zabrać żebym pozbyła się rodzinnego dowcipu.
-Właśnie rodzinny dowcip i nigdy się tego nie wyzbywaj to odróżnia nas od ludzi normalnych, pamiętaj o tym jak przybędą nasi, po tym nas poznają.
-Haha och tato ty świrusku jeden ale nic zmykaj bo grosze już uciekają.
-Hihi trzymaj się Kim i pamiętaj, tu zawszę jest twój dom i zawszę możesz tu wrócić. A i Kim nie bój się miłości, nie ma czego. Kocham i tęsknie.
No i rozłączył się, jak zawsze na koniec pozostawiając mnie w stanie kompletnego szoku. Jak to ze niby ja boje się miłości, co on to plecie, przecież to nie możliwe, przecież zawsze byłam otwarta, zawsze chciałam kochać tak jak to opisują w tych wszelakich książkach, zawsze robiłam wszystko żeby się zakochać. Ale czy na pewno. Wszystko zmieniło się w to głupie lato, ale czy mogło by mnie to zmienić Az w takim stopniu, ja nie chce się bać miłości ,chcę wyjść jej naprzeciw, chce żeby do mnie przyszła. A jeżeli w tym wszystkim chodzi o mój strach, jeżeli siedzę tu tylko dlatego ze boje się tego ze on tez może mnie zranić, przecież nie dowiem się tego jeśli będę tu siedzieć ,co jeśli on dostarczy mi tych wspaniałych chwil, które będę wspominać z uśmiechem na ustach, co jeśli on pomoże mi o tym wszystkim zapomnieć, przezwyciężyć moje strachy.
Rozmyślając tak zbiegałam ze schodów, a kiedy wsiadłam do samochodu wystukałam tylko „Przepraszam, zaraz będę.”
Mam nadzieje ze zastanę go w domu, mam nadzieje ze mi wybaczy to ze byłam taka. Jechałam strasznie szybko, jak by mnie teraz złapali spokojnie wydałabym majątek na mandat, ale nie obchodziło mnie to w tej chwili, chciałam go tylko zobaczyć, chciałam tylko… Zajeżdżając na podjazd widziałam ze stoi w drzwiach, czekał na mnie, czym prędzej wysiadłam i podeszłam, niee ja nie podeszłam do niego, ja podbiegłam do niego. Stał przede mną smutny, zmartwiony, był taki nie swój. Widać ze się przebrał, miał świeżo wyprasowaną koszule i pachniał tak łądnie ale jego oczy jego oczy mówiły wszystko ale to mi akurat nie pomagało zacząć.
-Peter ja..
-Nie poczekaj, mamy gości.
Gości co, jakich gości, ale chrzanić gości, ja musze z nim porozmawiać. Wychyliłam się i zobaczyłam ponad jego ramieniem pustą kuchnie i jadalnie, tak wiec pewnie SA w salonie i nas nie widza i nie słyszą.
-Bruno, nie poczekaj.
Złapałam go za rękę gdyż już chciał wchodzić, popatrzył na mnie, chyba był w lekkim szoku, a co mi tam niech sobie ci cali goście myślą co chcą, ja muszę to załatwić.
-Bruno, ja cie strasznie przepraszam za to ze tak zareagowałam, ale kiedy mnie oskarżyłeś, o to ze cie zdradzam, nie wytrzymałam, najgorsze chwile mojego życie znów do mnie wróciły i nie mogłam się z tym pogodzić, jak możesz obwiniać mnie o coś takiego, o coś czego nigdy bym nie zrobiła, wiem ze to mnie nie tłumaczy, ale naprawdę bardzo cie przepraszam i mam nadzieje ze mi to wybaczysz.
Nie mogłam znieść jego świdrujących mnie oczu, dlatego żeby się od nich uwolnić podeszłam do niego i obiełam go. Moje serce bilo jak oszalałe, to nie było przez jego oczy, zrobiłam to dlatego ze chciałam to zrobić i teraz dopiero to zrozumiałam. Bruno stał przez chwile jak słup soli, mogę się jedynie domyślać ze go zatkało, ale po chwili i on Obią mnie i tak mocno przytulił. Przez chwilę czułam się jak mała dziewczynka, ukryta w swoim świecie której nic nie grozi
-Przepraszam.
Szepnęłam jeszcze raz, żeby mieć pewność ze na pewno mnie usłyszał. On w odpowiedzi mocniej mnie przytulił, na co oboje zaczęliśmy chichotać.
-Tak się cieszę ze jesteś, jeszcze chwila a wywaliłbym tych naszych gości na bruk.
-A właśnie kto to jest?
-Zaraz się dowiesz, najpierw chce cie strasznie przeprosić ,za to co wczoraj mówiłem, ja naprawdę tak nie myślałem, to po prostu tak poszło najpierw jedna głupia myśl a później to już nie dało się wrócić. Naprawdę nie chciałem zarzucać ci tego romansu, nie uwierzyłbym ze zrobiłabyś coś takiego, ty nie jesteś taką osobą, tylko niestety za późno sobie to uświadomiłem. Strasznie cie przepraszam.
-Nic się nie stało, no stało się ale to już nie ważne, najważniejsze ze już sobie wszystko wyjaśniliśmy i już będzie ok. prawda?
-Jak najbardziej, ale wiesz co.
-co?
-Naszą pierwszą małżeńską Kutnie uznaje oficjalnie za zakończoną, mam nadzieje ze nie masz mi tego za złe.
-O nie, jak najbardziej jestem za, no a teraz przydało by się iść do tych gości co?
-No tak ale ja już się więcej nie uśmiecham, bo od tego sztucznego uśmiechu strasznie bolą mnie policzki.
-Och ty biedaku, w takim razie oficjalnie zwalniam cie z tego obowiązku.
-Wybawicielko ty moja, jak mam ci dziękować?
-Tak myślę ze na razie to możesz mnie puścić i idziemy do nich, a na później to coś wymyślę.
-Przyznaję pierwsza część średnio mi się podobała, ale jak usłyszałem druga to jestem w stanie spełnić pierwszą, nawet i więcej niż pierwszą.
-Idziemy?
-Tak.
-Peter?
-Tak?
- Puścisz mnie, czy zamierzasz tak tam wejść?
Bruno w końcu wypuścił mnie ze swojego uścisku, nie chętnie ale zrobił to, sama nie wiem czemu go o to prosiłam, gdyż mogłabym zostać tak forever. No cóż. Cały czas na mojej twarzy znajdował się jeden wielki banan, a gdy spojrzałam na Bruna, zgadza się, on też go miał. Złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę salonu, zobaczyć kogóż to gościmy.

___________________

a teraz czy ktoś może mi powiedzieć gdzie jest ten cholerny śnieg? ja chce ŚNIEG
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
helo helo
jak mija sobota drogim Marsoholiczkom bo mi znakomicie, właśnie skończyłam odcinek i strasznie się z tego powodu ciesze, nie wiem czemu ale tak jest, nie jest on może najlepszy ale jest ok, przynajmniej dla mnie, niestety dodam go dopiero jutro wieczorem, ale ważne ze już jest mniej ważnie ze zobaczycie go dopiero jutro. wybaczcie mi to.
happy happy
a i dziękuję za to ze w ogóle czytacie i za te wasze wszystkie komentarze gdyby nie one na pewno zostawiłabym to już dawno temu.. i love you all
Little miss perfect.
  • awatar peasant please I'm fabulouis ◡‿◡✿: Czemu dopiero dziś wieczorem? Jesteś zUaa :D
  • awatar LMP: mi dzień mijał w strasznym humorze, na szczęście już mi lepiej, a skoro jutro wstawisz nowy odcinek to już w ogóle mi się nastrój poprawił :) Czekam z niecierpliwością na odcinek :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
12.
W salonie stał pięknie nakryty stół, ze świecami szampanem a po jednej stronie siedział on, Peter ubrany w czarny garnitur. W całym salonie można było dostrzec pogaszona, rozstawione wszędzie świece, musiało tu być pięknie kiedy się paliły, nie wierze ze zrobił to tylko dla mnie.
-Myślałem ze zjemy razem kolacje ale widocznie miałaś ważniejsze sprawy niż powrót do męża.
Mam nadzieje ze Ne będzie ci przeszkadzało to ze posprzątam to jutro dziś nie mam jakoś głowy do tego.
Kiedy to powiedział, wstał i wyszedł, słyszałam tylko jak samochód odjeżdża. Byłam za bardzo w szoku żeby zareagować, całkowicie mnie zaskoczył tym co mówił i tym co zrobiła. Najbardziej mnie jednak zaskoczyło ze była taki smutny ze to nie wyszło, że nie udało się nam zjeść razem tej kolacji i były tez w nim jakieś inne uczucia coś jak by złość ale dlaczego miałby być zły?
Nie wiedziałam co ze sobą zrobić byłam totalnie zszokowana ale postanowiłam na niego poczekać i miałam nadzieje ze jednak wróci chciałam mu to wszystko wytłumaczyć nie chciałam żeby był zły czy smutny. Żeby mi się tak to całe czekanie nie dłużyło zabrałam się za sprzątanie, muszę powiedzieć ze strasznie się napracował żeby to wszystko tak wyglądało było tu jakieś 100 świeczek, a do tego widać ze sam przyrządził tę kolacje, tak bardzo było mi wstyd ze nie przyjechałam wcześniej, tak bardzo było mi go szkoda ze sam tu na mnie czekał.
Kiedy jakieś cztery godziny później pochylona nad kolejną filiżanką kawy i gazetą, ujrzałam wchodzącego Petera do domu ulżyło mi, nie wiem co sobie myślałam ale bałam się o niego tak chyba podświadomie.
-Jesteś, już myślałam ze będę musiała ją wypić czekając na ciebie.
-Nie musiałaś czekać.
-Ale ja chciałam zaczekać, ja chce ci wytłumaczyć dlaczego tak późno wróciłam, dlaczego nie odbierałam i chce przeprosić ze tak się stało.
-Nie musisz tego robić.
Peter chyba nie był w najlepszym nastroju do rozmowy, nawet nie wszedł do kuchni nawet się nie zbliżał widziałam ze chce iść, odejść, udać się na gór ale ja nie usnęłabym teraz nie mogłabym spać wiedząc ze on jest smutny i to przez zemnie .
-Ale ja chce, proszę cie Peter tylko mnie wysłuchaj.
Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem w końcu jednak on opuścił głowę i kiedy już byłam pewna ze pójdzie na górę, on powoli z namysłem kierował się do kuchni, nie od razu usiadł, najpierw nalał sobie kawy w prze ogromny kubek nie wiem jak on będzie po tym spał ani jak zniesie to jego serce ale na razie nie będę zawracać tym mu głowy trzeba wyjaśnić co innego. Kiedy w końcu usiadł koło mnie na stołku, musiałam jeszcze trochę poczekać Az na mnie spojrzy nie wiem dlaczego ale bez tego nie mogłam jakoś zacząć.
-Przepraszam cie za to ze nie przyjechałam na czas i za to ze nie odbierałam telefonu po prostu Kate w końcu wróciła z tych wczasów i strasznie się zagadałyśmy. Opowiadała mi o tym co tam robili, później wreszcie ale bo i nie przyszedł ten cholerny mechanik który i tak nie wiedział co ma robić a zajął nam tylko kolejne godziny. A telefon miałam cały czas w torebce i nie słyszałam jak dzwoniłeś. Naprawdę strasznie mi przykro, jak bym wiedziała ze szykujesz coś takiego od razu bym przyjechała nic by mnie nie powstrzymało przed tym ale nie wiedziałam.
Strasznie szkoda zrobiło mi się Bruna widać ze bardzo zależało mu na tej kolacji, nie wiem jak to wytłumaczyć, ale to dlatego ze nie potrafię opisać swoich uczuć do niego, na przykład teraz jak tu siedzimy w nocy, przy zapalonej lampce a on jest tak blisko, widze na jego palcu srebrną obrączkę, którą codziennie po kilka razy bawię się na swoim palcu, nie wierząc w to co się stało i ze ktoś tam jest i nosi taką samą jaką ja a teraz kiedy tak na niego patrzę a on jest taki smutny i wiem ze to z mojego powodu mam ochotę sama siebie za to zastrzelić ze na coś takiego pozwoliłam. Aż w końcu mam ochotę objąć go i tak mocno przytulić aż znów się do mnie uśmiechnie i obiecać ze teraz już będę zawsze kiedy będzie tylko chciał ze jeśli zechcę będę z nim już na zawsze. Kurcze, nie wiem co się ze mną dzieje, pewnie ta cała sytuacja tak na mnie działa i ta pora, no i nie można zapomnieć o litrach kawy jakie udało Mie się dziś wypić. Tak to na pewno to.
-Nie musisz mi się tłumaczyć, przecież my tak naprawdę nie jesteśmy razem. Przecież nie zabraniam ci mieć swojego życia, jasne ze możesz mnie oszukiwać, tylko pilnuj się i o jedno cie proszę żeby ciebie i tego twojego kochanka nikt nie przyłapał, bo to by dopiero było, to by zniszczyło cały mój świat ale ty o tym wiesz i jak widać mało się tym przejmujesz.
Kiedy Bruno to mówił stawał się coraz bardziej agresywny, słychać to było w jego tonie widać w jego gestach, mówił coraz głośniej i głośniej Az w końcu wstał, wywalił krzesło i zaczął strasznie dyszeć jak by nie to ze byłam w strasznym szoku pewnie zwróciła bym na to uwagę ale teraz interesowało mnie o co tu do diabła chodzi.
-O czym ty do mnie mówisz?
-Jak to o czym, już nie udawaj takiej, mogła byś wykrzesać odrobinę przyzwoitości i się przyznać.
-Peter o co ci do cholery chodzi.
-O to ze nie byłaś dziś z Kate, Kim. Nie jestem taki głupi i domyśliłem się ze może wróciła i się zasiedziałyście ale kiedy zadzwoniłem wyraźnie obie sekretarki mówiły ze wygrzewa się na słonku i nie wiadomo co tam jeszcze robi.
-Ale ona naprawdę wróciła po prostu nie zmieniła jeszcze tego czegoś w sekretarce i tyle.
-Takie rzeczy to wciskaj jemu a nie mnie.
- Peter ty uparty durny rozpieszczony muzyku ja nie mam żadnego kochanka i na twojej karierze zależy mi tak samo jak tobie wiec się odwal a za Kate wróciła to zaraz ci udowodnię.
-Nic mi nie musisz udowadniać ja swoje wiem.
-O nie zaczekasz tu ty durniu.
Chwyciłam w jedną rękę telefon a w druga ramie Bruna gdyż ten zbierał się do odejścia. Byłam tak oburzona jego słowami i na początku nie wiedziałam w ogóle co chce zrobić, kiedy nabrałam troche powietrza w płuca i przypomniałam sobie dlaczego właściwie siłuje się z Brunem zaczęłam wstukiwać numer Kate, niestety moja ręka tak się telepała ze troszkę mi to zajęło, kiedy wreszcie to mi się udało wybrałam i spojrzałam na Petera.
Pierwszy sygnał…. Drugi sygnał… trzeci sygnał.. A tam nic cisza, Bruno patrzy na mnie przez ten cały czas oboje mierzymy się wzrokiem, czwarty sygnał a tu dalej nic Peter wyszarpał swoją rękę i spojrzał na mnie jak na największego oszusta na świecie, tak jak bym była najgorszym śmieciem a mi zbierało się na płacz, kiedy wchodził po schodach usłyszałam zaspany głos dziewczyny.
-Halo?
-Kate, Kate słyszysz mnie?
-Słyszę, słyszę przestań wydzierać mi się do słuchawki, czy ty wiesz która jest godzina?
-Wiem strasznie mi przykro ze cie budzę ale musisz przez chwilę porozmawiać z Brunem trzeba mu coś wyjaśnić.
Mówiąc to zbliżałam się do niego, stał już na schodach jednak kiedy usłyszał ze odebrała zatrzymał się wiec był świadkiem tej rozmowy. Stanęłam wyższym schodku od niego i wręczyłam mu telefon.
-Hej Kate.
-..
-Tak mam do ciebie małe pytanie, czy ty wróciłaś już z tych wakacji?
-…
-Aha i byłaś dzisiaj w biurze?
-…
-Nie nic dzięki.
I rozłączył się przez kilka chwil patrzył się na telefon a po chwili podniósł głowę i spojrzał na mnie. Widziałam w jego oczach ból, to widać było od razu widziałam jeszcze jak bardzo mi przykro ale byłam taka zła ze ta do mnie nie przemawiało a nawet w drugą stronę to mnie jeszcze bardziej denerwowało.
-Kim tak strasznie…
-Ani słowa.
Wyrwałam mu z ręki mój telefon i popędziłam po schodach na każdym schodku tupiąc jak najgłośniej do swojej sypialni.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Hej,
właśnie bardzo ambitnie chciałam pouczyć się z prawa ale przez moją głowę przelatuje milion pomysłów na minutę to też nic a nic nie mogę się skupić ale trzeba jakoś wykorzystać tę fale pomysłów dlatego teraz przy utworze poczciwej Adele "Rolling in the deep", jednak że w wykonaniu Linkin Park, których uwielbiam, postaram się coś utworzyć, mam nadzieje że będzie to całkiem udane.
Trzymajcie kciuki Marsoholiczki
Little miss perfect.
  • awatar LMP: nowy odcinek? jestem na TAK! Powodzenia w pisaniu i nauce :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

och....


LOVE.
 

 
11. Two week’s leater.
Zamorduje kiedyś tą Kate, zostawić mnie samą na tyle czasu, nie dać nawet znaku życia. Kurde miała być już dwa dni temu a tu dalej nic. A teraz jest najwięcej pracy, nie wiem czy ci ludzie tak nagle powariowali i muszą iść do terapeuty czy tylko mi się wydaje ze kiedyś było mniej roboty. Jeszcze ta głupia maszyna się popsuła, kto to wymyślił, a mówiłam jej żeby kupić zwykłą drukarkę to nie kupiła jakieś monstrum. Zamorduje ja, no zamorduje. Z tego całego zamyślenia, rozkojarzenia wyrywa mnie odgłos kroków na korytarzu, oby to był ten cały mechanik, bo nie wiem co zobię jeśli w końcu nie naprawią tego przekleństwa. Ale osoba która weszła do pokoju jeszcze bardziej mnie zdziwiła niż jak by przyszedł mechanik. Od razu na mojej twarzy zagościł uśmiech, poczułam jak ogromny ciężar spada mi z barek.
-Co ty tu robisz?
-Jak to co pracuje, myślę ze odpoczęłam już wystarczająco i teraz mogę wrócić do pracy.-odpowiedziała roześmiana Kate.
Podeszłam do niej i uścisnęłam ją z całych sił w końcu nie widziałam jej dwa tygonie zaraz po tym jak wróciłam z Vegas ona zadzwoniła i powiedziała ze wyjeżdża na tydzień, tak bardzo mi jej brakowało nie była tylko moją szefową, była moją najlepszą przyjaciółką a przecież tyle się teraz u mnie zdarzyło komu jak nie jej miała bym się zwierzyć z kim miałam o tym porozmawiać.
-Jak mogłaś mnie zostawić na tyle czasu i to w takim momencie, gdzie ty w ogóle byłaś?
-Uspokój się już jestem, chwila zrobimy sobie kawy i pogadamy o mnie i o tym co się dzieje u ciebie bo domyślam się ze się dzieje.
-Wiesz ze mam ochotę cie zamordować nawet sobie nie wyobrażasz co tu się działo.
-Chodź do mnie zaraz mi wszystko opowiesz tylko proszę cie najpierw zaparzmy kawę, tak dawno piłam tego boskiego naparu.
-Haha co ty pleciesz, chyba na prawdę musisz napić się tej kawy chodźmy.
-No widzisz idziemy a tak poza tym to dobrze cie widzieć.
-Ja też się stęskniłam.
Kate zawsze miała problemy z wyrażaniem uczuć, zabawne jak dorosła osoba krępuje się mówić o uczuciach. Dobrze przynajmniej ze już jest, tak się cieszę z tego powodu teraz będzie już tylko lepiej. Pomaszerowałyśmy do niej do gabinetu, tu przynajmniej jest spokojnie, ba w takich gabinetach musi być miło spokojnie bezpiecznie żeby ludzie mogli się bez problemu otworzyć, jak tylko weszliśmy skierowałam się na kanapę, jest strasznie wygodna, zaczęłam się właśnie układać kiedy Kate spojrzała na mnie
- Hej a kawa? Sama się przecież nie zrobi co ty sobie myślisz?
-Odczep się zawsze przecież narzekasz ze moja kawa jest nie dobra teraz możesz się wykazać, do dzieła Amigo.
Uwielbiam się z nią drażnić, ale nigdy tak na prawdę nie byłabym w stanie Sie na nią obrazić, za bardzo zależy mi na naszej przyjaźni. Obserwując ją męczącą się z ekspresem miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, nawet najmniejsza technologia ją przerastała. Kurcze tak bardzo mi jej brakowało.
-Hej, opaliłaś się.
Dopiero teraz to zauważyłam, jej skóra miała piękny czekoladowy odcień. Ciekawe gdzież ona była, zawsze wydawało mi się ze nie lubi za bardzo słonecznych krajów.
Kiedy udało jej się w końcu zaparzyć ta kawę rozłożyła się koło mnie na kanapie, obserwując ją doszłam do wniosku ze się zmieniła może nie znacznie jednak cos się tam jej poprzestawiało i byłam strasznie ciekawa co i dlaczego a może inaczej przez kogo.
-Wiec zaczniesz w końcu mówić czy będę musiała czekać do wieczora?
-Pyszna ta kawa Az dziwne ze sama ja parzyłam.
-Dobrze wiesz ze nie o to mi chodzi.
-Wiem, ale pierwsza opowiadaj ty, u ciebie i tak zmieniło się 10 razy wiecej niż u mnie wiec najpierw ty później ja obiecuje odpowiem na wszystkie twoje pytania.
-No dobra co chcesz takiego wiedzieć?
-No proszę cie jak to co, wszystko, jaki on jest, jak cie traktuje, co w końcu postanowiliście, ile zamierzasz u niego mieszkać bo domyślam się ze mieszkacie razem a u ciebie było by to niemożliwe, czy sypiacie ze sobą, jak się wam układa no wszystko.
-hej spokojnie, widać nie tylko ja nie miałam za bardzo z kim pogadać. Tak wiec, tak mieszkamy razem w pieknym domu jednorodzinnym w którym jestem po prostu zakochana nie tylko w tym jak wygląda ale w jego prostocie pojemności i wszystkim czym się prezentuje. Nie, nie sypiamy razem nie wiem czy pamiętasz jak ci mówiłam ale dalej jest tak ze ja mam swoją sypialnie a on swoją, a poza tym jest dobrze, traktuje mnie jak księżniczkę na ziarnku grochu, chodzi koło mnie na paluszkach byle by tylko mnie w jakiś sposób nie zniechęcić i zrazić co bardzo często kończy się godzinami śmiechu. Nawet zgotował raz dla mnie obiad, było to jakoś tak na początku kiedy wyjechałaś, wróciłam bardzo zmęczona i ucieszył mnie pomysł ze o cos zgotuje jednak kiedy usiedliśmy już do tego stołu to okazało się ze każde danie zawiera w sobie marchewki, ulubione warzywo Petera, a wiesz jak u mnie kończy się jedzenie marchewek..
-Tak dokładnie pamiętam marchewkowe pawie , na prawdę nie musisz mi przypominać.
-Haha no właśnie dlatego też grzecznie odmówiłam i skończyło się tym ze niby nie byłam głodna podczas gdzy on opędzlował większą połowę obiadu i nie ukrywał tego ze było mu strasznie przykro ze nie lubię marchewek bo jak to określił dalej jak kawaler będzie musiał sam sobie gotować.
-No tak, a co postanowiliście, ile będziecie to wszystko ciągnąć.
-No i tu jest najgorzej bo myśleliśmy ze to wszystko szybko ucichnie i będziemy mogli jakoś to załatwić ale okazuje się ze to wszystko się dopiero rozkręca nawet nie wiesz ile dostajemy listów aby brać udział w jakiś sesjach czy czymś takim, wariactwo, ale obiecałam mu ze poczekam Az to się wszystko uspokoi wiec musze czekać, ile będzie trzeba. Ale i tak najlepszy był ten jego menager który zadzwonił do niego zaraz jak przyjechaliśmy i kazał sobie obiecać ze to nie jest tylko jakiś wybryk i nie zakończymy tego w ciągu najbliższych godzin bo on by cyba teko nie przeżył. A teraz, własnie wczoraj wrócił z jakiejś trasy tygodniowej, nawet nie pamiętam gdzie był przez to wszystko, zastałam tylko bagaże w korytarzu a jego śpiącego jak suseł na szczęście teraz wszystko się zmieni i będę mogła wracać o wczesnej porze skoro w końcu postanowiłaś wrócić. No to tyle teraz opowiadaj ty.
Kate opowiedziała o wczasach jakie sobie zrobili na wyspach Kanaryjskich ze swoim kolegą Adamem, to nic ze wolał on raczej dobrze zbudowanych Latynosów niż ja ale za to jak zauważyła miał bardzo przystojnych kolegów a w szczególności jednego niejakiego Jamesa. Opowiadała o zwariowanych imprezach jakie urządzali na prywatnej wyspie Adama, o tym jak pływali nago razem z delfinami i jak bardzo zakochała się w nim, o tym jak wracając wstąpili jeszcze do Paryża żeby odwiedzić jego rodzinę i właśnie dlatego tak późno wróciła. Obie straciłyśmy poczucie czasu, miałam przynajmniej nadzieje parkując przed domem, tak parkując, ponieważ okazało się ze Peter ma w garażu drugi samochód który już i tak długo stoi sam jak palec tam wiec mogę a nawet musze nim jeździć dla jego dobra, ale tak naprawdę to jestem pewna ze po prostu się martwił ze będę się tłuc metrem o późnej porze sama, jak by nie samochód sam by pewnie po mnie przyjeżdżał, ale wracając mam nadzieje ze wybaczy mi te kilka nieodebranych połączeń od niego, swoja drogą ciekawe co takiego chciał ze dzwonił tyle razy mam nadzieje ze nic się nie stało.
Wchodząc do domu zdziwiłam się ze jest tak ciemno, myślałam ze Peter tu będzie ale może właśnie to chciał mi powiedzieć. Ruszyłam do kuchni i … po prostu mnie zatkało.
-Czekałem na ciebie.
  • awatar LMP: ooo, dodałaś nowy odcinek :) cieszę się:) bardzo mi się podoba!
  • awatar FankaBruna.: Suuuper! ;DD
  • awatar ι мιѕѕ уσυ..<3: zajebisty ! no ale nie lubie jak sie odcinki kończy w taki sposób jak ty to zrobiłaś i teraz będe chodzić i się zastanawiać co dalej co dalej :d dodawaj szybko następny :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
jeeee udało sie udało sie
iiii
taniec zwyciezcy
<taniec><taniec> i jeszcze raz jeeeeeeeeeeeeeee
 

 
10.
Jeśli myślała łam ze to z czym spotkałam się na tamtym lotnisku było szalone i głupie, to tutaj już brak mi słów, ludzie tutaj po prostu się na nas rzucali, szarpali popychali gdyby nie Jim i Dre chyba by nas zdeptali, kiedy w końcu dopchaliśmy się do samochodu, Peter popatrzył na mnie wzrokiem proszącym o litość, wiedziałam ze to nie była jego wina i bardzo nie chciałam żeby prze to co się tu dzieje czuł się w jakiś sposób winny, dlatego roześmiałam się tylko i mam nadzieje ze to wystarczy żeby odciążyć go z winny. W samochodzie cały czas się śmiałam z ich wygłupów niby tacy duzi a głupiutcy, jednak kiedy wysiadaliśmy pod domem Bruna moje serce waliło, a ręce trzęsły.
Boje się jak cholera tej całej rozmowy, w summie wiem ze Bruno nie pozwoli żebym zrobiła coś przeciwko sobie ale to już nie tylko chodzi o mnie i o niego tu chodzi teraz tez o jego kariere, o to jak postrzegają go ludzie i jak będą to robić, o to czy zostana z nim po tym jak rozdmuchane zostanie nasze kilku godzinne małżeństwo, wiem najwierniejsi zostaną ale co jeśli jest ich niewielu, co jeśli jego kariera przez to upadnie nawet jej tak na prawde jeszcze nie posmakował.
-No chodź, nie będziemy tutaj stali All the time.
Bruno wziął cały bagaż, w sumie to tylko dwie walizki ale wziął, mi została tylko mała torba podróżna, o ile mogę się domyślać pewnie było w niej mase jedzenia przecież to takie wielkie głodomory. Tak jak myślałam wczoraj dom jest piękny i nigdy bym się nie spodziewała ze mieszka tu gwiazda jest taki rodzinny ale przecież Peter tez taki jest. Wszystko z wczorajszej imprezy zostało już posprzątane widac to na pierwszy rzut oka, ktoś się musiał tu napracować i to nie lekko.
Peter zatrzymał się na samym środku domu, można zauważyć to dokładnie gdyś była to jedna otwarta przestrzeń, połączony salon, kuchnia, jadalnia i wszystko tu było takie na miejscu wszystko pasowało do wszystkiego. Piękny stary fortepian stojący w salonie pasował do ślicznego drewnianego stołu w jadalni, który pomieścił by z łatwością sześć osób jak nie więcej. Meble kuchenne stanowiły idealny kontrast do obicia kanap w Saloni, oczywiście widac było ze mieszka tu muzyk wszędzie były instrumenty, zeszyty do nut i oczywiście na środku w salonie stała nagroda, widocznie jest dla niego ważna. Postawiłam torbę na stole w jadalni i spojrzałam na Bruna, czułam ze obserwował mnie od dłuższego czasu ale nie bardzo wiedziałam dla czego.
-Co jest?
-Nic, jestem tylko ciekawy jak ci się podoba, może chcesz obejrzeć resztę.
-Tak na prawde to jest tu zdumiewająco ładnie, ale myśle ze najpierw powinniśmy porozmawiać.
-Chodźmy…
Pomaszerowaliśmy do kuchni, siadłam przy kuchennym blacie, a Bruno zaczął otwierać lodówkę jak zwykle głodny.
-Chcesz coś do picia? Wino, likier, wisky, może jakiś drink?
-Chcesz mnie upić na stracie?
-Nie, no co ty, przynajmniej nie do końca, po prostu po alkoholu jesteś bardziej zdecydowana i zgadzasz się nie na jedna głupotę.
-Ha ha ha bardzo śmieszne, ale masz może piwo?
-Piwo, jest, proszę bardzo.
-Dziekuje.
No i doszliśmy do tego momentu gdzie powinniśmy sobie wszystko wyjaśnić ale nikt się nie odzywa, dlaczego, nigdy nie wiedziałam ze cisza mogła by komus ciążyć i przeszkadzać ale właśnie to odczułam i chciałam żeby to się skończyło i to natychmiast.
-Peter słuchaj ta cała sytuacja jest..
-Nie poczekaj ja powinienem zacząć w końcu to ja zabrałem ci do Vegas, ale
-Nie to nie twoja wina, przecież jak bym nie chciała to bym nie pojechała.
-To chyba nie takie proste, co. Ale poczekaj daj mi skończyć, po pierwsze nie chciałbym abyś czuła się do czego kol wiek zmuszana to nie tak jak tylko coś ci się nie spodoba coś będzie nie tak jak byś sobie tego życzyła możesz od razu to skończyć i rozwiedziemy się, pamiętaj o tym ale, to właśnie po drugie chciałbym cie prosić, wrecz błagać żebyś ze mną została, chociaż na jakiś czas, aby to wszystko przycichło, uspokoiło się sama widzisz co się dzije. Oczywiście będzie to wszystko na twoich warunkach, będziesz robiła co tylko zechcesz, oczywiście w granicach rozsądku, nie będzie to dla ciebie darmowe nic na tym nie stracisz dam ci oczywiście moje konto w banku będziesz mogła kupować co tylko chcesz, wydawać na co chcesz nie będę cie ograniczał, tylko zostań ze mną bo inaczej te sempy mnie zjedzą, całego zjedzą, nie zostawią na mnie zadnej suchej nitki a przecież każdy ma coś co chciałby zachować dla siebie, proszę cie zostań inaczej mój świat się skończy, nie będę już robił muzyki a nawet nie wiesz ile frajdy mi to sprawia. Proszę cie Kim, zostań ze mną.
-Bierzesz mnie na litość co? Wiesz Peter ja nie chce twoich pieniędzy mam swoje, widze co się dzieje teraz, i mogę się tylko domyślać co było by jak byśmy się rozstali ale wiesz ze to nie będzie takie łatwe jeśli tu zostanę?
-Wiem nam obojgu nie będzie łatwo, chociaż wydaje mi się ze u ciebie będzie gorzej, oni teraz będą z tobą zawsze i wszędzie, musisz być na to gotowa jeśli postanowisz zostać, ale obieuje ze jak tylko postanowisz odejść nie będę cie powstrzymywał, mało tego zrobie wszystko alby ci pomóc się od tego uwolnić bo wiem jakie to może być męczące.
-To bardzo poważna decyzja, moja mama chyba mnie zamorduje jak się dowie o tym wszystkim.
-Nie martw się wszystko jej przejdzie jak pozna mnie, przynajmniej tak będzie u mojej.
-Twojej mamie przejdzie złość o to że nie była na twoim ślubie jak cie spotka?
-Nie mnie tylko ciebie, matołku.
-Tak na pewno, pewnie nakrzyczy, popłacze i wyrzuci moja tak zrobi przynajmniej te dwa pierwsze.
-To nic kupimy jej piekne kwiaty na przeproszenie a jeśli to nie pomoże to obiecamy ze na chrzest wnuka na pewno zaprosimy.
-Peter mama nadzieje ze wiesz ze to nie jest śmieszna ani zabawne.
-Wiem ale tak bardzo chce żebyś została ze już więcej nie wiem co powiedzieć.
-Nic nie musisz mówić, nie wiem może to szalone, może naprawdę po alkoholu zgadzam się na wielkie głupoty ale zostanę zobaczymy co będzie.
-Naprawdę, omg serio, kurcze jak się cieszę.
Bruno zaczął skakać, latać w kółko tańczyć, śpiewać, krzyczeć jednym słowem zwariował chłopak.
-Ale pod jednym warunkiem.
-Jakim, dobrze wiesz ze zrobie wszystko.
-Napisz dla mnie piosenkę.
-Piosenkę mówisz, nie ma problemu, załatwione.
Nagle poleciał po coś na górę, nie było go tylko chwileczkę, za to wrócił z gitarą , od razu jak staną przede mną zaczął śpiewać we wszystkich tonacjach jedno słowo „dziękuję”, zanosiłam się Akim śmiechem ze w końcu on zmęczony też zaczął się śmiać. Po jakiś pięciu minutach jednak przestał i spojrzał poważnie na mnie.
-co?
-Ale wiesz oni wszyscy nic nie wiedzą.
-ale kto? O czym ty mówisz?
-Moi ludzie, mój zespół, nikt, oni nie wiedzą ze to taki ślub, oni myślą ze my na prawde się kochamy.
-CO??!?!
-Nie ty chyba sobie żartujesz.
-Nie chciałbym uwierz mi ale wczoraj jak już przylecieliśmy to zmyli się do swoich pokoi no a my zostaliśmy sami i widzisz co się stało.
-Widzę właśnie widzę, to znak ze nie powinniśmy zo..
W tym momencie rozległ się jakiś dźwięk, powiedzmy sobie szczerze okropny dźwięk na początku nie wiedziałam co się dzieje jednak o chwili Bruno wyciągną swój telefon, no tak gwiazda musi mieć oryginalny dzwonek.
-Halo.
-….
-Tak.
-………
-Nie, ale to..
-…
-Ale..
-…………
-Dobra zaraz będę.
Bruno nie wyglądał na szczególnie zadowolonego z tego telefonu był wręcz wzburzony chyba komuś się dziś oberwie jeśli mogę to tak ująć.
-Co mama się dowiedziała?
-Oby tylko to mój menager , chce się pilnie spotkać bardzo cie przepraszam ale musze do niego pojechać.
-Nic się nie dzieje, jedz.
-Dziękuję, i teraz możesz już zobaczyć resztę domu teraz jest on już i twój. Pa.
Nie spodziewałam się, dlatego tyle później dalej nie mogę tego pojąć ale Peter pocałował mnie w czoło, to było takie męskie takie opiekuńcze takie miłe, z nawet teraz kilkanaście minut po tym jak już pojechał, zwiedzając dom dalej się uśmiecham.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
9. Jej moje serce oszalało, bije niemiłosiernie szybko ciekawe czy to usłyszy, oby nie.
-Hej, musimy porozmawiać.
Musiałam to powiedzieć inaczej później bym się nie odważyła. Ale chyba to zrozumiał, zobaczyłam to w jego oczach, w tych cudnych brązowych oczach.
-Wiem, ale nie tutaj porozmawiamy w domu.
Wiedziałam ze mnie zrozumie, ale zaraz po tym podszedł do mnie i mnie przytulił. Oniemiałam. Nie wiedziałam kompletnie co zrobić, czułam się taka spokojna w jego objęciach, miał takie silne ramiona, nawet zapomniałam gdzie jesteśmy. Widziałam i czułam tylko jego jednego, przysłonił mi cały świat. Lecz nagle rozbłysły się flesze aparatów i znów pytania i krzyki. Bruno odsuną się ode mnie i wziął za rękę.
-chodź skarbie bo ucieknie nam samolot.
Kompletnie nie wiem co się dzieje wokoło mnie, widzę mase ludzi którzy się tu kręcą ale nie wiem kim są. Cały czas gdzieś idziemy, mój wzrok zatrzymał się na ręku która trzymała moją dłoń i nie mogłam oderwać od niej oczu, była silna, stabilna, nie wiem czemu ale kiedy ta na nią patrzyłam czułam ze oznacza ona w jakimś stopniu bezpieczeństwo i było mi dobrze kiedy mogłam czuć ja na swojej dłoni, oderwałam się od niej dopiero w samolocie i tylko dlatego ze musiałam usiąść na przydzielonym mi siedzeniu. Bruno odwrócił się..
Jest bardzo przystojny nie tylko ma silne dłonie ale też szerokie męskie barki, dobrze zarysowaną szczękę i rząd bielutkich zębów, uśmiecha się też nieziemsko. Kurcze chyba o coś zapytał bo tak się mi przygląda i przygląda…
-Słucham?
-Pytałem czy wolisz usiąść z brzegu czy koło okna..
Mówiąc to uśmiechał się jeszcze bardziej i o ile nie byłam tego pewna przed chwila wyglądał jeszcze przystojniej…
-Hej jesteś tu?..
Teraz to chichotał już na całego kurcze czemu nie mogę się w żaden sposób skupić..
-Od okna jeśli można.
Nie przestawał się uśmiechać co rozpraszało mnie jeszcze bardziej, zrobił ‘ukłon’ w stylu kamerdynera i puścił mnie koło okna.
-Dla Ciebie wsz…
-O nie znowu ty.
W wejściu pojawiła się męszczyzna, to był ten który zaprowadził mnie do pokoju w którym znajdował się Bruno na ostatniej imprezie.
- To ty..
-Znacie się?
-Można tak powiedzieć.
-To ja ją wczoraj do ciebie przyprowadziłem tak nawiasem jestem Philip i jestem jeśli mogę tak nieskromnie rzec najlepszym przyjacielem nowego męża, wiec co złego to nie ja.
-Dobra, dobra nie wmawiaj sobie za dużo, a poza tym czas na ciebie…
-Czas na mnie?
-Tak czas żebyś sobie poszedł, ty jak że domyślny człowieku.
Mówiąc to Bruno popychał Phila w stronę jego miejsca. Kiedy już skończyli się przepychać i wygłupiać i Philip poszedł na swoje miejsce Bruno usiadł w fotelu i zwrócił się do mnie z poważną miną.
-Korzystając z tego zamieszania i krzątaniny proszę cie nie rozmawiajmy o naszym ślubie, nie chciałbym żeby ktoś coś usłyszał a później opowiadał jakieś bzdury, porozmawiamy o tym jak dojedziemy do domu, dobrze?
-Dobrze.
Jestem pewna ze kiwnęłam głową ale nie do końca to pamiętam ponieważ w tej chwili interesowały mnie tylko jego piękne brązowe oczy z których można było odczytać ‘on tez boi się tej rozmowy’. po tym jak że zaskakującym stwierdzeniu, zaskakującym dlatego że on wydawał się do tej pory taki wyluzowany taki spokojny, jednak teraz wiem ze to tylko taki pozór, ze tak na prawdę stresuje się tym tak samo jak ja. Poczułam się zdecydowanie lepiej kiedy się o tym przekonałam, poczułam się swobodniej czego bym się nigdy nie spodziewała. Ale cieszę się z tego może dzięki temu będzie nam łatwiej jakoś to wszystko ogarnąć.
-Więc, powiedz mi coś o sobie, gdyż wcale nie cieszy mnie fakt ze tak mało wiem o swojej żonie.
Żonie, jego żonie kurcze jak to przedziwnie brzmi, jakie to przedziwne uczucie być czyjąś żoną, być z kimś związanym tak naprawdę, tak na poważnie.
-Dużo chcesz wiedzieć?
Spojrzałam na niego troszkę, no dobra zrobiłam cos w stylu ‘kocich oczu’ byle tylko nie prosił o to bym opowiedziała o całym swym życiu, gdyż jest to mało ciekawe, strasznie długie i nie lubię o sobie mówić strasznie a teraz byłabym do tego zmuszona i to nie wiadomo ile czasu.
-Haha, tak po proszę wszystko od czasu kiedy twoja mama przywiozła cie ze szpitala, do czasu kiedy spotkaliśmy się na tamtej imprezie, i podkreślam, i poproszę z najdrobniejszymi szczegółami.
Teraz to on zrobił te nieszczęsne ‘kocie oczy’ i wyszły mu zdecydowanie lepiej. Nie mogłam się im oprzeć wiec musiałam się na to zgodzić.
-No dobrze, to zacznijmy od tego ze….
Czuje ze samolot zaczyna ruszać, podróż tym środkiem transportu to zawsze dla mnie wielki stres szczególnie na początku, jestem pewna ze mam to po mamie, która w ogóle odmawia latania, ja zresztą też, do Stanów nie przyleciałam ale załatwiłam sobie wstęp na statek nie był on może pełen luksusów a podróż trwała dłużej ale był i chociaż głębiny morskie przerażają mnie to na pewno nie tyle co lot samolotem który w każdej chwili może wybuchnąć albo spaść. Wiec kiedy samolot zaczyna się unosić, zamykam oczy i jedną ręką łapie oparcie siedzenia, a drugą - nogę Bruna. Nie żebym specjalnie ją namierzyła po prostu była pod ręką, jak kol wiek to brzmi. Kiedy czuje ze samolot już się ustabilizował i nie będzie więcej żadnych manewrów, otwieram oczy.
-Wszystko ok.?
-Tak można powiedzieć ze tak jednak będzie naprawdę ok. dopiero kiedy wysiądę z tej piekielnej maszyny.
-Hihi wiec boisz się latać samolotami, przecież to najmniej niebezpieczna forma transportu na całym świecie.
Popatrzyłam na niego a on chicholił pod nosem, nabijał się ze mnie pacan.
-To wcale nie jest śmieszne, latać boje się od zawsze i już nic tego nie zmieni dlatego jak tylko mogę unikam tego. A teraz przestań się ze mnie nabijać bo kopne cie w kostkę.
-Dobrze już dobrze ty mój waleczny człowieczku, dla mnie po prostu jest to codziennością i nie mogę zrozumieć jak można bać się latać.
-Nigdy się tego nie bałeś?
-Nie chyba nie to znaczy może jak byłem małym knypkiem ale tego nie dane jest mi pamiętać, a ty czego bałaś się jeszcze jako dziecko?
-Oj dużo rzeczy było takich które budziły we mnie odrazę i strach ale zacznijmy od początku. Nazywam się Karolina Magdalena Rybak, i jestem z Polski chociaż nie byłam tam od kilku dobrych lat, wszyscy mówią na mnie Kim dlatego że to łatwiej i zapamiętać i wymówić tutaj w Stanach a poza tym ciocia zawsze tak na mnie mówiła, mam wielką rodzinę, część z nich założyła już swoje a część po prostu korzysta ze swoich zalet co doprowadza rodziców do białej gorączki ale jeszcze jakoś znoszą fakt ze niektórym z ich dzieci po prostu nie śpieszy się do szybkiego założenia rodziny.
-A jaki stosunek mieli do ciebie w tej sprawie?
-Moja mama uważa ze zostanę starą panną a druga opcja jest taka ze znajdę jakiegoś motocyklistę, albo metalowca na przekór niej i zamieszkam obok niej żeby co dziennie przekonywać ja o tym ze nie powinna mi pozwalać na tyle w dzieciństwie i puszczać samą do Stanów.
-widzisz żadna z jej wizji się nie sprawdziła.
-Tak, padnie jak się dowie ze wszy szłam za mąż, ja i do tego nie zaprosiłam jej na ślub.
-Jakoś temu zaradzimy…
Uśmiechną się tak słodko ze nie miałam żadnych wątpliwości co do tego ze jakoś temu zaradzimy, w ogóle wydawało mi się ze on zaradzi wszystkiemu co stanie na drodze, na naszej drodze.
-Teraz ty, chce wiedzieć coś o Tobie nie o Bruno, tylko o Tobie takim jakim jesteś i jakim byłeś kiedyś.
-Dużo by mówić ale ze uwielbiam mówić a jeszcze bardziej mówić o sobie wiec jak bym zaczął cie zanudzać po prostu śpij pewnie i tak nie zauważę gdyż będę tak zainteresowany swoim monologiem, nie patrz tak na mnie ja tylko żartuje, taki joke miał być ale chyba mało mi wyszedł no ale nic, zaczynając jak już wiesz naprawdę nazywam się Peter i jestem z…..
Rozmawialiśmy przez całą drogę, sama nie wiem kiedy zleciał ten cały czas drogi ale rozmawiało się nam świetnie, jak to się mówi o wszystkim i o niczym. Peter był tak znakomitym rozmówcą ze nie dało by się przy nim przysnąć jak sam wcześniej żartował, opowiadał mi o swoim życiu jeszcze zanim został Bruno Marsem, opowiadał o swojej rodzinie, a ja odwzajemniałam opowiadaniami o swojej rodzinie, o swoim życiu chociaż uważam ze jego było dużo ciekawsze to postawił mi ultimatum ze będzie opowiadał tylko wtedy kiedy i ja będę opowiadać wiec chcą się dowiedzieć o nim jak najwięcej musiałam mówić też i o sobie.
Kiedy podchodzić do lądowania znów zamknęłam oczy i złapałam za fotel, drugą ręka złapałam za rękę Petera, którą mi dał i powiedział że mogę ściskać jak najmocniej on postara się nie krzyczeć co było strasznie urocze. Przy lądowaniu uświadomiłam sobie ze już się nie boje tego co czeka tam na nas ponieważ wiem ze będzie on przy mnie i nie da mi nic zrobić, ze mogę się czuć bezpieczna, a najważniejsze ze będzie wtedy kiedy będę go potrzebować, a tego wszystkiego dowiedziałam się z rozmowy którą przeprowadziliśmy w drodze do naszej wspólnej czy też nie ale w drodze do przyszłości.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
7.
-Dobra tylko spokojnie, będzie dobrze. No wiec tak, wczoraj na tej imprezie zniklas nam na trochę, mówiłaś ze idziesz do łazienki i nie było cie sporo czas, nawet zastanawiałam się czy nie iść cie szukać. Kiedy nagle zeszłaś na dół z Brunem i siedliście do nas do stolika. Sporo rozmawialiśmy, chłopaki zaczęli sobie śpiewać, raz Bruno, raz Em. I właśnie w pewnym momencie Bruno zaśpiewał swoją piosenkę, to było coś o ślubie po pijaku i ty zaczęłaś się głośno zastanawiać jak to jest, obudzić się rano koło faceta na dodatek męża i nic z tego nie pamiętać. Ale wtedy nie wydawałaś mi się bardzo pijana myślałam ze jest ok., ale widać już nie było i już wiesz jak to jest obudzić się tak rano. No dobra, to Bruno wyparował z hasłem czy jesteś tak odważna żeby to zrobić, ty oczywiście byłaś, na to Bruno tylko się uśmiechną i powiedziała ze za dwie godziny lecicie do Vegas na wasz ślub. I najwidoczniej tak też się stało.
-Co ja narobiłam? O fu*k. czekaj ale kim do diabła jest en cały Peter? To za niego w końcu wyszłam.
-Jej ty wczoraj chyba na prawdę się wstawiłaś, Peter to przecież jest Bruno, on tak się nazywa. A i jeszcze jedno ktoś chyba musiał was wczoraj widzieć, bo wszystkie gazety o tym trąbią.
-Gazety, jakie gazety,.. omg gazety, czekaj chyba ktoś idzie pogadamy później.
Pogadamy o ile to przeżyje, moje serce zaraz oszaleje. Ktoś jest już blisko słyszę wyraźnie kroki, przekręca się klamka… omg… omg… otwierają się drzwi…
To nie jest on, to musi być jakaś ochrona, ale czego on chce.
-Dzień dobry, jestem Jim, jestem ochroniarzem Pani męża a teraz także i Pani, to właśnie on mnie tu przysłał, prosi Panią żeby Pani zebrała wszystkie swoje rzeczy i udała się ze mną do samochodu który czeka na dole. Nim pojedziemy na lotnisko na którym będzie czekał na nas Pani mąż. I oczywiście wracamy do domu.
-chyba nie potrzebnie Pana wysłał przecież sama mogłam tam przyjechać.
-To chyba nie było by takie proste.
-Czemu?
-Zobaczy Pani, a teraz proszę się już zbierać bo nie zdążymy na samolot.
Kurde jakie znów zobaczy Pani, mógł przecież powiedzieć, ale i tak wydaje się sympatyczny mimo tego ze jest ogromy, ma w sobie jakieś ciepło. Dobra szybkie malowanie, zbieranie tego wszystkiego, jej kiedy ja się spakowałam na tą podróż… dobra chyba wszystko.
-Możemy iść.
-Dobrze tylko proszę założyć to.
Okulary przeciw słoneczne, ale przecież nie ma dziś takiego słońca, ale spoko już zakładam.
-Zapomniała Pani..
-Mów mi Kim, będzie łatwiej.
-ok. Kim zapomniałaś jeszcze tego.
Kartki papieru po co mi ona. Kurde to akt ślubu. No fakt może się przydać.
-Dzięki, ruszamy?
- Tak, proszę za mną.
Hmm.. Wiec teraz nazywam się……… hernandez…….. Jej. Oby jak najszybciej udało nam się wyjaśnić tą całą sprawę. Wsiadamy do windy, zawsze je lubiłam, mogła bym jeździć i jeździć. Kiedy otworzyły Se już drzwi usłyszałam straszny hałas, myślałam ze to jakiś dobry hotel ale w takich to raczej nie słychać takich wrzasków.
-Proszę się niczego nie obawiać, jestem koło Ciebie a samochód czeka zaraz za wejściem.
Ale czego.. I wtedy TO zobaczyłam.. przed drzwiami wejściowymi stała wielka grupka ludzi z aparatami, z kamerami, i każdy cos krzyczał lecz nie dało się odróżnić co. Było strasznie głośno przed drzwiami co będzie jak tam wyjdę. Chyba nie dam rady przejść do tego samochodu ale teraz już nie było wyjścia. Jim otwiera drzwi, ostatni wdech.
Ludzie pchali się ze wszystkich stron, nic nie widziałam, Jim osłaniał mnie, był z przodu z tyłu, zawsze tam gdzie był najbardziej potrzebny. Kurcze czy ci ludzie powariowali. Czego oni ode mnie chcieli, przecież ja nic nie zrobiłam.
Wreszcie wsiadłam do samochodu, tylko ze oni dalej robili te zdjęcia, dalej krzyczeli kurcze zwariować można. O co im chodziło, przecież jestem zwykłą osobą, czego chcieli.
-Bardzo dobrze ci poszło Kim, jeszcze tylko wejście na lotnisko i już będzie z górki dla wszystkich.
O nie jeszcze tam będą oni wszyscy, chyba nie dam rady. Czego oni wszyscy szukają, sensacje już mają, z drugiej strony nie wiedziałam ze Bruno jest taki sławny, kurcze ja przecież nic o nim nie wiem, jak mogłam go poślubić. Jak mogłam wyjść za mężczyznę którego nawet nie znam. Jak ja mu teraz spojrzę w oczy, przecież ja nic nie pamiętam z tego co działo się wczoraj, przynajmniej z tego najważniejszego. OMG co to teraz będzie.
-Już prawie jesteśmy, widzisz tam jest lotnisko, Bruno już na nas czeka.
Mało pocieszające. Ale…
Czeka. Czeka na nas. O kurcze.
Jesteśmy, moje serce zaraz nie wyrobi, kurcze tak się boje… ale w sumie to czego… przecież to tylko człowiek którego po pijaku poślubiłam, pomijając fakt ze zrobiłam najgłupszą rzecz na świecie to przecież nic się nie może zdarzyć gorszego, przecież on mi niczego nie zrobi, niczego ni nie odbierze, nic przez niego nie stracę. Będzie dobrze, wszystko przecież da się wyjaśnić, wszystko da się odwrócić . Heh wiedziałam, od razu lepiej.
Wysiadamy, mam wrażenie ze jest tu spokojniej pod względem tych dziwnych ludzi którzy pykali te fotki i krzyczeli. Tu właściwie nie ma nikogo z nich, pierwsza dobra wiadomość dzisiejszego dnia.
-Wiedziałem ze zobaczę w końcu uśmiech na Twojej twarzy. Ale nie sądziłem ze tak szybko.
No tak mogłam się uśmiechnąć, w sumie pierwszy raz dziś, oby tylko nie ostatni.
-Kiedyś musiałam, a teraz cieszę się ze nie ma tu tych wszystkich ludzi wokoło, którzy byli pod hotelem.
-nie radziłbym ci się cieszyć tak szybko.
-Jak to?
-No bo hotel zapewnia swoim hotelowiczom ze mają zapewnione bezpieczeństwo i prywatność, przynajmniej tak jest w tamtym hotelu, dlatego też fotoreporterzy czekali przed wejściem bo nie mogli wejść do hotelu. Natomiast na lotnisku to zupełnie inna sprawa, tu nikt nie dba o takie twoje bezpieczeństwo, boję się raczej ze będzie ich tu znacznie więcej.
- O nie!
-Ale nie bój nic ze mną nie zginiesz.
O nie o nie… mam przekichane. Wchodząc na lotnisko niczego nie widziałam ale czułam ze Są. To była tylko kwestia czasu zanim ich zobaczyłam i jak mówił Jim było ich zdecydowanie więcej niż wcześniej. Było ich multum i od razu zaczęli pstrykać foty i zadawać pytanie większości nie odróżniałam ale zrozumiałam dwa: ‘Jak poznała Pani naszego gwiazdora?” i „Kim, ile będzie trwało wasze małżeństwo, no wiesz musze uprzedzić fanki”. jej ci ludzie nie znają litości, nie wiem ile to trwało ale byli z nami przy odbieraniu biletów, kiedy oddawałam bagaż, byli nawet wtedy kiedy podeszłam do bramki, na szczęście dalej nie mogli iść ale dla mnie nie miało już to żadnego znaczenia, ja widziałam już tylko mężczyznę naprzeciwko mnie z kapeluszem na głowie i cudnymi brązowymi oczyma.
-Cześć.



wreszcie
  • awatar Only Bruno: Cieszę się, że jesteś z powrotem :D Niby już dawno wróciłaś, ale ja jakoś nie zaglądałam na pingera. Świetne opowiadanie! Już myślałam, że on jej tylko taki żarcik che zrobić. ;p Cieszę się, że wróciłaś, bo się stęskniłam za twoim opowiadaniem :]
  • awatar it will rain ♥: oo, świetnie :D cieszę się, że jesteś :)
  • awatar FankaBruna.: Super :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

6.
Kurde moja głowa, jak boli. Chyba jest już ranek jakoś jasno w tym pokoju, kurcze u mnie w sypialni przecież nie jest aż tak jasno, a poza tym nie mam tak dużego łóżka, ze swojego dawno już powinnam spaść. Nie dobrze ni dobrze.
Musze otworzyć oczy.
No.. Ale razi to słonko.. Chwila..
Pokój jest nie duży, ale bardzo ładnie i drogo umeblowany, kurcze skąd ja się w nim wzięłam??
Kurde ja przecież nie pamiętam nic od momentu, kiedy ten cały Bruno zaczął mi o sobie opowiadać. Boże, co ja narobiłam.
Musze się z stąd zmyć i to jak najszybciej, na szczęście widzę moje ciuchy, cholera ktoś mnie musiał rozebrać. Damn, co się ze mną dzieje. Dobra raz dwa się ubiorę i zmykam…
Aućć do jasnej.. Kto stawia szklany stolik na środku pokoju… tu jest jakaś karta, kurde i zaadresowana do mnie, nie no mam przekichane. Czytać czy nie czytać.. Chyba nie mam wyjścia…

Słodka Kim,
Mam nadzieje ze spałaś tak dobrze jak ja, było cudownie dziękuje za tę noc,
Niestety musiałem iść, mam wywiad w radiu, dlatego też nie mogłem cieszyć się
Z Tobą tym cudownym porankiem,
Ale wracam szybko i obiecuje wynagrodzić wszystko mojej, Kim,
Do tego czasu możesz Cieszyć się urokami Las Vegas.
Twój, Peter.

Las Vegas?? Peter?? CO JA ZROBIŁAM??
Spokój tylko spokój bez wariacji, muszę wrócić do domu,nie możliwe żebym przyjechała do Las Vegas… Zaraz się okaże ze jestem u niego w domu i po kłopocie. Okno, zobaczmy, co jest za oknem…
Nie to przecież nie możliwe… to nie może być to… Jeśli to jest prawda to… o fu*k.. Co jest na moim palcu, ja przecież nigdy nie nosiłam pierścionków.
OMG
Ja mam obrączkę na palcu…
co ja zrobiłam…. Co ja najlepszego zrobiłam?.
Nie to nie może być prawda, jak to się w ogóle stało. Przecież nie mogłam być aż tak pijana.
Co ja mam teraz zrobić, kurde, na początek chyba muszę się ubrać. Ciekawe, kiedy wróci ten cały Peter, kim on w ogóle jest. Jak mogłam zrobić coś tak głupiego? Spokojnie, spokojnie. Czemu ja nic nie pamiętam?
Trzeba coś zrobić nie mogę tu siedzieć bez końca, bo zwariuje. Muszę wrócić do domu, do mojego życie, do mojej pracy, o właśnie może Kate będzie coś wiedziała. Gdzie jest mój telefon, gdzie ukryła się to cholerstwo.
Dobra jest. Dzwonimy. Jeden sygnał…. Drugi sygnał… kurcze Kate odbierz. Czwarty sygnał…
-Halo?
-Kate, Kate słuchaj to ja…
-Hej, słyszę ze to ty, tylko mi nie mów ze dziś jednak nie wracacie, wiesz przecież ze mamy masę roboty nie mogę ci dać więcej wolnego. Musicie wracać miesiąc miodowy zrobicie sobie, kiedy indziej…
-Kate, ja właśnie w tej sprawie, proszę cię powiedz, co się właściwie wczoraj stało?
-Co? Jak to ty nie pamiętasz wczorajszej nocy?
-pamiętam, ale tylko do pewnego momentu. Dalej nic. Kate proszę cię opowiedz mi wszystko.
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Cześć! Zapraszam Cię na moje opowiadanie o Bruno Marsie :D mam nadzieję że Ci się spodoba! Pozdrawiam!
  • awatar FankaBruna.: Fajny ten odcinek, ale dawno nie dodałaś nowego :(
  • awatar Only Bruno: Kiedy, kiedy będzie następny odcinek??? Proszę, dodaj nowy, w takim zajebistym miejscu skończyłaś! ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
OMG he's so cute

jutro będzie kolejny odcinek i w końcu zacznie sie coś dziać bo to była dopiero rozgrzewka jupi


Little miss perfect.
 

 
5,
No fakt zgubić bym się mogła, tyle ludzi naraz to ja jeszcze nie widziałam a miała to być zwykła domówka. Chyba będziemy musieli się rozdzielić żeby znaleźć tamtych dwoje.
-Hej słuchaj, może lepiej będzie, jeśli się rozdzielimy i poszukamy Kate i kolegi, a za jakieś powiedzmy 15 minut spotkamy się tutaj.
-Dobra, dom nie jest Duży nie powinnaś zgubić drogi powrotem.
-Nie jestem już taka niezdarna.
ok. to teraz szukamy Kate, gdzie ona mogła sobie pójść… sprawdźmy tutaj… a wiec salon, tak to przynajmniej wygląda spod tych wszystkich ludzi.. Nie tu jej nie ma. Idziemy dalej.. Kuchnia … chyba… przynajmniej nie wygląda ona jak zwykła kuchnia, same maszyny, no cóż widać ze mieszka tu kawaler… pełno ludzi, ale nigdzie nie widać Kate.. Were she is?
Hej, tamtego goście chyba znam, a może mi się wydaje, oczywiście pełno tu gwiazd, ale staram się, staram, nie zwracać na nich uwagi przynajmniej dopóki nie znajdę Kate. Nie na pewno znam tego gościa, ale z skąd, nie jest on raczej jakąś super gwiazdą to nie to, chyba też nie z TV, wiec z skąd?
Chyba czół ze się na niego patrzyłam, bo i on spojrzał na mnie i o dziwo chyba mnie poznał, tylko z skąd. No dobra to dziwne, nie będę przecież stała i się na niego gapiła, idę dalej później się nad tym zastanowię. Ok. teraz idziemy tutaj…o ogród… no i oczywiście basen.. I chyba słyszę Kate, tak to ona, więc balujemy dziś nad basenem, taka amerykańska impreza, no nieźle.
-Mam was, już myślałam ze będę musiała was szukać przez cała imprezę.
-Hej ‘brain’, dobrze ze się, chociaż nie zgubiłaś, ale przykro Eminem znalazł nas pierwszy. Bierz sobie coś do picia i siadaj, właśnie Eminem opowiada nam jak poznał Bruna.
Bruna, jakiego Bruna, a właściciela imprezy, no tak… biorę cokolwiek do picia i siadam słuchać jak to poznają się gwiazdy.
Po dziesięciu minutach opowieści wiem tylko ze usłyszał go pierwszy raz w radiu i takie tam.. A i skończyło mi się już picie, musiało być jakieś strasznie mocne, bo troszkę kręci mi się w głowie. Sadze ze, jeśli chce się dobrze bawić to powinnam wracać do domu, a nie słuchać opowieści Eminema, nie to żeby źle opowiadał, bo w tym jest naprawdę niezły, ale co mnie ta historia interesuje. O zrobił przerwę, to teraz albo nigdy.
-JA idę do łazienki, idzie ktoś?
- Nie, ale ominie cię dalszy ciąg opowieści.
- No nic jakoś to będę musiała przeżyć.
Ale mój świat raczej się od tego nie zawali. Wchodząc do kuchni łapie jakiś czerwony kubeczek i ruszam na podbój imprezy, mam nadzieje ze zostali jeszcze jacyś fajni panowie. Wchodząc do pokoju zauważyłam znów tego gości, który wcześniej wydawał mi się taki znajomy. A myślę, raz się żyje, podejdę i zapytam.
Gość nie był już pierwszej młodości, ale też nie był taki stary, wydawał się miły i pewnie lubił się śmiać, bo miał kurze nóżki Kolo oczu.
-Hej, czy m się przypadkiem nie znamy? Nie zrozum mnie źle, ale cały wieczór wydaje mi się ze gdzieś się już spotkaliśmy.
Widziałam ze na początku unikał mojego wzroku, zadawało mi się ze nawet chciał uciec, ale mu się nie udało, no i dobrze.
-Hej, wiesz to zależy jak bardzo chcesz znać odpowiedź na to pytanie?
-Jak to?
-Bo widzisz ja ci na nie niebogę udzielić odpowiedzi, ale na górze jest ktoś, kto może.
-kto?
-Tego już musisz się sama dowiedzieć, ja cię mogę tylko do niego zaprowadzić.
Kurde, to się dopiero nazywa budowanie napięcia, no i jak by nie mogła z nim pójść.
-Prowadź.
Ciekawe, kim jest ten typ, może akurat się wszystkiego dowiem na górze. Oby, bo nie na darmo musze pokonać tyle schodów, co przychodzi mi już z trudem. Wchodząc na gore już widział, do jakiego pokoju wejdziemy, była przed nim ogromna kolejka ciekawe czy będę musiała w niej czekać, zabawne, ludzie przyjechali na imprezę i Czekają w kolejce. Ten typ w środku musi być na prawdę kimś.
-Hej koleś, przyprowadziłem specjalnego gościa, wpuść ją bez kolejki.
O tak na takie traktowanie zasłużyłam. Wszystkie panie w kolejce patrzyły na mnie z byka, nic się im nie dziwie sama był bym zła gdyby ktoś mi się rył w kolejkę.
-hola hola nie tak prędko, najpierw musisz wypić to.
Jak by nie był taki duży chyba bym mu palnęła, nie będę nic od niego pić, nawet go nie znam, ale wydaje mi się ze ochroniarz niczego nie powinien podsuwać ludziom.
- Nie dziękuje, wolałabym niczego jednak od pana nie pić.
- Przykro takie mamy zasady, chcesz wejść, musisz wypić.
No dobra, w sumie szklanka nie jest znów taka duża... Wchodząc na początku nie widziałam nic, było tu całkiem inne oświetlenie. Musiałam poczekać aż moje oczy przyzwyczają się do ciemności. Rozpoznaje już kształty, ale nigdzie nie widzę żadnego człowieka, może spróbuje na balkonie, a ta mi się przynajmniej wydaje, cóż to coś w szklance było naprawdę niezłe.
Odchylając zasłony, widziałam już sylwetkę jakiegoś mężczyzny, który opierał się o balustradę niestety był odwrócony do mnie plecami.
- Hej.
Gdzieś już widziałam ten kapelusz, ta koszula..
Chłopak zaczął się powoli odwracać a jak dalej miałam wrażenie ze gdzieś już go widziałam… Aż nagle Bach…. To on, to ona wylał na nie drinka dla zakładu, co chce więcej. On tez mnie poznał widzę to.
-Hej, o tylko proszę tym razem bez rękoczynów.
-tym razem bez wylewania drinków chyba.
- No tak, bardzo cię przepraszam za tamto naprawdę,nie wiem, co mi odbiło, normalnie się tak nie zachowuje. Pozwól ze dzisiejszego wieczoru ci to wynagrodzę.
-Kupisz mi nową bluzkę, jeszcze dziś?
-heh no raczej nie, ale jak chcesz mogę ci oddać jedną z moich.
Hmm ma fajny uśmiech, może być ciekawie.
-I jak będzie?
-Zgoda, ale bez żadnych zakładów.
-ok.. Jestem Bruno.
-A, właściciel domu?
-Zgadza się, ale nie tylko to, pozwól ze opowiem ci troszkę o sobie, ale może najpierw usiądźmy?
-ok..
No nie znów jakaś historia z życia wzięta, co jest, ja się pytam, co jest??
-Wiec jestem gwiazdą, mam własny samolot, wyspę o moim imieniu i w każdym stanie dom. Jak ci się to podoba? Heh spoko żartuje nie rób takiej miny to tylko żarcik. Tak na serio to urodziłem się…
Tak sobie myślę, ze koleś chyba jest fajny, ale jakoś trzeba się zmyć nie ma bata. Na razie jednak chyba się jeszcze napije.
Bruno, tak troszkę to imię kojarzy mi się z jakimś dużym, zbudowanym człowiekiem a on w sumie nie jest najwyższy, ale za to ma fajny głos, oczy też ma nie najgorsze,…
Jej, co się ze mną dzieje, chyba już wystarczy tego picia, bo świat mi wiruje, hej zatrzymaj się, ratunku…
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

4,
To mój ulubiony wokalista, to naprawde on,
kurde chyba mi szczęka opadła to nie za dobrze.
-Przepraszam, czy mogłabyś przynieść śmietanki? –
zadał mi pytanie, a ja nie wiem co powiedzieć.
Stoi przede mną w całej swej okazałości EMINEM, i kurcze wcale nie jest taki mały jak mi się wydawało wcześniej.
-Tak jasne, nie ma sprawy już lece. –
Odpowiedziałam, uf całe szczęście dałam rade, teraz musze coś zrobić no tak ta śmietanka, jakoś nie mogę się ruszyć gdy stoi tak przede mną i uśmiecha się leciutko, do mnie, jej on się do mnie uśmiecha.
Ok., biorę się w garść i ide po tą śmietanke, nie mogę tu wiecznie stać, chociaż nogi to mam jak z waty, a serce wali oszalałe.
Kurcze, nigdy bym nie pomyślała ze będę reagować tak na jakiego kol wiek człowieka a tu proszę. Teraz musze się już opanować, bo jeszcze pomyśli ze jestem jakaś chora czy coś.
-…. Nie, no myśle ze to wsapniały pomysł, taka impreza na przeproszenie, jeszcze wśród gwiazd, chyba częściej muszę się na was gniewać.
-Nie daruj, ale chyba byśmy nie wyrobili na kwiatach.
Eminem chyba jednak jest fajny, zawsze uważałam go za rapera i tyle.
-Przyniosłam tą śmietankę dla Pana.
Jej co ja gadam jaką śmietankę, jakiego Pana, o nie znów się zaczyna.
-Żaden Pan, coś ty zdurniała, jestem tylko troszke starszy niż ty.
Znów to oczko, jej chyba nie wyrobie.
-O widzisz możesz wziąć swoją sekretarkę, zawsze to będzie ciekawiej i zapewne weselej. No tak ale gdzie moje maniery, nie przedstawiłem się jeszcze tak uroczej damie, jestem Eminem i pamiętaj jestem tylko troszkę starszy od ciebie, a ty jesteś.
-Kim…
-I wieczorem idziesz z nami na imprezę i nie ma żadnego ale, ani nie, to już postanowione.
Nie wiedziałam co zrobić, co powiedzieć, ale chyba takiej reakcji się spodziewali bo wybuchli śmiechem, pewnie zrobiłam durną minę, no nie.
-Wybaczcie jej, normalnie zachowuje się normalnie, jak kol wiek brzmi to zdanie. Kim skup się teraz, marsz do domu i na siódmą masz być gotowa wpadniemy po ciebie. A teraz pożegnaj się ładnie i spadaj do domu.
ok., spoko, wdech i wdech… pełen chillout.
-Dzięki za zaproszenie, obiecuje się poprawić i wieczorem będę już ‘normalna’. To do zobaczenia wieczorem i pa.
-Pa.
-Cześć.
OMG!! O jej… idę na imprezę z samym Eminemem, nieziemsko…

jeszcze całe pół godziny, co ja będę robić tyle czasu. W sumie to dobrze ze biorą mnie ze sobą, od czasu tej feralnej imprezy nigdzie nie byłam. Może akurat poznam kogoś ciekawego. Ale na tej imprezie będą same gwiazdy… tylko my z Kate będziemy takie szare myszki, ale będziemy z Eminemem wiec wolno nam być nawet i szarymi myszkami.
Chyba włączę sobie TV bo od tego czekania zwariuje, może akurat będzie coś ciekawego. .. Nie myliłam się same nudy, dziwne o tej porze jest zawsze coś….
Chyba dzwoni mój telefon, tak dzwoni ale jakiś nieznany numer…
-Halo?
-Hej Mała, jestem już pod twoim mieszkaniem wiec możesz powoli schodzić.
Eminem? Z kąd ma mój numer… Kate.
-Tak już ide, tylko daj mi jeszcze małą chwilkę i jestem na dole.
-ok. Bez ciebie i tak nie odjadę.
A wiec to jednak prawda ide na imprezę z Eminemem. Kurcze czy mi się wydawało czy powiedział ze czeka, a gdzie reszta, będę sama z Eminemem? No mi to raczej nie przeszkadza.
Dobra, skupienie, torebka, jest, klucze, są, mogę iść.
Obym tylko nie zrobiła niczego głupiego dzisiejszej nocy.
-Hej, jestem.
-Szybko się uwinęłaś, myślałem ze będę musiał czekać i czekać.
-Nie, na mnie nie trzeba czekać. A gdzie Kate i twój kolega?
-Pojechali wcześniej, podobno właśnie na ciebie zawszę trzeba czekać.
Muszę przyznać ze ma bardzo ładny uśmiech, taki chłopięcy..
-Wiec gdzie ta impreza?
Coś trzeba mówić, nie mogę znieść milczenia szczególnie jak jestem zdenerwowana, wiec gadam głupoty, zazwyczaj.
-U niejakiego Bruno Marsa, nie wiem czy go znasz, gość jest niesamowity i wokal ma nie najgorszy. Właśnie z nim nagrałem piosenkę, może uda nam się ją dziś zagrać.
-Było by wspaniale, taki prezent na gwiazdkę ale odebrany przed gwiazdką.
Mówiłam ze gadam głupoty, no to zaczyna się, oby nie było daleko.
-Wiec, o czym jest ta piosenka? Opowiesz mi?
-Właściwie to bardzo chętnie, ale jesteśmy juz na miejscu wiec zaraz sama się przekonasz.
Hmm.. Dom nie był właściwie duży, nie tak wyobrażałam sobie dom gwiazdy, spokojnie mogła by tu mieszkać zwykła rodzina, ale o to chyba chodziło.
-Żebyś mi się nie zgubiła.
Złapał mnie za rękę, jej on złapał mnie za rękę..
  • awatar jasiek1993: nooo czekam, czekam ;) swego czasu sama miałam okazje ,,pisać" tak że ciekawi mnie jak Tobie to pójdzie :) Dodawaj szybko nową notkę
  • awatar FankaBruna.: Fajny odcinek. Jestem ciekawa co wydarzy się na imprezie u tego 'niejakiego Bruno Marsa' :D
  • awatar Gość: Ogólnie opowiadani mi się podoba , ale musisz zwracać uwagę na błędy ortograficzne: 'skąd', 'jakkolwiek'. Niby nic, a jednak rozpraszają :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
3,
Kucze rozmawia, albo przeczuwa ze chce przyjść
i specjalnie nie odłożyła słuchawki,
no nic poczekam. Trzeba naszykować jej kartę następnego pacjęta,
zabawne kiedyś słowo pacjent budziło mój ogromny sprzeciw teraz już się do tego przyzwyczaiłam. Wychodzi Kate, nie to żebym na nią czekała, więc dla niepoznaki nie podnoszę głowy, zobaczymy co zrobi.
-Hej ‘brain’, wiem ze na mnie czekałaś wiec, ten bukiet był od nich, no wiesz od muzyków
wiedziałam, nie musiała mówić
–Napisali w liściku ze chcą się spotkać i bardzo przeprosić, osobiście, za to co powiedzieli. Oczywiście ze się z nimi spotkam, w sumie to bardzo fajni ludzie tylko ze musza zrobić coś jeszcze, nie dam się przekonać tylko jednym bukietem kwiatów.
-Chcesz się godzić, czekaj jak to było, z bandą niewyrośniętych chłopców, których interesuje tylko własne ja?
Specjalnie ja podpuszczam, w gruncie rzeczy rzadko mogę to robić.
-Hej, spadaj dobra, ale serio tak powiedziałam nawet dobry tekst, heh w sumie wiadomo mój.
I jak zwykle w takiej chwili ten jej uśmiech jest nie do zniesienia.
-Wiec co się tak właściwie tam wczoraj stało?
Nie powiem jestem bardzo ciekawa a i tak już wytrzymuje długo.
-Wiedziałam ze o to zapytasz dziwie się tylko dlaczego tak długo czekałaś. No wiec, zaczęło się od tego..
-Ze spotkała dwóch niezrównoważonych typów, którzy nie potrafili się zachować.
Dokończył jeden z dwóch facetów stojących w przejściu do naszego biura. Obaj trzymali jeszcze większe bukiety wiec nie mogłam zobaczyć kim są. Ale się domyślam. Słynna ‘banda niewyrośniętych chłopców, których intersuje własne ja’ przyszła przeprosić osobiście. Kurcze, wychylam się już tak bardzo ze zaraz spadne z siedzenia a i tak nie mogę ich zobaczyć, coś mi się zdaje ze to było zamierzone, ale przecierz nie napadłabym na nich jak spragniona fanka, te lata już mineły.
-No proszę, proszę, któż to się pojaił i to osobiście, czym zawdzieczamy ten zaszczyt?
Kate wypowiedziała to zdani takim tonem, ze normalnie pękła bym ze śmiechu, ale nie, widze gramy na poważniaka.
-Och Kate, nie bądź zła, my po prostu zwykle otaczamy się dziewczynami, no nie powiem ale z niższej półki. Ty jesteś wyjątkiem i nie chcemy stracić takiej okazji aby poznać, zaprzyjaźnić się z tak uroczą, mądra, wspaniałą osoba jaką jesteś. Nie możesz odebrać nam tej szansy, wiesz ze poznawanie nowych osób w życiu człowieka stanowi bardzo wazny element i wzbogaca go, wiec nie możesz pozwolić abyśmy byli o to uboźsi. –Mówił to ten chyba większy, choć obaj wzrostem nie grzeszą ale wydaje mi się ze jest wyższy, dalej nic nie widze przez te bukiety. Choć musze przyznać ze kolega to ma gadane, Kate chyba też się o tym dopiero dowiedziała bo wydaje mi się być w szoku.
-heh.. nieżle się podszkoliłes widze… a te kwiaty to dla mnie… och jaka szkoda jestem uczulona na te kwiaty.
Szkoda ze nie widziałam min tych kloegów ale chyba były prze śmieszne, bo Kate zaczeła chichotać jak głupia, no i oczywiście żartowała z tymi kwiatami.
–Macie genialne miny chłopaki, szkoda że nie mogę ich uwiecznić. Oczywiście ze żartuje kocham te kwiaty. No dobra, chodzcie do mnie, tam pogadamy. Kim przynieś nam kawy.
No jasne mnie to już nie zaprosi na pogaduchy. Kurde a tak chciałam zobaczyć kto to jest, najwyżej przyczaje jak zaniose kawe. Wchodząc do jej gabinetu chlopaki szturchali się jak małe dzieci, a przed wejsciem, zatrzymali się i ten niższy powiedział:
-Kurde stary, pierwszy raz będę siedziała w gabinecie psychologa, ale frajda.
I ruszył żeby wejść pierwszy, no jak dzieci, jak dzieci.
Prząc kawe zastanawiałam się nad brzmieniem tego głosu, chyba go gdzieś słyszałam ale gdzi, tylku jest teraz tych muzyków ze truno się połapać. Może to Tiesto, nie on odpada, jest chyba wyższy. Może Pitbull, nie on chyba tez jest wyższy, poza tym chyba ma wiecej ciała. No cóż zaraz się przekonam.
-Puk puk, przyniosłam kawe.
Widze tylko Kate na kanapie, nie są i muzycy, stoją przy oknie, tyłem do rzwi. No niech to, już teraz wiem ze to spcjalnie. Coż stawiam tace i wychodze, nie będę przecież jak jakaś durna stała i czekała aż się odwrucą.
–Chcecie coś jeszcze?
-Nie dzieki Kim, wystarczy im kawa, jakoś muszą odpokutować swoje win, na razie jak widzisz wciągneła ich magia mojego okna. A w sumie to chyba nie masz już nic do roboty, to możesz iść do domu, zaszleje, puszcze cię wcześniej. –Była wyjątkowo z siebie zadowolona a przecież ja nie tego chciałam. W sumie to cieżko jej przychodzi to całe domyślanie się.
-O dziekuje, nie spodziewałam się. Wreszcie się wyśpie. Dzieki i dowidzenia wszystkim.
No nic trzeba zachowac twarz przecież się nie zaczne awanturowac. Już trzymałam za klamke gdzy nagle jeden z muzyków się odwracia i…
OMG…
to ON.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
hej dziesiejszy dzień nie był taki lazy
wiec na poprawę humoru
the best of
The Lazy Song
moj ulubiony moment to zdecydowanie ten czas 1:53-23, szególnie 1:55
ale oczywiście te pomarańczowe bokserki są fabulous
i Philip ze swoim 'omg this is great' rozwalające

Little mis perfect.
 

 

Hej
znów mam do pokazania filmiki tylko tym razem będzie to
Doo - Wops & Hooligans Tour


1#
2#
3#
4#

Czwarte jest zdecydowanie moim ulubionym, Philip mnie na nim rozwala, ma zabójcze poczucie humoru, z resztą Bruno też.
Się chłopaki dobrali
A wam które podoba się najbardziej?

Little miss perfect.
 

 
2,
-Nigdy więcej tam nie pójdę, nigdy, never,
co oni sobie myślą,
ze co kobieta to już nie może mieć własnego zdania,własnej opinii,
gdybyś widziała ich miny gdy powiedziałam ze jestem szanowanym psychologiem i mam własna sekretarkę –
tu spojrzała na mnie wzrokiem który mówił
‘nie obrażaj się wiesz ze mam cie za kogoś więcej’,jasne wiedziałam,
jestem jeszcze jej specjalną osobą do rozmowy z jej mamą.
–Banda niewyrośniętych chłopców, których interesuje tylko własne ja.
Poszła do siebie a przy tym trzasnęła tak ze drzwi mało nie wyleciały z futryny.
No to nici z wcześniejszego powrotu do domu, z drugiej jednak strony ciekawe co zrobili ze tak zdenerwowali osobę o ogromnej cierpliwości i tolerancji, jaką jest niewątpliwie Kate.
Kate siedzi u siebie, pewnie zostanie tam do końca dnia, nie kazała z nikim łączyć, sama wykonała kila telefonów. A ja nie chce narzekać ale strasznie się nudzę, chodzę w kółko po moich biurowych panelach. Mam nadzieję ze powie mi jutro co się stało, zawsze mówi, wiec poczekam, musze.
Jeszcze 10 minut… jeszcze 5… ciekawe czy mam coś do jedzenia w domu, zrobię zakupy tak będzie lepiej. 16 mogę iść jeszcze tylko dam jej znać i już mnie nie ma.
-Kate ja już idę, chcesz cos zanim sobie pójdę?
-Nie dzięki, mam wszystko. Kim tylko jutro bądź na czas mamy dużo pracy.
-Jasne.
zawsze mamy duuużo pracy, pewnie chce przestać myśleć tez tak czasem mam,
ale tym pomartwimy się jutro, teraz kierunek dom.
Obudziłam się z przeczuciem ze dziś coś się stanie, nie wiem tylko czy dobrego czy złego.
Po zebraniu się, dzwonie po taxi,
Tak bedzie szybciej a poza tym nie mogę się dziś spóźnić, Kate pewnie będzie w biurze z samego świtu, może nawet już jest, wiec i ja musze być wcześniej.
Oby miała lepszy humor niż wczoraj, oby.
Dojechałam bardzo szybko pewnie dlatego ze jeszcze nie było takich korków a po drugie to jechałam ze wczorajszym kierowcą, wiec pewnie uznał ze znów mi się spieszy.
Kate jest już w biurze, jak mówiłam, ale nie zasypała mnie żadnymi poleceniami wiec jest dobrze.
Zajęłam się tym co mam dziś do zrobienia.
-ee..Przepraszam czy znajdę tu niejaką Panią, eee… Kate, najlepszą wśród psychologów? –
Gość chyba był przyzwyczajony do takich nazw,
ja nie o czym świadczyła moja mina. Był pracownikiem kwiaciarni o czym świadczył jego uniform i wielki, piękny bukiet kwiatów który trzymał.
-Tak, dobrze Pan trafił, zachwalę szefowa przyjdzie.
Mówiąc to wstałam i podeszłam do drzwi szefowej.
–Przepraszam Kate, ale przyszedł jakiś Pan i szuka cie,
tak mi się przynajmniej wydaje, bo szuka per ‘Kate, najlepszej wśród psychologów’. Pozwolisz.
Chyba ciekawość wzięła góra nad tym co czuła bo posłusznie wstała i przyszła za mną.
-Dzień dobry, przysłali mnie tutaj z tym jak że pięknym bukietem dwaj Panowie, którzy pragną wyrazić swą skruchę i przeprosić za swoje karygodne zachowanie, ostatniego wieczoru.
Mało nie wybuchłam śmiechem podczas tej jego mowy,
jednak patrząc na Kate chyba lepiej ze się nie roześmiałam.
Była strasznie poważna ale zdaje m się ze cokolwiek jej zrobili już dziś rano im wybaczyła, ta osoba nie umie się długo gniewać.
-Niech Pan powie tym którzy Pana przysłali, ze ten bukiet nic nie zmienia,
a jeśli myślą ze zdołają mnie tym obłaskawić, to się grubo mylą.
Po tych słowach poszła do siebie, oczywiście nie zapomniała wziąć ze sobą bukietu. Zuch dziewczyna.
Pan ‘kwiaciarz’ też wyszedł, dałabym głowę za to że się uśmiechał. Odczekam chwile i pójdę zobaczyć co tam u Kate..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
it's me again
nie wiem czy wszystkie widziałyście ten filmik
ale on mnie zachwyca za każdym razem jak go oglądam.
Bruno jest na nim taki uczuciowy, zawsze mam wrażenie że śpiewa tylko dla mnie,
co jest wyjątkowo ważne u artysty żeby sprawiać swoim zachowaniem, śpiewem,
żeby każdy czuł się wyjątkowo i tak on to potrafi,
zdecydowanie

Little miss perfect.
 

 
hej
dzięki wielkie, za komentarze, następny odcinek będzie jak tylko odzyskam swojego laptopa, czyli już niedługo

Little miss perfect.
 

 
1,
Szybko, szybciej, proszę zielone, zielone… no nich to szlak trafi. Znów będę spóźniona, jeszcze się nie wykupiłam z ostatniego a tu już następne. Nie, nie mogę stracić tej pracy, jest dla mnie zbyt ważna a poza tym dobrze mi tu płacą. Wiedziałam ze tak będzie, wiedziałam ze jeśli pójdę na tą imprezę, to znów zaliczę spóźnienie. Oby tylko Kate utknęła w korku…
Ulice o tej godzinie są wyjątkowo zatłoczone, przecież zawsze to wiedziałam. Taksówkarz chyba zwrócił w końcu uwagę na to ze jednak gdzieś się bardzo spieszę, zerka tylko we wsteczne lusterko i podryguje nerwowo gdy tylko zacznę otwierać buzie a przecież jeszcze nawet nie pokazałam na co tak naprawdę mnie stać.
Dobra, już widzę nasz biurowiec, już tylko jedne światła, damy rade. Kurde coś gra czyżby mój kierowca puścił sobie radio… nie, o nie to mój telefon… nie, przestań dzwonić..gdzie on jest… gdzie… mam kurde Kate, czyżby chciała powiedzieć ze nie mam już po co przychodzić… nie, nie zrobi mi tego..no dobra raz się żyje.
-Halo. –moje serce wariuje, ‘nie wylewaj mnie, nie wylewaj mnie’.
-Hej ‘brain’, dzwoniłam właśnie do bura, znów się spóźniasz?
Nie ma jej jeszcze, nie widziała pustego biurka swojej ulubionej sekretarki.
-nie, no co ty, ja spóźniona, nigdy więcej –staram się przybrać żartobliwy ton głosu ale chyba mi nie wychodzi… -jestem po prostu w łazience a tu jak wiesz, nie słychać jak dzwoni telefon, ale już wracam na moje miejsce, żeby nie przegapić już więcej tak ważnego telefonu od tak ważnej osobistości –I tu mówię już całą prawdę, bo właśnie weszłam do biura, lekko zdyszana, no cóż nigdy nie miałam dobrej kondycji ale jestem całe szczęście.
-ok., wierze ci, dzwonie żeby ci powiedzieć że dziś chyba nie dam rady dotrzeć do biura, pamiętasz jak ci mówiłam że poznałam fajnych muzyków, tak, wczoraj zaprosili mnie do siebie i mogę swobodnie przyglądać się ich pracy, a muszę powiedzieć ze są znakomici w tym co robią. –Znakomicie, to ja tak się spieszyłam a ona nie przyjdzie, mogła mi powiedzieć wcześniej, nie fakt ja chyba bym wtedy też nie przyszła, jednak nudno będzie tak samej siedzieć tutaj. –Hej ‘brain’, jesteś tam jeszcze?
-Jestem, oczywiście że jestem…
-Wiec tak, zadzwoń do wszystkich moich dzisiejszych pacjentów, niewielu ich jest wiec nie powinnaś mieć problemów i przepisz ich jeszcze na ten tydzień, a i zadzwoń do mojej mamy, dobra, ona cie uwielbia a ja nie mam ochoty tłumaczyć dlaczego zerwałam z Markiem. A i postaram sie przyjechać jeszcze do biura więc nie skracaj sobie dnia pracy, to chyba wszystko jak by co dzwoń. Jakies pytania?
-Nie chyba wszystko załapałam, przynajmniej zapisałam. Nie powinno być problemów z odwołniem wizyt wiec dam rade.
-Wiedziałam ze z ciebie dzielna dziewczynka, dobra ja kończę chłopaki przyjechali, życz mi dobrej zabawy, a i nie zapomnij zadzwonić do mamy, pa.
-Pa.
Świetnie, zadzwonić do mamy, jeszcze swojej jakoś bym wszystko wytłumaczyła, ale jej mamie będzie trudno, bardzo trudno….
Koniec, teraz tylko czekać aż przyjdzie i puści nie do domu, ciekawe w jakim będzie stanie, jest znakomitym psychologiem ale bawić się bawi i to ostro. Na pewno nie ma tego po mamie, ta to mi dała popalić.
Ciekawe jacy są ci muzycy oby, nie tacy jakich ja spotkałam na wczorajszej imprezie.
Znakomita impreza, fajni ludzie, mój ulubiony klub..wszystko świetnie tylko nagle jeden typ wylewa na mnie coś, nawet nie jestem w stanie powiedzieć co to było, słyszałam tylko śmiechy wokół i widziałam jego pełen zadowolenia uśmiech. Typ był chyba mocno zajarany albo naćpany. Zaczęłam się drzeć, zaraz obok była cała moja ekipa, a on rzucił tylko „Hej mała, nie unoś się tak, zakład to zakład.” I tyle. Wmurowało mnie. Zniszczył mi ulubioną bluzkę i nawet nie zamierza przeprosić, nie tak to nie będzie, zamachnęłam się i tak, dostał z ‘liścia’ do tej pory nie mogę zapomnieć wyrazu szkou jaki zagościł na jego twarzy. Chyba myślał ze wszystko mu wolno, to się chłopak pomylił. Później pamiętam tylko wynoszącą mnie ochronę, ze to niby ja zaczęłam, i taxi do domu. Lusy, moja koleżanka mówiła ze to jakis piosenkarz ale co mnie to obchodzi dostał to dostał i tyle.
Z odrętwienia i wspomnień najgorszej nocy mojego życia, wyrywa mnie odgłos kroków w korytarzu. Wreszcie, idzie Kate i będę mogła spadać do domu.. Chyba jednak nie, z daleka słychać ze idzie szybko, zamaszyście czyli ze jest zdenerwowana, ciekawe czym.
  • awatar marsova: Podoba mi się pierwszy odcinek... Czytam całość ! :D
  • awatar Only Bruno: Początek przypomniał mi opowiadanie @Cause you're amazing. To jest świetne! będę wpadać regularnie :D
  • awatar marthusia: świetnie się zapowiada :) czekam na następny odcinek ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Hej
będę publikować tu swoje opowiadanie i wyobrażenia o naszym wspólnym idolu wiec jeśli możecie to proszę łaskawie mnie oceniać w końcu każda wyobraża sobie to po swojemu
mam nadzieje ze się spodoba, początek jest troszkę długi i nie ma w nim Bruno ale bądźcie cierpliwi ON nadejdzie
życzę tak miłego czytania jak mi się pisało
pozdrawiam
Little miss perfect.

ps.
na zachętę mały splot zdjęciowy